No i zima… Nie taka ona straszna, jak się przeżyło już ich tyle, że ho ho… Widziałam gorsze i nie narzekam ani nie marudzę...
Na klatkach pojawiły się apele zarządcy o odśnieżanie swoich balkonów i parapetów. Dla mnie to żaden problem, po pierwszym śniegu już miałam odśnieżony, a po dzisiejszym właśnie z przyjemnością zrzuciłam na dół to co spadło w nocy, by nie przymarzło i nie zalegało.
Sprzęt do odśnieżania mam od dawna bo należę raczej do osób zapobiegliwych.
Kolejny sezon zimowy trwa więc u mnie odśnieżanie balkonu i nie widzę w tym nic dziwnego. No, może trochę dziwię się sąsiadom, którzy w większości tego nie robią, potem jak przychodzi odwilż kapie, a w nocy tworzą się groźne sople. Ale cóż, od zawsze miałam dużo wyobraźni, której niestety jak widać innym zdecydowanie brakuje. Albo są zbyt leniwi…? No tak, czasem jak widzę „odśnieżone” auta to faktycznie, tylko przednia i tylna szyba, a na dachu czapa śniegu, chyba to więc z lenistwa, bo żeby z głupoty, tak wielu kierowców nie woziło w zimie miotełki do odśnieżania…?
Karmnik chyba na noc będę musiała okrywać folią, bo po dzisiejszej nocnej zadymce karmę przysypał śnieg mimo, iż poświęciłam dwie tuje by go osłonić. Tylko jedno mi psuje humor – wczoraj jak dosypywałam w nocy słonecznika spłoszyłam ptaszka (prawdopodobnie sikorkę), który postanowił spędzić noc na pięterku karmnika. Sama wystraszyłam się, gdy znienacka coś zafurczało mi przed nosem, ale teraz wciąż myślę, czy znalazł sobie po nocy inne, bezpieczne miejsce do snu…?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)