Restrukturyzacja kadrowa i organizacyjna w jednej z rozgłośni, z którą wspołpracuję z dnia na dzień sprawiła, że bardzo dobre perspektywy współpracy zamieniły się w zupełnie nieciekawe destabilizując zupełnie moje życie zawodowe. Sytuacja życiowa zmusza mnie jednak do zgody na takie warunki, które w dużej mierze przekreślają to, co wypracowałem przez ostatnie trzy miesiące. Życie wolnego strzelca, do tego bez nazwiska jest cholernie trudne. Co z tego, że wywiady z czołowymi komentatorami życia religijnego w Polsce i Europie. Co z tego, że dobrze przyjmowane teksty, eseje, recenzje. Co z tego, że kreatywny, otwarty na nowe wyzwania, sumienny i lojalny. Wypracowanie sobie stabilizacji finansowej w tej branży i w tym kraju jest dobrem tak rzadkim, że wypełniającym regularnie sny, marzenia na jawie i chwile refleksji egzystencjalnej...w końcu paraliżującym i sprawiącym, że wstanie z łóżka wcześnie rano, aby coś przeczytać i napisać do szuflady staje się niemal czynem heroicznym.
Nie pierwsze to, i jak się domyślam, nie ostatnie trudne doświadczenie i rozczarowanie, które spotyka mnie na rynku pracy mediów. Jestem niedawnym absolwentem, z jako takim doświadczeniem w pracy redakcyjnej i piśmiennej. Przetoczylem się już przez parę instytucji, media i środowiska. Wtedy, kiedy inni studenci nabierali doświadczeń wszelkich, walczyłem o zdrowie. Walkę przegrałem. Nie mogę wykonywac ciężkich prac. Wyjazdy za granicę na zmywak skończyły się bardzo szybko. Pozostało mi robić to, w czym czuję się dobrze i co sprawia mi największą radość oraz satysfakcję - pisać. Dodatkowo jakieś korki z lingua franca polskich Europejczyków. Tu też konkurencja ogromna.
Boli jednak to, że - pomimo tego, że moim marzeniem jest mieszkać i pracować w Polsce, że wierzę usilnie (jeszcze sie trzymam), iż w tym kraju można godnie żyć, że nie marzę o niczym więcej, jak założenie rodziny (najlepiej z dużą ilością dzieci) i zapewnienie jej podstaw do normalnego życia - w wieku lat 25 nie jestem w stanie utrzymać się sam w wielkim mieście. I spełniać swoje, przecież niewygórowane, marzenia.
A może są wygórowane? Może mi się w głowie poprzewracało i wydaje mi się, że można żyć z pisania, czytania i rozmawiania?
Biada mi, jeżeli tak jest. Bowiem nic innego robić nie potrafię.
P.S. Szukam pracy
Artur Bazak



Komentarze
Pokaż komentarze (7)