















Sen. Snilem, miasto na jawie, ktorego ulice, place, parki i dzieciece sekrety zapisane sa w pamieci otartych niegdys do krwi kolan i dloni. Otulal mnie, przywolujacy wspomnienia, swojski zapach piwnicznej plesni, pomieszany z zapachem wegielnego mialu i jablek zgromadzonych tam przezornie "na zime". Krakowskie DNA. Jak agrafka laczaca przeszlosc z terazniejaszoscia, tkwi w podswiadomosci, zlowiony niegdys, dawno, dawno juz temu, zapach naftaliny strzegacej zazdrosnie skarbow babcinej garderoby. Smak niedzielego rosolu, do zjedzenia ktorego od wiekow zacheca dzwiek trabki splywajacy z koscielnej wiezy. Znajome miejsca zdaja sie mowic do mnie glosem bliskich mi osob, ktorych nieobecnosc jest jak najbardziej usprawiedliwiona, ale wciaz mimo naturalnosci i nieuchronnosci praw natury - niezmiennie bolesna.
Raz, dwa, trzy, cztery,


Komentarze
Pokaż komentarze (27)