Artur Bazak Artur Bazak
135
BLOG

Czy jest możliwa przyjaźń w polityce?

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 0

Niedzielna konferencja Jana Rokity, Pawła Śpiewaka i Jarosława Gowina, na której został przedstawiony 400-stronicowy program "Głęboka naprawa państwa" wywołała lawinę mniej lub bardziej trafnych komentarzy. Mocno rzecz upraszczając, komentatorzy (publicyści i dziennikarze jak również politycy) podzielili sie na dwie grupy. Jedna twierdzi, że jest to samowolna hucpa solisty, który chce pokazać swoje najlepsze karty - nawet jeśli tego nie określają w tak ostry sposób. Inni zaś upatrują w tej konferencji pewien przełom, który może zapoczątkować albo pewną odnowę poprzez powrót do korzeni głównej partii opozycyjnej, albo całkowitą dekompozycję polskiej sceny politycznej.

Każdy, kto nie miał w ręku  dokumentu, który jest podsumowaniem działalności tzw. "gabinetu cieni" PO oraz w swoich ocenach politycznych zdarzeń wywołanych tą konferencją jest zmuszony do opierania się na przekazach medialnych, skazany jest na słabo uwiarygodnioną spekulację. Mimo tego pozwolę sobie na takie ryzyko. To, czemu chciałbym poświęcić więcej uwagi to: źródło sytuacji, w jakiej znaleźli się Jan Rokita i Jarosław Gowin; niedoceniona rola w całym wydarzeniu tego ostatniego; oraz morał, jaki z tego wszystkiego wypływa.

Sytuacja, w jakiej po konferencji znaleźli się Jan Rokita czy Jarosław Gowin (trudno mi w tym kontekście w jednym rzędzie umieszczać prof. Pawła Śpiewaka - za mało o nim wiem i chyba inna jest jego pozycja w partii wobec coraz bardziej dominującego nurtu, skupionego wokół zarządu PO) jest przykładem na pewne bardzo rozpowszechnione zjawisko, które nie ogranicza się do świata polityki, choć jednocześnie w polityce niższego rzędu ma swoje źródło (To, co nazywam polityką niższego rzędu to zwykłe abecadło polityczne w realistycznym ujęciu, które streścić można słowami: polityka to walka o władzę i jej jak najdłuższe utrzymanie. W tym sensie można odróżnic politykę niższego rzędu od polityki wyższego rzędu czy polityczności). Zjawisko to przybierające kształt faktu społecznego rodzi się w umysłach i sercach pojedynczych ludzi i chociaż ma szerokie pole oddziaływania oraz krótkoterminową, silną moc kreacji rzeczywistości, w ostatecznym rozrachunku jest niszczące. Przede wszystkim dla określonej wspólnoty politycznej, wreszcie dla jej indywidualnych członków. Trudno jednym słowem oddać destrukcyjną moc i niszczącą treść tego zjawiska jakimś wystarczająco pojemnym słowem. Można chyba zaryzykować i spróbować oddać je za pomocą frazy: zinstytucjonalizowana zawiść.

Czym jest zawiść? Jest ona zdegenerowaną i wynaturzoną ambicją, która w połączeniu z interesem własnym wyradza się w siłę zdolną rozsadzić najlepsze wspólnoty, skupione wokół wspólnej sprawy. Nade wszystko jednak niszczy elementarne więzi międzyludzkie, oparte na zaufaniu, lojalności, solidarności, odpowiedzialnosci oraz wzajemnym porozumieniu. Zawisć zinstytucjonalizowana to zawiść indywidualna podniesiona do rangi zachowań zbiorowych, przybierających nierzadko kształt zachowań stadnych. Karmiona grzechem pychy i poczucia wyższości staje się fundamentalnym źródłem rozpadu tego, co dobre. Jej najczęstszymi ofiarami padają osoby o szlachetnych intencjach i zamiarach, cechujące się silną i niebanalną osobowością, mające pomysł na zagospodarowanie przestrzeni wspólnej wokół siebie, odważne w głoszeniu swoich, często bardzo niepopularnych, opinii, nie podejmujące walki o swoje metodami, które chcą im narzucić ludzie zawistni. W tym sensie inicjatywa trójki polityków - którzy stali się zakładnikami swoich szlachetnych intencji i wyrazistych poglądów - może obrócić się przeciwko nim. Już się tak dzieje...

Jarosław Gowin jest postacią bardzo ciekawą na polskiej scenie politycznej. Były wieloletni redaktor katolickiego miesięcznika "Znak", rzecznik katolicyzmu otwartego (którego smierć ogłosił jakiś czas temu uznając odejście księdza Józefa Tischnera za moment przełomowy), aktywny świecki członek Kościoła (ostatnio przypomniał się w tej roli jako bezkompromisowy krytyk abp Stanisława Wielgusa), obecnie rektor dynamicznie rozwijającej się prywatnej krakowskiej uczelni, wychowawca i wreszcie od ponad roku polityk dał się w ostatnim roku poznać jako niezwykle krytyczne sumienie Platformy Obywatelskiej oraz niezacietrzewiony (jak np. Stefan Niesiołowski) krytyk posunięć politycznych partii rządzącej. Jest autorem bardzo ważnego tekstu "Prawicowy gen samozagłady" z 14.11.2005 r. http://www.jgowin.pl/omnie_publikacje.php?nr2=178 oraz - jak  niektórzy złośliwi twierdzą - redaktorem tekstu Jana Rokity, "Sarmaci przeciw reformatorom" z 3.11.2005 r. http://staremiasto.krakow.platforma.org/modules.php?name=News&file=article&sid=82

Ostatnio widać coraz wyraźniej, że ten polityk, który jeszcze jakiś czas temu na wielu spotkaniach i w rozmaitych tekstach (wystarczy rzut oka na tytuły) publicznie dawał wyraz zniesmaczeniu i rozczarowaniu polityką, nabrał wiatru w żagle. Dzisiaj siedzi obok swojego ideowego oponenta Pawła Śpiewaka oraz wieloletniego przyjaciela, Jana Rokity ogłaszając dokument, który być może stanie się pretekstem do zmian politycznych o charakterze przełomowym. Wielu komentatorów skupia się na roli i znaczeniu Jana Rokity w całym wydarzeniu, nie dostrzegając i nie doceniając chyba tego, że nieprzypadkowo razem z nim pojawili się Jarosław Gowin i Paweł Śpiewak. Czy jest to tylko wojna Rokity z PO, która staje się mu coraz bardziej obca? Czy może coś więcej?

Jarosław Gowin opowiadał kiedyś publicznie o motywach zaangażowania w politykę przywołując słowa Jana Rokity, że kiedy jest wojna, wyciąga się miecz, opuszcza dom i podejmuje się walkę. Jakkolwiek wydawałoby się to naiwne i obarczone typowo inteligenckim rozumowaniem, czerpiącym nadzieję na zmianę i naprawę państwa z pewnego specyficznego inteligenckiego etosu, to właśnie ten inteligencki etos służby i patos pozwalają zachować dystans do siły rażenia polityki niższego rzędu, dostrzegać priorytety i odnosić wszelkie polityczne działania do wyznawanego niezmiennie i z przekonaniem światopoglądu moralnego. Jest to zatem niewątpliwie coś więcej niż wojenka Rokity z Tuskiem i jego dworem. Znając trochę drogę zaangażowania publicznego jednego z przyjaciół Jana Rokity, Jarosława Gowina, można się chyba w uzasadniony sposób spodziewać, że to wydarzenie to, po pierwsze "coś więcej" , po drugie możemy oczekiwać niewątpliwie politycznego przesilenia (odsyłam do tekstu Michała Karnowskiego, Rokita rzuca wyzwanie PO - "Dz",29.01.2007), a reakcja kierownictwa głównej partii opozycyjnej będzie, jak mniemam, papierkiem lakmusowym przyszłosci tej formacji. Bowiem bez Rokity, Gowina i Śpiewaka Platforma Obywatelska straci swoją ideową tożsamość. Dlatego proponuję Donaldowi Tuskowi i jego otoczeniu powściągliwość, rozsądek (jedna z bardziej pożytecznych cech konserwatysty) i odporność na pokusę spuszczenia z łańcucha demona zawiści, który zatruwa umysł, serce i wspólnotę.

Jan Rokita, Jarosław Gowin i Paweł Śpiewak wiedzą, że  - jak wyraził to po raz pierwszy w swoim Liście VII Platon niemal dwa i pół tysiąca lat temu - bez przyjaciół nie da się uprawiać polityki. Oby siła zawiści nie okazała się silniejsza nad moc przyjaźni i autentycznej chęci naprawy państwa.

Obawiam się jednak, że to tylko mój prywatny inteligencki bełkot...Obym się mylił.

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka