Anita Anita
137
BLOG

Smaki dzieciństwa... (2)

Anita Anita Rozmaitości Obserwuj notkę 20

 

 

Kontynuując wątek słodkości mojego dzieciństwa warte wspomnienia jest opowiedzenie, co takiego niegdyś jadłam ja i dzieci z mojego otoczenia, gdy w sklepach co najwyżej były landrynki, kukułki, raczki, krówki i irysy, a i to nie w każdym przecież…
 
Oczywiście jak chciało się koniecznie coś słodkiego, to najprościej było zrobić kogel-mogel. Żółtka kręcone w kubku z cukrem aż do nie trzeszczącej, białawej  masy – z tym nie było nigdy problemu. Ale były i bardziej wyrafinowane specjały, a pośród nich … makagigi. Tak nazywało się coś, co było stopionym na patelni wraz z miodem makiem z dodatkiem orzechów. Miało to dość charakterystyczny smak i przyznam, że osobiście za tym raczej nie przepadałam, ale moje rodzeństwo to i owszem…
 
Ja wolałam ryż dmuchany scalony rozpuszczonymi krówkami, który wyjmowało się łyżką co po zastygnięciu tworzyło malownicza górę, łatwego do łamania smakołyku. To bardzo lubiłam podobnie jak domowy kajmak czyli duże kwadraty wafla przekładane masą kajmakową robioną z kakao cukru i skondensowanego mleka albo z rozpuszczonych krówek. Po przełożeniu 5-7 warstw całość przykrywało się ściereczką i obciążało czymś ciężkim, by tak sklejone zastygło w jedno.  
 
Na co dzień w dzieciństwie, a nawet do samej matury jadałam na śniadanie zupy mleczne. Byłam na nich wychowana i je bardzo lubiłam: owsiankę, kaszę mannę (taką na gęsto, na płaskim talerzu), lane kluski na mleku, ryż na mleku a nawet lubiłam bułkę paryską łamaną do talerza i zalewaną mlekiem. No cóż, smakowało nam to i nie trzeba nas było namawiać do jedzenia. Tak było na co dzień, ale z jednym wyjątkiem… Otóż w moim domu w niedzielę nie jadło się już zup mlecznych ale niemal obowiązkowo było kakao. Tak, kakao to nie było coś takiego, co było w nadmiarze i wszędzie, ale było drogie i nie zawsze można je było kupić. Nie było to takie zwyczajne kakao, ale Mama przyrządzała je dla mnie z pianką. Pianka zrobiona była z białka jajka trzepanego na talerzu widelcem na sztywno, z dodatkiem odrobiny pudru. Pianką tą ozdabiało się na wierzchu kakao i do tego były na śniadanie kanapki, jajecznica lub moje ulubione „jajka w szklance”. Tylko jak nie było już akurat w domu kakao to zastępowała je kawa zbożowa, a potem już rozpuszczalna „inka”. 
 
Z sympatii do tych wspomnień kultywuję zwyczaj porannego kakao w niedzielę rano… Już co prawda bez pianki, czasem zamiast kakao jest to rozpuszczalna czekolada, ale bardzo mi to pasuje właśnie na ten dzień tygodnia, gdy bez pośpiechu można jeść późne śniadanie na zalanym słońcem balkonie, wśród tuj, pelargonii i innych zieloności spływających z balkonowych skrzynek…
 

 

Anita
O mnie Anita

e-MAIL                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Rozmaitości