Czas: 26 stycznia 2007 roku. Miejsce: Warszawa, Uniwersytet, Centrum Stosunków Międzynarodowych. Wydarzenie: Debata "Dziennika". Główny gość: ideolog neokonserwatyzmu Norman Podhoretz. Z gościem dyskutują: prof. Ryszard Legutko, Radek Sikorski oraz prowadzący, Maciej Nowicki. Rozmowę o roli i znaczeniu Ameryki w polityce światowej co raz zakłócają pokrzykiwania przedstawicieli rozmaitych odłamów ruchów lewicowych, których połączył w tym dniu duch wrogości wobec amerykanskiego okupanta i najeźdźcy.
Nie zwróciłbym na to większej uwagi, gdyby nie to, co z tego incydentu uczynili lewicowi komentatorzy. Na stronie internetowej pisma "Krytyka polityczna" komentarz do całej sprawy wysmażył Michał Bilewicz, który pisze, że spotkanie "ultraradykałów" miało przerażający przebieg. Warto zacytować kulminacyjny moment wywodu Bilewicza, żeby pokazać, jak lewica ze spotkania, na którym w chamski sposób nie dopuszczano do głosu zaproszonych gości lub im przerywano (zamiast poczekać na koniec debaty i zadac pytania) uczyniła kolejny kamyczek do ogródka swojego męczeństwa:
"Oglądając to poniżające widowisko, zastanawiałem się, czy rzeczywiście jestem nadal na mojej uczelni? Czy Radosław Sikorski zdaje sobie sprawę, że Uniwersytet to nie waszyngtoński think-tank, gdzie wzywa się ochronę do przeciwników politycznych? Gdzie podziała się autonomia Uniwersytetu - potwierdzana Magna Charta Universitatum, a ostatnio również deklaracją bolońską?
Propozycja użycia siły przez żandarmerie wojskową wobec przeciwników politycznych na terenie uniwersytetu jest czymś nowym i starym jednocześnie. Łatwo poznać w tym echa marcowych pałkarzy ORMO, którymi Władysław Gomułka gnębił ówczesną opozycję na Uniwersytecie.
Autonomia polskich uniwersytetów była okupiona cierpieniem Żydów bitych przez korporantów i profesorów wygwizdywanych przez studentów w latach trzydziestych. Autonomia europejskich uniwersytetów była okupiona poniżaniem wybitnych myślicieli przez francuskich i niemieckich hunwejbinów w latach 60. Nawet w tych trudnych momentach społeczność akademicka godziła się na autonomię uniwersytetów - dlatego, że dzięki niej mamy pewność niezależnego głoszenia poglądów i idei - także tych niezgodnych z obowiązującą linią obecnej władzy."
Debata zroganizowana przez "Dziennik" ma swoje zasłużone miejsce w dziejach golgoty lewicy w Polsce, obok marszu w Poznaniu i corocznych marszów równości. Jeszcze trochę i będzie podstawa do narodzin nowego kultu wykluczonych.
Ale dość tych szyderstw. Sprawa jest nadzwyczaj błaha, co nie oznacza, że nieistotna. Autonomia uniwersytetu jest wartością, ale jej obrona nie zwalnia od zdrowego rozsądku i elementarnych zasad zachowania w miejscach publicznych.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)