Artur Bazak Artur Bazak
76
BLOG

Wojna na śmierć i życie

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 4

Obowiązujący w Europie trend liberalizacji ustawodawstwa dotyczącego aborcji wydaje się zalewać wszystkie kraje członkowskie UE. W Polsce, w związku z dojściem do władzy koalicji prawicowo-ludowej (cokolwiek to znaczy), kierunek działania rządzących jest zgoła przeciwny. W Sejmie pracuje nadzwyczajna komisja, której celem jest wypracowanie mechanizmu zmiany zapisów w ustawie zasadniczej (w art. 38 lub art.30) tak, aby zagwarantować konstytucyjnie ochronę przez państwo życia ludzkiego od momentu poczęcia do naturalnej śmierci.

Sejmowe prace nad usztywnieniem stanowiska w sprawie ochrony życia budzą ogromne zainteresowanie, ale także i gorące spory oraz kontrowersje. Role adwersarzy są obdzielone i łatwe do przewidzenia. Koalicja rządząca wspierana przez obywatelski lobbying oraz nauczanie Kościoła (przypominam o wyrażeniu poparcia przez abp Józefa Michalika) jest zdecydowanym zwolennikiem tej zmiany. Lewa strona sceny politycznej wraz ze środowiskami wspierajacymi jest przeciw, a nawet nie ukrywa, że w przyszłości myśli o zliberalizowaniu obecnego kształtu ustawy z 1993 r. Centrum, istniejące tam, gdzie jest miejsce centrum a także po każdej ze stron, twierdzi, że prawda jest pośrodku. Dlatego niech będzie tak jak jest.

Wobec zmieniającego się klimatu kulturowego tylko naiwni mogli sądzić, że obecny kształt ustawy o ochronie życia będzie trwałym konsensem. Dlatego kompromis, jakim jest ta ustawa jest istotną wartością demokratyczną, ale nie wartością moralną. Nikt nie gwarantował jego wieczności. I są tego świadome obie strony sporu. Otoczenie cywilizacyjne oraz sytuacja społeczna i kulturowa w Polsce początku lat '90 to zupełnie inna rzeczywistośc niż ta, jaką mamy teraz. Dlatego wydaje się wręcz, że ów konsens - analogicznie do pewnej zgody politycznej i zawieszenia broni w tzw. zimnej wojnie religijnej w latach '90 - był tylko pierwszym etapem wielkiej batalii o rozumienie natury człowieka, społeczeństwa, wspólnoty politycznej, religii i i ch wzajemnych związków. Dzisiaj widać coraz wyraźniej zaostrzenie języka debaty publicznej i radykalizację postaw po obu stronach barykady. To już nie jest spór, lecz wojna kulturowa.

Z ciekawością przyglądam się, jak największy i najpoczytniejszy katolicki tygodnik "Gość Niedzielny" angażuje się dość jednoznacznie i kategorycznie w tę wojnę kulturową. Główny temat numeru z 11 lutego poświęcony jest problemowi obrony życia nienarodzonych. Autorzy tygodnika nawołują do mobilizacji katolickiego elektoratu i zachęcania parlamentarzystów do głosowania za zmianą zapisów ustawy zasadniczej. W edytorialu "Komu potrzebna jest ta wojna?" naczelny "GN" ks. Marek Gancarczyk odpowiada, że wojna potrzebna jest dzieciom. A jeden telefon do posła od jego wyborcy może uratować życie. Inny katolicki publicysta, Szymon Hołownia w komentarzu w "Newsweeku" pisze: "Ja o aborcji wiem jedno - to zabójstwo. Ale nie wezmę udziału w akcji, nie zadzwonię w tej sprawie do posła. Dlaczego? Po pierwsze - choć żywię wielki szacunek do moich przyjaciół z "Gościa" i wierzę w ich dobre intencje - jestem zdania, że podobne przedsięwzięcia to zabieranie się do problemu od końca. (...) Zanim zmusi się posła, aby chronił życie, trzeba więc zmusić do tego wyborcę. Rzecz jasna - łatwiej jest wpisywać Boże prawo do kodeksów, niż docierać z nim do serca człowieka. Łatwiej jest wykręcić numer do posła, niż namówić na rozmowę średnio wierzącą koleżankę, która wpadła i zastanawia się, jak usunąć ciążę." Hołownia zarzuca pomysłodawcom tej akcji przyłączenie się do niezbyt szacownego grona ludzi, którzy przyczyniają się do upolitycznienia problemu ochrony życia ludzkiego. Przypomnijmy, że najgłośniej o tych zmianach mówił poseł LPR-u Wojciech Wierzejski, który nie jest obiektem estetycznego czy politycznego uwielbienia wielu ludzi. Stąd argument, że próby zmiany stanu prawnego w zakresie ochrony życia są skompromitowane przez ich autorów i pomysłodawców politycznych. No cóż, nie wydaje mi się to argument poważny i godny deliberacji, ale trudno odmówić słuszności jednej i drugiej stronie wewnątrzkatolickiego sporu dotyczącego sposobów walki o ochronę życia ludzkiego.

Bo z jednej strony, wojna o zapisy w ustawie zasadniczej jest w pewien sposób uzasadniona. Ma wymiar symboliczny, ale także skutki prawne (m.in. uzgodnienie zapisów w ustawie z 1993 r. wobec zmian w konstytucji), tworząc podstawy prawnej ochrony trwałości i troski  o przyszłość wspólnoty politycznej. Strona przeciwna - mając taką większość potrzebną do przeprowadzenia zmian według swoich przekonań - raczej nie kierowałaby się wstrzemięźliwością polityczną. Dzisiaj utrzymuje się jeszcze w mocy przekonanie o wartości kompromisu z 1993 r., szanowanego przez wydawałoby się większość, ale w gruncie rzeczy denerwującego wszystkich uczestników sporu (dzisiaj już wojny). Ale dni tego kompromisu, w moim przekonaniu, są policzone. A zaangażowanie w zmianę zapisów konstytucyjnych to przejaw realizmu w ocenie sytuacji.

Z drugiej strony, taka walka polityczna będzie pustym gestem, jeżeli nie pójdą za nią konkretne akcje ochrony praw kobiety, matki, kiedy zostaje sama z problemem lub wówczas, gdy jej otoczenie wymusza niejako pozbycie się problemu, jakim jest dziecko. I rację ma Hołownia, kiedy pisze: "Znam domy, które z otwartymi ramionami przyjmują dziewczyny sparaliżowane strachem, czy ciąża nie zniszczy im życia. Cała energia kościelnych mediów, katechetów, świeckich powinna dziś napędzać taki ruch. Młoda samotna kobieta zachodzi w ciążę, chce usunąć dziecko. Przyjaciele skrzykują się, zobowiązują się, że będą przy nim dyżurować, by mama mogła pracować. Robią w firmie zbiórkę na terapeutę dla mamy, na minimalne stypendium dla małego. Proponują wspólne wakacje. To jest wizja, na którą trzeba otwierać polskich katolików, zamiast wałkować, że kluczem do problemu jest zmiana konstytucji. Trzeba "odtruć" rodaków przekonanych, że aborcja to tytuł odgrzewanej raz na jakiś czas politycznej tragifarsy. Albo obsesja proboszczów, którzy gadają głównie o niej, może jeszcze o eutanazji."

Zatem, podsumowując, wojna o ludzkie życie, o wskazanie jego początku (wobec braku jednoznacznnie przekonujących wszystkich dowodów) i końca jest faktem. Ta wojna ma także charakter polityczny - dotyczy sposobów ochrony życia dziecka oraz praw kobiet do decydowania o swoim życiu. Nieprawdą jest sugestia wyrażona przez Hołownię: "Przecież gdy teraz poprę złamanie kompromisu, wytrącę sobie z ręki potężny argument, który przyda się, gdy za kilka lat jakaś nowa władza zacznie łamać ten kompromis po swojemu. W ramach retorsji za zaostrzenie przepisów zacznie je liberalizować, lansując aborcję na każde życzenie." Po pierwsze, dlatego, że i bez naruszania tego konsensu lewica naruszyłaby go w przyszłosci, nie przejmując się zupełnie tym, że przeciwna strona przy nim w przeszłości nie majstrowała. Po drugie, publicysta "Newsweeka" wykazuje tu swoistą niekonsekwencję, ponieważ krytykując sposób walki o ochronę życia poprzez zmianę zapisów ustawy zasadniczej uważa, że to nie zmieni postaw społecznych, jednocześnie w cytowanym fragmencie uznaje zobowiązującą dla obywateli wartość konsensu. Raz uważa, że prawo nie ma wpływu na zachowania i wybory ludzi, innym razem twierdzi wprost odwrotnie. Takie konsekwencje można wyciągnąć z jego argumentacji. Hołownia wciąż operuje językiem konsensusu i wyruszy na wojnę wtedy, gdy już będzie po niej.

Czy ta wojna ma sens? Chyba tak. Bo dotyczy spraw najważniejszych. A takie zawsze będą wzbudzać wielkie emocje, niezależnie od zawartych kompromisów czy polityki konsensu.

Czuję się niezręcznie wypowiadając w tak trudnych i złożonych sprawach, które oprócz generalnych ustaleń aksjologicznych czy religijnych mają swój istotny wymiar indywidualny. Sytuacja ta jest dla mnie szczególnie trudna, bowiem jestem przekonany, że za większością decyzji o dokonaniu aborcji stoi mężczyna, który boi się wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka. Z drugiej jednak strony czuję, że muszę odważnie wypowiedzieć swój pogląd, właśnie jako mężczyzna.

Jestem głęboko przekonany, że miłość bez odpowiedzialności prowadzi do śmierci. A żyjemy w czasach, w których trzeba o odpowiedzialną miłość walczyć.

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka