Trudno by pewnie znaleźć osobę, która na nim nigdy nie była... W dzieciństwie mieszkałam od niego w odległości 4 przystanków tramwajowych. Rodzina rozrzucona po całej Polsce dość często robiła w Warszawie przerwę w podróży więc wychodzenie po nich na pociąg i odprowadzanie na niego było częstą okazją moich odwiedzin na Centralnym.
Najwcześniejszym wspomnieniem był jeszcze stary dworzec Warszawa Centralna. Pamiętam, że był tam tylko jeden peron po środku i dwa tory oraz niewielka sala z biletami. Ale dla mnie największą atrakcją były schody - szerokie i drewniane, po których jak się zbiegało głośnio dudniły…
Dworzec był prowizoryczny, brzydki i miał tylko tę zaletę, że był w środku miasta. Na budowę nowego wszyscy czekali niecierpliwie. Spieszono się z budową w związku z wizytą Leonida Breżniewa, który miał był gościem na VII Zjeździe PZPR. Efekty pośpiechu i partactwa wkrótce dały o sobie znać, co przejawiało się licznymi przeciekami, odpadaniem płytek i nie kończącymi się potem remontami. Mimo wszystko lubiłam kiedyś tam bywać, był przestronny i jak na tamte lata nowoczesny.
Potem przyszło mi mieszkać w jego bliskim sąsiedztwie, więc bywałam tam pieszo, niestety z coraz większą niechęcią z powodu jego pogarszającego się wyglądu. Dworzec systematycznie kurczył się, bo każdy wolny skrawek zabudowano sklepikami i punktami małej gastronomii. Dziś gdy bywam tam to zawsze z obrzydzeniem z powodu niemiłych dla mojego nosa zapachów – tych kulinarnych i smrodu wszechobecnego brudu, co przy kiepskiej wentylacji daje dość przykrą mieszankę.
Nie wiem czy w obecnym kształcie da się tam jeszcze coś poprawić, ale na razie nie ma podobno szans no nic lepszego. Niezbyt to jest atrakcyjna wizytówka europejskiego miasta dla przybyszów nawet jak się tam przeprowadzi lifting i posprząta, co właśnie ogłoszono. Jego architektura i niefunkcjonalność tak bardzo nie przystaje do obecnych czasów, że żałuję, iż nie zrównają go z ziemią by wybudować coś całkiem nowego…


Komentarze
Pokaż komentarze (27)