1. Kościół katolicki w Polsce w ostatnich dniach pokazał dwie twarze. Z jednej strony słabość połączonych przedziwną, uparta obroną własnych, wąsko pojętych interesów biskupów. Z drugiej, siłę i moc skuteczności świeckich członków Kościoła. Biskupi (z nielicznymi wyjątkami) zachowali się jak zagubieni i zdezorientowani pasterze. Świeccy bynajmniej nie jak pokorne owieczki lub stadne owce. To piękny owoc tego wstrząsu. Laikat przejął odpowiedzialność za wiarygodność Kościoła w Polsce. To historyczna chwila. Ów wstrząs jest przejawem braku wewnętrznych instrumentów naprawy i oczyszczenia Kościoła rozumianego jako hierarchia. Impuls zmiany przychodzi w tym sensie z zewnątrz. To nacisk mediów i liderów laikatu: Tomasza P. Terlikowskiego, Zbigniewa Nosowskiego, Jarosława Gowina, i innych doprowadził do bezprecedensowego rozwiązania, wydawałoby się beznadziejnej, sytuacji.
2. Nadszedł czas świeckich. I od mądrości biskupów i Kościoła hierarchicznego będzie w dużej mierze zależeć, czy w swoich dalszych działaniach, swojej służbie (!) wesprą się na nich czy też odrzucą jako element obcy, wrogi Kościołowi. Ciekawa pod tym względem jest retoryka, w której Kościół w ustach wyższego duchowieństwa ogranicza się do elitarnego klubu biskupów, z wykluczeniem już nie tylko świeckich, lecz także szeregowych księży. Biskupi przemawiali w tych dniach nie w imię Kościoła, lecz w swoim imieniu. I dali świadectwo grzechu zaniechania, nieumiejętności rozeznania, nazwania grzechu i zła po imieniu. Z paroma chlubnymi wyjątkami. To Jarosław Gowin użył tego bliblijnego słowa: zło, na okreslenie całej sytuacji. Zakrawa to na smutna ironię. Świeccy przejęli język, którym powinni posługiwać się duchowni, którym zdaje się brakować ewangelicznej odwagi. Najwyraźniej to świeccy muszą ratować dzisiaj polski Kościół, bo - jak ujął to trafnie cytowany już Gowin - to nie tyle walka o taki czy inny kształt lustracji (oczyszczenia Kościoła), lecz walka o polską duszę. Chodzi więc o wartości najwyższe.
3. Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo wykorzystania tej koniunktury dla laikatu przeciwko misji Kościoła i wbrew szlachetnym intencjom świeckich. Tu jest miejsce dla wielkiej rozwagi i odpowiedzialności ujawnionych przy okazji całego wydarzenia liderów laikatu (znamienne jak wielu z nich zaangażowanych było w rozwiązanie kontrowersji narosłych wokół seksualnych nadużyć abp Paetza). To oni powinni kształtować i wpływać na opinię publiczną raczej łagodząc, niż podgrzewając i tak gorące emocje. Co nie zwalnia ich z obowiązku głośnej krytyki wtedy, kiedy jest ona konieczna. Ale pamiętając o prawie i obowiązku krytykowania jednocześnie powinni zważać, że "w rzeczach koniecznych obowiązuje jedność, w wątpliwych wolność, we wszystkich zaś miłość".
4. Rezygnacja abp Wielgusa coś kończy i coś zaczyna. Kończy etap marazmu i unikania problemów hierarchii Kościoła, których uniknąć niepodobna. Rozpoczyna długą i niełatwą drogę ku jedności. Cała ta sytuacja to jakieś objawienie prawdy i jedności jednocześnie. Teraz tego najbardziej Kościołowi w Polsce obecnie potrzeba. Prawdy o przeszłości i zjednoczenia wokół Eucharystii i modlitwy.



Komentarze
Pokaż komentarze