Artur Bazak Artur Bazak
96
BLOG

Głupiec albo Hamlet?

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 10

Zaczęło się od artykułu "Milczenie kardynała Dziwisza" w "Głosie Wielkopolskim", opublikowanym 26 stycznia b.r. Było to na dzień przed premierą książki papieskiego sekretarza, pt "Świadectwo". Poznańska gazeta zarzucała obecnemu metropolicie krakowskiemu tuszowanie napływających do Watykanu informacji o nadużyciach seksualnych abp Juliusza Paetza oraz innych tego typu przypadków.

Autor publikacji, Krzysztof M. Kaźmierczak, twierdził, że ówczesny sekretarz Jana Pawła II nie dopuszczał do papieża informacji, które mogły zaszkodzić osobom, które Dziwisz znał osobiście i z którymi był związany. Na wstępie swojego artykułu Kaźmierczak przywołuje przypadek ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, wobec którego krakowski metropolita zachowywać się miał zupełnie niezrozumiale - raz dając zielone światło na jego działalność naukową, innym razem zabraniając publicznych wypowiedzi i stawiajac pod znakiem zapytania publikację jego książki. Dalej już wysuwa szereg oskarżeń pod adresem kard. Dziwisza, podkreślając, że publiczna aktywność abp Paetza uległa natężeniu po objęciu przez byłego sekretarza Jana Pawła II stolicy arcybiskupiej w Krakowie. Ks. Robert Nęcek - rzecznik Kurii Metropolitalnej w Krakowie - określił publikację "Głosu Wielkopolskiego" z 26 stycznia, jako żenującą i opierającą się tylko na domysłach i insynuacjach. Abp Józef Życiński stwierdził: ""Nie można było przyłożyć kardynałowi teczką, to trzeba było czymś innymi".

22 lutego oskarżenia wobec kard. Stanisława Dziwisza powtórzyła włoska gazeta "La Stampa". Publikacja odbiła się szerokim echem w polskich mediach. W dzisiejszej "Rz" w artykule Ewy K. Czaczkowskiej swoją opinią na temat zarzutów wobec kadrynała dzieli się Jarosław Gowin, który był mocno zaangażowany w wyjaśnienie sprawy abp Juliusza Paetza: "Kardynał Dziwisz jak większość biskupów nie dopuszczał myśli, że oskarżenia mogły być prawdziwe. Jeżeli rzeczywiście nie poinformował o nich papieża, to nie w celu tuszowania sprawy, ale z troski o niego, aby umniejszyć mu ciężaru". Dodaje zaraz, że prawdopodobnie chciał, aby ta sprawa została rozwiązana na niższym szczeblu.

W dzisiejszym wydaniu "Głosu Wielkopolskiego" autor artykułu, który wywołał medialną wrzawę pisze: " Dużym echem w mediach odbiła się wczorajsza publikacja „La Stampy". Będący rozwinięciem naszych ustaleń artykuł wywołał liczne i bardzo gorące dyskusje i komentarze na forach internetowych. Informowały o tym niemal wszystkie stacje telewizyjne i radiowe oraz portale. (...) „La Stampa" to jedna z największych i bardziej wiarygodnych włoskich gazet. Artykuł „Tajemnica Stanisława" opublikowano na pierwszej stronie. Jego autor, Giacomo Galeazzi twierdzi, że Stanisław Dziwisz wiedział o skandalach i nadużyciach, popełnianych przez tych duchownych, lecz lekceważył je i nie informował o nich Jana Pawła II." Włoskiej publikacji zarzuca się plagiat i bezkrytyczne korzystanie z polskiego artykułu, który jest szkalowaniem bez umocowania w faktach. Portal onet.pl przeprowadził nawet sondę, z której wynika, że "59 procent uczestniczących w niej 76.334 internautów uznało, że kardynał Stanisław Dziwisz brał udział w tuszowaniu skandali seksualnych w Kościele i informował o nich Jana Pawła II. Przeciwnego zdania było 29 procent uczestników sondażu, a zdania na ten temat nie miało 13 procent odpowiadających". Czy tak się dochodzi prawdy?

Młyny Kościoła mielą powoli. Ma to swoje dobre i złe strony. Za strukturami i instytucjami Kurii Rzymskiej, administracji kościelnej na poziomie krajowym i lokalnym stoją konkretni ludzie. Kard Stanisław Dziwisz może nie spełnił nazbyt wielkich oczekwań wiernych. Nie jest osobowością na miarę Karola Wojtyły. Ale trudno mi sobie wyobrazić, aby tuszował  tak bolesną prawdę i nie robił nic chociażby w sprawie poznańskiego biskupa. Postępowanie kard. Stanisława Dziwisza wobec przywołanego ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego  - które jest tutaj paradygmatyczne - można interpretować w dwojaki sposób: albo kardynał jest przeciwnikiem ujawniania prawdy, albo po prostu ciężko mu było ją przyjąć, bo dotyczyła najbliższych przyjaciół. Niemniej po okresie wahań i wątpliwości zdobył sie na stanięcie w obliczu trudnych faktów. Sądzę, że patrząc nieuprzedzonym okiem, dojdzie się do wniosku, że bliższa prawdy jest ta druga interpretacja. Dziennikarz "Głosu Wielkopolskiego" przyjął jednak założenie, że kardynał Dziwisz ma swoją tajemnicę i nie chce ujawniać trudnej prawdy dotyczącej ludzi, których zna. To ciężki zarzut. Zwłaszcza na tle ostatnich kontrowersji związanych z publiczną aktywnością poznańskiego arcybiskupa czy perturbacji związanych z ksiażką ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Autor artykułu próbuje wpisać swoje odkrycie w taki ciąg zdarzeń, które mają uwiarygodnić jego oskarżenia. Ale nie wiem, czy jest to uzasadnione.

Kaliber oskarżeń wobec metropolity krakowskiego jest tak duży, że nie wyobrażam sobie, aby ta sprawa ucichła ot tak sobie. Albo dziennikarz poznańskiej gazety jest głupi i szuka rozgłosu, albo kard. Stanisław Dziwisz jest osobą, która nie potrafi podejmować odważnych decyzji wobec bolesnych i trudnych do przyjęcia faktów, zachowujac się jak duński książe. 

Wolałbym, aby to dziennikarz okazał sie głupcem. I to pomimo tego, że w dużym stopniu krakowski metropolita mnie rozczarował.

 

 

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka