No, mam to już za sobą… W zasadzie gdy przychodzi ta pora nie mam żadnych obiekcji i szybko, jak to ja, podejmuję decyzję. Jeszcze tylko jeden telefon, aby się upewnić, że już można, że są na to przygotowani i następnego dnia jestem na to gotowa. Robię to od wielu lat, pewnie już nawet ponad 10 i zawsze bez problemu zaraz po, a i co najważniejsze przez parę kluczowych miesięcy potem… W końcu o to chodzi, by było ok. Nie narzekam, zawsze na mnie skutecznie działa, więc potem gwiżdżę sobie na to, że innych to dopada. W końcu też w odpowiednim czasie mogli o tym pomyśleć… Ale nie: ich to nie dopadnie…, nie bo po co…, to przecież nic daje… i tym podobne bzdury. Niech sobie gadają co chcą, a ja i tak robię swoje jak co roku. Za dwa tygodnie nic mnie już nie ruszy, a w każdym razie nie TO.
Ciekawe, czy któryś z czytających wie, o czym tu piszę…? To taka mała zagadka, której rozwiązanie podam, no powiedzmy o godzinie 19-ej.
A teraz poczekam na ewentualne jej rozwiązanie…;)


Komentarze
Pokaż komentarze (8)