Artur Bazak Artur Bazak
55
BLOG

Niech nas usłyszą!!!

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 8

Robert Biedroń na łamach "Gazety Wyborczej" (23.012007) ogłosił, że "homorodzice są wśród nas. (...) Rodzicielstwo gejów i lesbijek jest faktem." A "(...) osoby heteroseksualne nie mają monopolu na dobre rodzicielstwo."

Wywód rzecznika homoseksualizmu jest bardzo charakterystyczny dla tego typu wypowiedzi. Kto jest zaznajomiony z prasą zagraniczną rozpozna niezawodnie linię argumentacyjną, za pomocą której w sposób bezproblemowy przechodzi się od sfery postulatów do rzeczywistości faktycznej. Od aspiracji, dązeń i żądań partykularnej grupy interesu do potwierdzonych badaniami (niezawodne są porównawcze badania np. przywoływanego przez Biedronia Eurobarometru) faktów społecznych, których wymowa ma być zobowiązująca sama przez się. Suma tych naukowo dowiedzionych faktów społecznych składa się na prawdę o rzeczywistości...przynajmniej według autorów tego stylu myślenia.

Przyjrzyjmy się polskiej (przaśnej) wersji tego wywodu. Jak można się łatwo spodziewać, autor zastosuje efekt zestawienia dwóch odmiennych typów społeczeństw reprezentujących dwa radykalnie odmienne systemy normatywne - z jednej strony zacofana Polska, z drugiej postępowa Holandia. W Polsce tylko 7% respondentów akceptuje adopcję dzieci przez pary homoseksualne, w Holandii aż 69%. Biedroń tłumaczy ten fakt  w następujący sposób: "Jak widać, tam, gdzie osoby homoseksualne nie są zmuszane do ukrywania swojej orientacji seksualnej, akceptacja społeczna adopcji przez homoseksualne pary jest dużo większa. Tam, gdzie notuje się sporo przykładów dyskryminacji gejów i lesbijek, takie poparcie jest niskie." Ocenę poprawności tego rozumowania, prawidłowego wyciągania wniosków z dostępnych "szkiełku i oku" przesłanek pozostawiam szanownym czytelnikom.

Kolejnym chwytem retorycznym jest odmalowanie opresyjnej, dusznej i wrogiej atmosfery panującej w naszym kraju wynikającej przede wszystkim ze sprawowania władzy przez homofobów, z ministrem edukacji na czele. Władza jest z ludu, więc lud jest jak władza. Homoseksualiści są w najlepszym wypadku napiętnowani, częściej upokarzani, bici na manifestacjach. Ciężki jest los homoseksualisty w Polsce. Z dołu i z góry dostaje po dupie.

Punkt kulminacyjny wywodu rozpoczyna zdanie, któremu w dalszej części autor totalnie przeczy: "Po raz kolejny przypominam, że dyskusja nad prawem do adopcji dzieci przez pary homoseksualne wyprzedza w Polsce postulaty tego środowiska." Po czym bez cienia zażenowania przechodzi do słów, mających uzasadnić potrzebę stworzenia warunków możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne - co de facto się dzieje - ze względu na...dobro dziecka. Idziemy dalej:"Problemem nie jest więc prawo do adopcji dzieci przez pary homoseksualne" - przekonuje Biedroń - "ale stosunek społeczeństwa do wychowywania dzieci przez takie pary." Rodzinom heteroseksualnym przypisuje się swoiste prawo "domniemania moralnej niewinności" wychowawczego oddziaływania na dziecko, zaś związkom homoseksualnym odmawia sie takiego prawa na mocy nie popartych naukowo żadnymi badaniami (prze)sądami wartościującymi. Nauka w służbie postępu - skąd my to znamy?

Na samym końcu autor strzela z emocjonalnej armaty: "Osoby heteroseksualne nie mają monopolu na dobre rodzicielstwo. Jest ono niezależne od naszej orientacji seksualnej, w każdej grupie bowiem znajdziemy rodziców lepiej i gorzej sprawdzających się w swojej roli. Tak długo jak będziemy podtrzymywać krzywdzące mity i uprzedzenia wobec rodziców homoseksualnych, tak długo będziemy skazywać dzieci wychowywane przez nich na cierpienie i niebezpieczeństwa związane z ich nieuregulowanym statusem prawnym. Ze względu więc na dobro dzieci powinno nam zależeć na obalaniu niesprawiedliwych stereotypów. W przeciwnym razie pozostanie jedynie odebranie dzieci ich homoseksualnym rodzicom. Czy o to chodzi głosicielom zasady, że gejom i lesbijkom nie wolno powierzać dzieci?"

Nie będe powoływał się na nauczanie Koscioła katolickiego. Nie mam zamiaru przywoływac wielkich słów wielkich ludzi w obronie rodziny, którą tworzy uświęcony związek mężczyzny i kobiety. Nie będe się nawet pastwił nad ideologicznym (neutralnym w mniemaniu akademików) terminem "alternatywne formy życia rodzinnego (studiowanie socjologii paradoksalnie zaszczepiło we mnie radykalną nieufność wobec takich pojęć), które co rusz pojawia sie w kontekście takich, za przeproszeniem, wywodów. Na podstawie mniej lub bardziej udanej rekonstrukcji przewodu myślowego pana Roberta Biedronia (nie pozdrawiam) chciałem tylko pokazać jedną rzecz: homoseksualnemu lobby coraz bardziej panoszącemu się w Polsce nie chodzi o dobro dziecka. Chodzi tylko i wyłacznie o jego własne, grupowe, partykularne dobro - czyli homoekspansję w katolandzie.

Ludziom, którym sie to nie podoba, w których budzi to moralny czy religijny sprzeciw, życzę odwagi w głośnym mówieniu "nie"!

"Niech nas usłyszą!!!"

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka