***
Za nami misja Artemis II. Podobnie jak w misji Apollo właściwe lądowanie poprzedzone jest misjami sprawdzającymi kolejne etapy lotu. Tym razem była to bliźniacza misja z Apollo 9, która również poprzestała na okrążeniu Księżyca i powrocie na Ziemię. 11 kwietnia 2026 roku, po blisko 10-dniowej misji, kapsuła Orion z czteroosobową załogą misji Artemis II pomyślnie wodowała w Oceanie Spokojnym, około 100 km od wybrzeża San Diego w Kalifornii. Było to pierwsze od czasów programu Apollo, czyli od 1972 roku (54 lata), załogowe wyjście ludzi poza orbitę Ziemi i lot wokół Księżyca. Artemis II wniósł jednak dużo nowości :
Nowy rekord odległości od Ziemi - Załoga przebiła rekord Apollo 13, osiągając maksymalną odległość . 406 771 km od naszej planety. To najdalej, jak kiedykolwiek polecieli ludzie.
Różnorodna załoga w głębokim kosmosie - Po raz pierwszy w historii misji księżycowej poleciała kobieta (Christina Koch), osoba czarnoskóra (Victor Glover) oraz astronauta spoza USA (Jeremy Hansen).

Podczas przelotu wokół Księżyca 6 kwietnia 2026 roku załoga uchwyciła niezwykłe fotografie. Najbardziej spektakularne to zachód Ziemi - widok naszej planety zachodzącej za horyzont Księżyca, który przypomina słynne zdjęcie "wschodu Ziemi" z misji Apollo 8. Astronauci byli też świadkami całkowitego zaćmienia Słońca, które trwało prawie 54 minuty - zjawisko widoczne wyłącznie z ich perspektywy w kosmosie. Księżyc całkowicie zasłonił Słońce, odsłaniając piękną koronę słoneczną w formie świecącej aureoli wokół ciemnego dysku Księżyca. Widzieli także gwiazdy, błyski spowodowane uderzeniami meteorytów w powierzchnię Księżyca oraz delikatne zjawiska takie jak ziemskie światło odbite na Księżycu.
Testy systemów Orion i SLS w warunkach załogowych - Rakieta SLS zadziałała bez zarzutu, a kapsuła Orion przeszła wszystkie kluczowe testy: manewry korekcyjne trajektorii, systemy podtrzymywania życia, ochronę przed promieniowaniem kosmicznym oraz krytyczny powrót przez atmosferę. Astronauci ręcznie pilotowali statek i przeprowadzili obserwacje
Załoga Artemis II : Reid Wiseman (dowódca, NASA) - wcześniej inźynier pokładowy Ekspedycji 40/41 na Iss gdzie spędził sześć miesięcy, lotnik marynarki wojennej, były szef Biura Astronautów. ; Victor Glover (pilot, NASA) - Space X Crew I ; Ekspedycja 64/65 na ISS ; Christina Koch (specjalistka misji, NASA) - Ekspedycja 59/60/61 (289 dni w kosmosie i Jeremy Hansen (specjalista misji, Kanadyjska Agencja Kosmiczna - CSA) - pułkownik Królewskich Kanadyjskich Sił Powietrznych ( po raz pierwszy w kosmosie)

***
Naukowcy z Uniwersytetu Południowej Kalifornii (USC) zaprezentowali nowy typ pamięci, który działa w temperaturze 700°C (~1300°F) – wyższej niż temperatura lawy i znacznie przekracza dotychczasowe osiągnięcia tej technologii. Urządzenie nie wykazało oznak awarii; 700°C było jedynie limitem aparatury testowej. – Można to nazwać rewolucją – powiedział kierownik zespołu Joshua Yang.
Nowe urządzenie to memrystor – nanokomponent zdolny zarówno do przechowywania danych, jak i wykonywania obliczeń. Ma strukturę warstwową: dwie elektrody rozdzielone cienką warstwą ceramiczną. Zbudowano je z wolframu (górna elektroda), tlenku hafnu (warstwa środkowa) i grafenu (dolna warstwa). Wolfram ma najwyższą temperaturę topnienia spośród pierwiastków, a grafen – jednowarstwowa forma węgla – wyróżnia się wyjątkową wytrzymałością i odpornością na wysokie temperatury – informuje portal ScienceDaily.
Urządzenie zachowywało dane przez ponad 50 godzin w temperaturze 700°C bez odświeżania, wytrzymało ponad miliard cykli przełączania i działało przy napięciu 1,5 V z prędkością rzędu dziesiątek nanosekund.

Odkrycie było częściowo przypadkowe – zespół pracował nad innym układem opartym na grafenie. Dopiero później zrozumiano mechanizm jego działania. W typowej elektronice wysoka temperatura powoduje migrację atomów metalu, co prowadzi do zwarcia. Grafen temu zapobiega: atomy wolframu nie mogą się z nim wiązać, więc nie tworzy się przewodzący mostek.
Mechanizm ten potwierdzono za pomocą zaawansowanej mikroskopii elektronowej, spektroskopii oraz symulacji kwantowych. Może on pomóc w projektowaniu nowych materiałów i skalowaniu technologii.
Elektronika działająca powyżej 500°C jest kluczowa m.in. dla eksploracji kosmosu – np. na planecie Wenus, gdzie panują ekstremalne temperatury niszczące tradycyjne układy krzemowe – pisze ScienceDaily. Nowe rozwiązanie może znaleźć zastosowanie także w energetyce geotermalnej, systemach jądrowych oraz przemyśle motoryzacyjnym.
Memrystory mają też ogromne znaczenie dla sztucznej inteligencji. Mogą wykonywać obliczenia (np. mnożenie macierzy) bezpośrednio podczas przepływu prądu, co znacznie zwiększa szybkość i efektywność energetyczną – także w systemach AI, takich jak ChatGPT.
***
Stosowanie feminatywów czasami przybiera zabawne formy. Pomijam tu fakt że dla mnie używanie `określeń w rodzaju męskim poprzedzone zwrotem "pani" nie było w żaden sposób obraźliwe. Otóz czytając artykuł o Emmie Rotor - natknąłem się na zabawny potworek językowy, pozwólcie że przytoczę tu ten krótki fragment : "Współautorkowała publikacje naukowe dotyczące testowania komponentów." Prawidłową formą jest oczywiście " Była współautorką ..." Wszystkim czytelnikom Okołodziennika życzę więc udanego współautorkowania.
***
Wiekszość "tfurcuf" internetowych wykorzystujących AI idzie na skróty, wykorzystując utarte szablony lub szukając taniej sensacji. Niemniej tak wszechstronne narzędzie można wykorzystać w sposób ciekawy i innowacyjny i tu dobry przykład. Klip prezentujący kilkanaście wielkich przebojów z lat 80'tych - okraszony filmem zrobionym z pomocą AI. Kilkanaście impresji które się przeplatają w różnych wersjach, których tematem jest kaseta magnetofonowa. To jest dobrze pomyślany scenariusz ( opisany w promptach ) i dobrze zrobiony. Można? Można !
***
Po lekturze książki Adama Bieleckiego "Spod zamarzniętych powiek" - Adam Bielecki to jeden z czołowych polskich alpinistów. Sama książka to skrótowa autobiografia, której głównym bohaterem są góry. Nie pojmuję dlaczego rozsądny człowiek pokonuje olbrzymie trudności finansowe i kondycyjne by potem przeraźliwie marznąc i narażać się na utratę życia. Pozornie łatwo to wytłumaczyć : adrenalina, wyzwanie i radość kiedy osiągnie się dany cel (szczyt). Dodać do tego rywalizację i niby wszystko jest jasne. Jako typ wygodnego mieszczucha, dla którego radością są wyzwania intelektualne, nigdy nie pojmę tej straceńczej miłości do wysokich gór, w których straciło życie dziesiątki wybitnych alpinistów. Każdy alpinista kiedyś znajdzie swoją górę - górę która go pokona. Czy życie jest poszukiwaniem takiej góry?

***
Diego Castillo i Fernando Mendez z Uniwersytetu w Santiago de Chile opublikowali w czasopiśmie "Universe" model kosmologiczny, który pokazuje, jak Wszechświat może skończyć się Wielkim Rozdarciem (ang. Big Rip). Ich praca łączy mechanikę kwantową z wpływem grawitacji w największych skalach i dowodzi, że kwantowe efekty mogą naturalnie doprowadzić do superprzyspieszonej ekspansji ciemnej energii, która rozerwie dosłownie wszystko w skończonym czasie.
Jak naukowcy do tego doszli? Castillo i Mendez stworzyli model, w którym Wszechświat podzielony jest na dwa odrębne "regiony" (tzw. bimetryczny model kosmologiczny — dwa niezależne czynniki skali opisujące rozszerzanie się każdego z nich). Do równań wprowadzili uogólnioną zasadę nieoznaczoności (Generalized Uncertainty Principle — GUP). Klasyczna zasada nieoznaczoności Heisenberga mówi, że nie da się jednocześnie z dowolną precyzją zmierzyć położenia i pędu cząstki — im dokładniej jedno, tym mniej dokładnie drugie. GUP rozszerza tę ideę o kwantowe efekty grawitacji. Zakłada istnienie minimalnej długości (związanej z długością Plancka), poniżej której zwykłe pomiary tracą sens. Wprowadza ona tzw. parametry deformacji — liczbowe ograniczenia, jak bardzo obiekty mogą się "wykrzywiać" na najmniejszych skalach.
To jest cecha która w tym modelu do mnie przemawia.
***
Badania danych medycznych ze Stanów Zjednoczonych z ostatnich dwóch dekad dowodzą, że wzrost stężenia CO₂ w powietrzu bezpośrednio powoduje wzrost średniego poziomu tego gazu we krwi. Nasze organizmy nie potrafią zaadaptować się do zmieniającego się środowiska w odpowiednim tempie.
Naukowcy z The Kids Research Institute Australia przeanalizowali tysiące próbek krwi. Z roku na rok rosło stężenie wodorowęglanów – to biochemiczny ślad CO₂. W tym samym czasie poziom wapnia i fosforu lekko spadał. Wszystko to działo się w tempie niemal idealnie odpowiadającym wzrostowi stężenia CO₂ w atmosferze: dziś mamy ponad 420 ppm (części na milion), a jeszcze 20 lat temu było ich 369. Ludzki organizm stara się kompensować zmieniającą się atmosferę, ale koszt jest bardzo wysoki.
Jeśli nic się nie zmieni, już za pół wieku typowy poziom wodorowęglanów we krwi osiągnie górną granicę normy – a te tworzone są po to, by radzić sobie z poziomem CO₂. Gdy poziom CO₂ wzrasta, organizm zatrzymuje więcej wodorowęglanów, aby ustabilizować pH krwi. Spada wtedy jednak poziom wapnia i fosforu. Okazuje się więc że kryzys klimatyczny to nie tylko klimat i pogoda. To także my - żywe składniki ziemskiej biosfery.
***
Na łamach renomowanego czasopisma „AIP Advances” profesor Maria Strømme z Uniwersytetu w Uppsali opublikowała artykuł w którym proponuje coś diametralnie innego niż przyjmowany obecnie materialistyczny paradygmat: traktuje świadomość jako pierwotne, fundamentalne pole we wszechświecie – podobnie jak w fizyce traktuje się pole grawitacyjne czy elektromagnetyczne. W jej matematycznym modelu czas, przestrzeń oraz materia (w tym nasze ciała) są strukturami wtórnymi, wyłaniającymi się z owego wszechobecnego tła. Oznacza to, że mózg nie jest generatorem naszej świadomości, lecz raczej jej biologicznym „odbiornikiem” lub lokalnym interfejsem.
Badaczka bezpośrednio odwołuje się do intuicji, o których przed stu laty mówili ojcowie mechaniki kwantowej.
Erwin Schrödinger, jeden z najwybitniejszych fizyków w historii, uważał, że świadomość jest w swej istocie jednością i nie da się jej podzielić na niezależne byty. Werner Heisenberg i Max Planck również zastanawiali się, czy obserwowany świat materii na pewno jest fundamentem rzeczywistości. Strømme podejmuje to dziedzictwo, ale idzie o krok dalej – ubiera filozofię niedualności (zakładającą, że wszystko we wszechświecie jest połączoną całością) w ramy nowoczesnej kwantowej teorii pola.
Jeśli przyjmiemy opisywany model, w którym indywidualne umysły są zaledwie lokalnymi „wzbudzeniami” uniwersalnego pola (podobnie jak elementarne cząstki są wzbudzeniami pól w fizyce kwantowej), całkowicie zmienia się definicja śmierci.

Zgodnie z koncepcją szwedzkiej profesor, zakończenie funkcji biologicznych mózgu nie oznacza zniszczenia świadomości. Nasza indywidualna percepcja po prostu „scala się” z powrotem z polem uniwersalnym. Badaczka używa tu metafory fali, która po uderzeniu w brzeg nie znika, lecz wraca do oceanu, z którego powstała. Takie założenie mogłoby wyjaśniać w kategoriach czysto fizycznych (a nie nadprzyrodzonych) zjawiska uznawane dziś za anomalie, takie jak chociażby doświadczenia z pogranicza śmierci (NDE).
Głównym zarzutem wobec takich teorii jest to, że ocierają się one o niefalsyfikowalną metafizykę. Maria Strømme doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego w swojej pracy wyraźnie zaznacza, że jej model musi generować testowalne przewidywania.
Jednym z proponowanych kierunków badań weryfikujących tę hipotezę jest obserwacja tzw. pola punktu zerowego (kwantowej próżni). Teoria sugeruje, że gdyby świadomość faktycznie była pierwotnym polem fizycznym, ukierunkowana koncentracja mentalna powinna wywoływać mierzalne fluktuacje kwantowe na najniższym poziomie energetycznym.
Komentarz: Jednym z pionierów takich koncepcji był George Lucas który powołał do życia Jasną i ciemną stronę Mocy - energetyczne pole właściwe dla istot żywych. Tą właśnie mocą posługiwali się rycerze Jedi. Piszę to jak najbardziej serio. Nie wyrażam tu też żadnej opinii. Jestem jednak więcej niż sceptyczny.
***
Okazuje się że natura stawia określone granice jeśli chodzi o klonowanie istot żywych. Zespół kierowany przez prof. Teruhiko Wakayamę rozpoczął eksperyment w 2005 roku od jednej samicy myszy. Schemat był prosty: gdy zwierzę osiągało trzy miesiące, klonowano je ponownie. W ten sposób powstawały kolejne pokolenia. Trzy lub cztery rocznie. W ciągu 20 lat wykonano ponad 30 tysięcy prób i uzyskano przeszło 1200 myszy.
Początkowo wszystko działało coraz lepiej. Skuteczność wzrosła do ponad 15 procent, a klony wyglądały identycznie. To właśnie wtedy pojawiła się nadzieja, że proces można powtarzać w nieskończoność.

Przełom nastąpił około 25. pokolenia. Od tego momentu zaczęły kumulować się szkodliwe mutacje genetyczne. Każda kolejna generacja miała mniejsze szanse na przeżycie. W 57. pokoleniu przeżywało już tylko 0,6 procent osobników. A 58. pokolenie? Nie przeżyło żadne zwierzę.
Co ciekawe, młode myszy nie wykazywały widocznych wad. Umierały jednak krótko po urodzeniu, a przyczyna pozostaje nieznana. Analiza ich genomów pokazała coś jeszcze bardziej niepokojącego - miały trzykrotnie więcej mutacji niż osobniki rozmnażane płciowo. Niektóre myszy miały powiększone łożyska, u innych brakowało jednej kopii chromosomu X. To sygnały, że materiał genetyczny z każdą kopią ulega coraz większemu "zużyciu".
W zasadzie ten wynik nie powinien być zaskoczeniem. Rozmnażanie płciowe ma tą zaletę że prawidłowe geny kryją ich uszkodzone odpowiedniki. Ten efekt korekcji nie występuje przy rozmnażaniu wsobnym (blisko spokrewnione osobniki) , jego brak przy klonowaniu nie powinien więc dziwić.
***
Najnowsze badania ujawniają, że zasada równomierności wszechświata, znana jako zasada kosmologiczna, może nie być tak oczywista, jak dotąd sądzono. Zgodnie z tą zasadą nie istnieje żadne uprzywilejowane miejsce w kosmosie, a jego struktura i właściwości są zasadniczo takie same, niezależnie od tego, w którym jego miejscu się znajdujemy.
Jednak badacze przyjrzeli się teraz dokładniej mikrofalowemu promieniowaniu tła, które jest pozostałością po Wielkim Wybuchu sprzed ok. 400 tys. lat. Misje COBE i WMAP potwierdziły, że temperatura tego promieniowania wynosi niemal wszędzie 2,726 K, ale drobne odchylenia w jej rozkładzie mają ogromne znaczenie dla powstawania struktur, takich jak galaktyki.
W trakcie analizy tego promieniowania odkryto tzw. „anizotropię dipolową” – zjawisko polegające na występowaniu różnicy temperatur na przeciwnych stronach nieba, sięgającej ok. jednej tysięcznej. Według profesora Subira Sarkara z Uniwersytetu Oksfordzkiego jest to jeden z najbardziej widocznych sygnałów naruszających symetrię wszechświata.

Aktualny model kosmologiczny Lambda-CDM, uwzględniający stałą kosmologiczną i ciemną materię, zakłada, że takie odchylenia powinny także występować w rozkładzie galaktyk czy kwazarów. Zasada ta została przetestowana poprzez tzw. test Ellisa-Baldwina, polegający na porównaniu rozkładu materii z rozkładem promieniowania tła.
Nowe badania wykazały, że wszechświat nie spełnia warunków testu Ellisa-Baldwina – rozkład galaktyk nie odpowiada obserwowanym różnicom w mikrofalowym promieniowaniu tła. Co ważne, wynik powtarza się niezależnie od typu użytych teleskopów czy zakresu fal, co wyklucza błąd obserwacyjny.
***
C64 Ultimate wygląda jak klasyk, w środku kryje się kilka współczesnych udogodnień. Twórcy obiecują m.in.: pełną kompatybilność z ponad 10 000 oryginalnych gier i kartridży, tryb Turbo 48 MHz i więcej pamięci RAM, Możliwość podpięcia zarówno starych telewizorów CRT jak i nowoczesnych poprzez HDMI, Wi-Fi do przesyłania gier do pamięci komputera, Pendrive stylizowany na kasetę pełen zarówno klasycznych gier, jak i nowości, podświetlenie LED reagujące na dźwięk z układu SID, autografy twórców oryginalnego C64 wygrawerowane w miedzi płyty głównej, oraz klasyczne, błyszczące pudełko i instrukcję w formie zeszytu spiralnego.

To nie tylko komputer, ale hołd dla całej epoki 8-bitowej i symbol miłości do technologii, która zainspirowała całe pokolenie programistów.
***
Po katastrofie w Czarnobylska Elektrownia Jądrowa naukowcy spodziewali się znaleźć w ruinach przede wszystkim skażenie i martwą strefę. Tymczasem odkryto tam coś znacznie bardziej zaskakującego – organizmy, które potrafią funkcjonować w silnym promieniowaniu. Były to głównie ciemne grzyby rosnące na ścianach zniszczonych budynków oraz w pobliżu reaktora nr 4.
Mikroorganizmy nie tylko przetrwały, ale rozwijały się w miejscach uznawanych za skrajnie nieprzyjazne dla życia. Szczególną uwagę zwróciły gatunki zawierające dużą ilość melaniny – pigmentu znanego także z ludzkiej skóry. To właśnie melanina może odgrywać kluczową rolę w ich odporności.

Niektóre grzyby rosły wręcz w kierunku źródła promieniowania. Zjawisko to nazwano radiotropizmem. Późniejsze badania sugerowały, że promieniowanie mogło wspomagać ich metabolizm, podobnie jak światło wspomaga rośliny w procesie fotosyntezy. Pojawiło się nawet określenie „radiosynteza”.
Nie oznacza to jednak, że organizmy te „zjadają radioaktywność”. Bardziej trafne jest stwierdzenie, że potrafią wykorzystywać energię promieniowania lub wyjątkowo dobrze się przed nim chronić. To subtelna, ale ważna różnica.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)