Podobno Polacy są narodem blogerów. Piszemy jak opętani. Mamy wiele do powiedzenia - co nie oznacza, że to jest zawsze mądre. Chcemy się tym dzielić - co niekoniecznie jest doceniane przez potencjalnego czytelnika. Tak czy owak, lepiej lub gorzej, ale ze sobą rozmawiamy. Reagujemy i komentujemy wydarzenia mniej lub bardziej ważne, dla jednych istotne, dla innych peryferyjne i zupełnie trzeciorzędne. Czasem dajemy się złapać w sieć problemów całkowicie wirtualnych, wykreowanych, sztucznych, napędzanych medialnym perpetuum mobile. Analizujemy, ważymy racje, dzielimy włos na czworo. Podniecamy się wydarzeniami, które nie dość, że nas bezpośrednio nie dotyczą, nasze życie od nich w najmniejszym stopniu nie zależy, to jeszcze mają najwyżej tygodniową długość spożycia.
Jest także druga strona tego zjawiska "panglobizmu". Widać to dosyć wyraźnie na salonie24. Rzeczą, która rzuca się w oczy osobie odwiedzającej stronę salonu24 jest podział na stronnictwo "czerwonych" i "niebieskich". Ci pierwsi to znani, sprawdzeni w pisarskich bojach publicyści. Druga, znacznie większa grupa składa się z mniej znanych, ale, śmiem twierdzić, równie ciekawych, jeśli nie ciekawszych (bo jeszcze nie zblazowanych swoim statusem, który dla wielu "czerwonych" jest jedynym źródłem ich publicystycznej charyzmy) blogerów, spośród których krystalizuje się już "elita". Można z łatwością zidentyfikować tę elitarną awangardę. W takim razie mamy trzy, nie dwie grupy salonowców - publicyści, blogerzy zwykli oraz blogerzy w miarę regularnie prezentowani na pierwszej stronie w dziale "inne blogi" a także wśród "czerwonych" - co rozpala "niebieskich" do czerwoności (tych, którzy się tam znaleźli z dumy i radości, tych zaś, którzy się temu tylko przypatrują z zazdrości). I tak się to kręci, tak się napędza. Tworzą się spontaniczne oraz moderowane hierarchie. Pod czujnym okiem redaktorów naczelnych salonu. Niedawno zainicjowano akcję ograniczania obraźliwych, głupich i niegrzecznych komentarzy. Okazuje się, że blogi salonowe to nie teren bezrefleksyjnego artykułowania strumienia świadomości, miejsce nieograniczonej ekspresji, wylewania wszystkich swoich przemyśleń bez hamulców. Pomysł ze wszech miar godny poparcia. Zatem jaka jest ta druga strona namiętnego blogowania? Otóż taka, że charyzma osoby po raz kolejny zwycięża w starciu na pióra z charyzmą urzędu. "Czerwoni" kontra "niebiescy" to wciąż walka wyrównana i pasjonująca. Dotąd czytałem przede wszystkim "czerwonych" - zwłaszcza tych, którzy swoją obecnością nie wypełniają całej strony i nie piszą o każdym odnotowanym drobiazgu, a jak się pojawiają piszą z sensem i ciekawie - z wielką przyjemnością. Robię to nadal, ale ostrożniej, będąc świadomym mechanizmu: kolor czerwony plus zdjęcie i nazwisko to lepsza lub gorsza gawarancja poziomu i jakości. Bywa z tym w rzeczywistości bardzo rożnie. Dlatego coraz częściej doceniam treści i maestrię formy "niebieskich".
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zastanawia się nad możliwością ograniczenia dostępu do zawodu dziennikarza. Wkrótce propozycje zarządu SDP zostaną poddane pod dyskusję w sejmowej komisji kultury i środków przekazu, która pracuje nad projektem nowego prawa prasowego. Jeden z członków zarządu, niejaki Zenon Bosacki, powiedział: "Nie powinno być tak, że w gazetach piszą osoby bez wyższego wykształcenia. Wyjątkiem mógłby być odpowiedni dorobek dziennikarza." Kamil Durczok jednak by sie ostał...w drodze wyjątku. Pomysły autorów projektu wzbudzają rozmaite reakcje. Tak jest np. z próbą ustalenia minimalnych stawek za publikacje, pomysłem stworzenia związku zawodowego. Czy działalność SDP i ocena tej działalności wśród dziennikarzy nie jest dowodem na to, że to być może mnożenie bytów ponad konieczność? Gdzie jest granica dziennikarstwa jako wolnego zawodu? Czy koncesjonowanie dostępu do zawodu dziennikarskiego i rejestracja dziennikarzy to dobry sposób na podniesienie jakości pracy, wzbudzenie poczucia odpowiedzialności za słowo w tym środowisku? Czy dzisiaj granica między dziennikarstwem zawodowym i amatorskim ulega zatarciu? Czy różni nas tylko to, że jedni piszą i na tym zarabiają, zaś inni piszą po prostu? Nie znam dobrej odpowiedzi na te wszystkie pytania. Raczej ciekawi mnie opinia gości i gospodarzy salonu24.
Podobno Polacy to naród blogerów. Piszemy jak opętani...Czy nadchodzi czas rewolucji?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)