Wraz z wejściem na giełdę domu akcyjnego DA Abbey Hoyse SA i powołaniem pierwszego w Polsce funduszu Abbey Art Found rozgorzała dyskusja o tym, czy wolno traktować sztukę w kategoriach biznesowych. Czy można o niej mówić jak o inwestycji? Pojawili się nawet obrońcy gotowi jak Reytan rozdzierać szaty w obronie autonomiczności świata sztuki.
Sztuka warta milion dolarów.Inwestorzy instytucjonalni i prywatni kolekcjonerzy nie mają takich dylematów. Sztuka tak jak sponsoring klubu sportowego czy zakup unikalnego modelu auta może dać mnóstwo satysfakcji na wielu poziomach, od emocjonalnego zaczynając, przez towarzyski aż po finansowy. Idealne hobby to takie, które przyczynia się do pomnożenia zysków. Wystarczy powiedzieć, że najlepsze kolekcje zyskują na wartości nie gorzej niż fundusze venture capital. Inwestycja w obrazy Marii Jeremy dała roczny zwrot przekraczający 730 proc., a np. Zdzisława Beksińskiego przekroczyła 160 proc.
„Nikt nie płaci za sztukę miliona dolarów, jeżeli nie jest to dobra inwestycja” mówi Jim Hedges, prezes Montage Finance, firmy doradczej wyspecjalizowanej w inwestowaniu w sztukę. „Każdy, kto mówi, że to nie jest inwestycja, jest obłudny”.
W czerwcu 2011 łączna sprzedaż Sotheby’s na aukcji sztuki XX w wyniosła 108 mln GBP (430 mln zł)!
„ Szacujemy, że na dzień 1.06.2011 na światowym rynku sztuki, co najmniej 15 funduszy monitorowanych przez Skate’s zarządza ok. 850 mln USD” - mówi Sergey Skaterschikov (Pomysłodawca i założyciel firmy Skate’s Art. Market Research, która prowadzi analizy rynku sztuki pod kątem inwestycji).
Artyści sobie, galerie sobie. O ile „środowiska artystyczne” mogą mieć pewne obawy związane z komercjalizacją, o tyle sami artyści są dość jednogłośni. Obecne formy pozyskiwania środków są niewystarczające. Kuleje też opieka prawna umożliwiająca ochronę praw autorskich. Dobitnie dali temu wyraz Franciszek Starowieyski i Stasys Eidrigevičius w wywiadzie z lipcowego wydania Art&Bisuness. Opowiadają oni o swojej bezskutecznej walce z fałszerzami i galeriami sztuki, które taką praktykę tolerują. W praktyce bowiem interes galerii nie zawsze jest interesem samego artysty. Im mniej zapłaci się za dzieło, tym wyższą osiąga marżę. Potwierdzają to młodzi twórcy mówiąc o problemach z płynnością w rozliczeniach oraz o zaniżaniu wartości wstawianych obrazów czy rzeźb. Dlatego też liczące się domy aukcyjne wprowadziły system certyfikacji dzieł sztuki oraz klarowne zasady rozliczeń.
Inwestor zamiast mecenasa. Irving Stone w fascynującej, sfabularyzowanej biografii Michała Anioła „Udręka i ekstaza” pisze o walce o przetrwanie wielkiego artysty. Wspomina też o konflikcie pomiędzy bohaterem, a jego wielkim konkurentem, Leonardem da Vinci. Artyści bardzo się różnili. Stone nazywa Michała Anioła prowincjuszem, Leonarda chwali za światowe maniery i niezwykłe obycie. Wiadomo, że ten wszechstronnie uzdolniony artysta szydził z rzeźby, nazywając ją sztuką rzemieślniczą aby dopiec konkurentowi. Zarzewiem realnego konfliktu była jednak walka o najlepsze zlecenia i uznanie najmożniejszych mecenasów Florencji. Ich przychylność stanowiła o istnieniu bądź niebycie artystycznym.
Kilkaset lat później przyjaźń Antonio Gaudiego z barcelońskim przemysłowcem, Eusebim Güellem zmienia na zawsze oblicze Barcelony. Budynki projektowane przez Gaudiego budzą olbrzymie kontrowersje, a jego mecenas jest atakowany w związku z tą współpracą. Nie brak też naśladowców i konkurentów. Współpraca z przedsiębiorcami nie jest pozbawiona pewnych kompromisów i zawsze spotyka się z krytyką całkowitą bądź częściową. Zawdzięczamy jej jednak powstanie najwspanialszych dzieł sztuki.
Szkoły artystyczne, środowiska i sami artyści od wieków konkurują ze sobą. Umiejętności marketingowe i przedsiębiorczość stanowią o przewadze jednych twórców nad innymi.
W powojennej Polsce rolę mecenasa przejęło państwo faworyzując politycznie poprawne środowiska i dyskryminując pozostałe. Stworzona do promocji i ochrony polskiej sztuki ludowej Cepelia przyczyniła się do obniżenia poziomu rzemiosła artystycznego. W związku z tym po roku 1990 środowiska artystyczne i związane z kulturą musiały i dalej uczą się zasad współpracy z biznesem i przedsiębiorczości.
Idą żniwa.Obecnie polski rynek sztuki równolegle ze światowym przeżywa odrodzenie.
„Rynek sztuki powrócił” [...] „Rynek sztuki eksploduje” [...] „Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem” - pisze Abigail R. Esman w czerwcowym wydaniu Forbes.
Rolę mecenasa przejmuje biznes. Największe kolekcje nie należą do prywatnych kolekcjonerów, ale do instytucji finansowych i przedsiębiorstw. Stanowią jedną z form lokaty kapitału obok giełdy, nieruchomości czy złota.
Nasi przedsiębiorcy nie pozostali daleko w tyle i również gromadzą dzieła sztuki. Wiele najwartościowszych rodzimych kolekcji prywatnych powstało w ciągu ostatnich 10-lat. Jak pokazują raporty publikowane przez DAAH i MKiDN osią kolekcji jest sztuka współczesnych, polskich artystów. Raport KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” szacuje potencjał polskiego rynku sztuki na 2 mld PLN, czyli blisko 7-krotnie więcej niż obecnie. Obroty polskich domów aukcyjnych za pierwsze półrocze przekroczyły 20 mln. złotych.
Poziom polskich artystów oceniany jest na świcie bardzo wysoko. Nie idzie on jednak w parze ze zdolnościami do promocji i pozyskiwania funduszy. Dlatego współczesne domy aukcyjne rozwijają struktury odpowiedzialne za management w obszarze sztuki, budują programy stypendialne i marketingowe.
Perspektywy związane z rozwojem tego rynku są kuszące i powinny ostatecznie połączyć inwestorów i środowiska artystyczne. Choć, jak pokazuje historia nigdy nie było to łatwe.



Komentarze
Pokaż komentarze