No dobrze, skoro jest już taki dzień – Dzień Pluszowego Misia – i skoro nawołują do pokazania jeśli się go ma - to, ku pewnie ogólnej wesołości czytających, przyznam się, że 6 lat temu uległam słabości z dzieciństwa i stałam się posiadaczką takowego…
Robiłam właśnie zakupy w dużym centrum handlowym i idąc między stoiskami zobaczyłam go tzn. było ich znacznie więcej, ale jeden przyciągnął mój wzrok do tego stopnia, że go kupiłam. Pamiętam, jak sama się z siebie śmiałam, że mi chyba odbiło na stare lata, ale swoją drogą w aucie nie miałam żadnej maskotki więc Miś zawisł na zapalniczce i odtąd kiwając się gapi się na mnie jak prowadzę samochód. Po mniej więcej miesiącu, przy okazji ponownej bytności w tym samym centrum handlowym wpadło mi do głowy, by Misiowi sprawić towarzyszkę, bo przecież on taki sam, w garażu, godzinami… No i nabyłam Misiową, która zawisła na tej samej zapalniczce i odtąd są już razem.
Nie wiem, co w misiach jest takiego, ale pewnie wielu miało takiego jednego, ukochanego misia, do którego miało słabość. Mój miś z dzieciństwa miał niebieskie guziczki przyszyte granatową nitką na krzyż zamiast oczu, które zgubił. Te niebieskie oczka nadawały mu bardzo niewinny wygląd i nie sposób się było na niego gniewać. Był potargany, wypłowiały od prania, ale miał gość w sobie to „coś”.
Skończył biedak marnie, rozszarpany przez jednego z moich zwariowanych psów z dzieciństwa. Widok trocin wysypujących się z jego brzuszka oraz rozerwanego pyszczka na długo pozostał mi w bolesnej pamięci…
Ten Miś z auta jest do niego trochę podobny, tak samo zmierzwiony fryz, ten sam kolor tylko tamten był większy i bez ubranka…
Miś, lat 6, wzrost 9 cm....



Komentarze
Pokaż komentarze (9)