Widmo anty-michnikowszczyzny krąży po mediach.
Samo pojęcie "michnikowszczyzna" zrobiło zawrotną karierę dzięki Rafałowi A. Ziemkiewiczowi, autorowi książki "Michnikowszczyzna. Zapis choroby". Słówko "michnikowszczyzna" - gdybyś ktoś jeszcze jakimś cudem nie wiedział - ma swój źródłosłów w nazwisku bardzo wpływowego redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", Adama Michnika. Ziemkiewicz zastrzega jednak za każdym razem, że to pojęcie na "m" ma znacznie szerszy zakres i obejmuje zespół pewnych określonych poglądów i grono ludzi, tworzących środowisko "GW". Ja już to sobie wbiłem do głowy. I nawet książkę przeczytałem.
Debata na temat tego, co z grubsza odpowiada słówku na "m" toczy się w mediach od jakiegoś już czasu. Po raz kolejny w "Dzienniku", gdzie odbyła sie dyskusja z udziałem znanych publicystów i między wierszami wypowiedzi Pawła Skowrońskiego oraz Piotra Semki w programie "Ring". Nie dalej jak w ostatnią niedzielę krążyło nad głowami gości Igora Janke w "Kuchni politycznej", itd., itp.
Na początku mi się to słówko podobało. Teraz już podoba mi się mniej. Czasami czuję się zażenowany, kiedy słyszę klepane po raz kolejny analizy i diagnozy tego, co kryje za sobą słówko na "m". A i tak nikt nie potrafi wyjśc poza pierwotną definicję Ziemkiewicza. Oczywiście, przyjmuję tę diagnozę z radością. Ale powtarzana po tysiąckroć zaczyna mnie powoli drażnić swoją - jak to bywa z takimi pojęciami - ograniczonością zastosowania i wyblaknięciem pierwotnie mocnego ładunku znaczeniowego. Na litość boską, przecież to felietonowy, w najlepszym razie - publicystyczny - zabieg! Gdzie mu tam do pogłębionej analizy. Sam Ziemkiewicz mówi o tym wprost w kilku miejscach w swojej książce. Warto więc spróbować wyjśc poza anty-michnikowszczyznomowę.
Powoli męcząca staje się ta pan-anty-michnikowszczyzna. Z utęsknieniem wypatruję pogłębionej analizy tego fenomenu. Może weźmie się za to ktoś wolny od felietonowego stylu i publicystycznej perspektywy. Przekonanie, które obecnie streszcza pojęcie anty-michnikowszczyzna krystalizuje się w swoiste credo nowej poprawności politycznej. Przez to potencjał analityczny poglądów, składających się na anty-michnikowszczyznę się wypala. Obym sie mylił! Bo diagnoza jest zasadniczo słuszna, ale język diagnozy staje się mimowolnie martwy.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)