Mam przed sobą długo oczekiwaną ksiażkę ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, "Księża wobec bezpieki". Dzieło niezłomnego księdza z Radwanowic zostało wydane przez Wydawnictwo "Znak". Bardzo dobrze się stało, że ostatecznie to właśnie Społeczny Instytut Wydawniczy "Znak" zdecydował się na tę ważną i historyczną publikację.
"Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej" - bo taki jest właściwy tytuł tej książki - to kolejna pozycja w serii, rozpoczętej niemal rok temu "Donosem na Wojtyłę" Marka Lasoty, książek dotyczących "oczyszczenia pamięci w Kościele" (większość komentatorów posługuje się wciąż nieprawidłowym terminem "lustracja", który w kontekście badań na temat postaw polskiego duchowieństwa wobec bezpieki w PRL jest nieprecyzyjny, bowiem księża nie podlegają ustawie o lustracji; niemniej wszedł już w użycie i nawet badacze się nim posługują). W tej serii ukazała się jeszcze książka Romana Graczyka, "Tropem SB. Jak czytać teczki". To niezwykle ważne publikacje dla podsumowania pewnego okresu dwuletnich zmagań Kościoła (przede wszystkim jego świeckich członków, ale i także pojedynczych księży, takich jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski).
Dlaczego te publikacje są tak ważne? Ponieważ opisują i wyjaśniają to, co powinno być opisane i wyjaśnione 17 lat temu. W oparciu o dokumenty znajdujące się w archiwach IPN kreślą obraz "całkiem niedawno minionego czasu, który miał autentycznych bohaterów i - niestety - antybohaterów. Czasu, gdy bycie księdzem stanowiło akt heroizmu, ale zarazaem niosło ze sobą niebezpieczeństwo sprzeniewierzenia się powołaniu" - jak pisze we wstępie do swojej książki Marek Lasota, historyk IPN.
Kolejny autor, Roman Graczyk to znany publicysta. Do niedawna pracował w "Gazecie Wyborczej". Ale spór na temat zasadności lustracji sprawił, że musiał opuścić redakcję. Było to symboliczne odejście publicysty, który dotychczas był rzecznikiem i jednym z czołowych wyrazicieli ideologii "GW" w sprawach Kościoła, obecności religii w życiu publicznym, wreszcie w sprawie lustracji i dekomunizacji. Kto pamięta najgorętsze spory na temat Kościoła, powrotu religii do szkół, ustawy antyaborcyjnej, zapisów o ochronie wartości chrześcijańskich w konstytucji czy w ustawie o KRRiTV, ten wie, że Roman Graczyk był jednym z ważniejszych przedstawicieli środowisk liberalno-lewicowych, który ostro spierał się z Jarosławem Gowinem z miesięcznika "Znak". Dzisiaj wrócił do "Tygodnika Powszechnego" i opublikował książkę, będącą rezultatem jego projektu badawczego, w którym "przedstawia metody działania komunistycznej bezpieki, wyjasnia najważniejsze i najczęściej spotykane w mediach i dokumentach terminy. A przede wszystkim opowiada historię czterech osób związanych z kręgiem zawodowym "Tygodnika Powszechnego" i "Znaku", którymi interesowała się SB, i trzy różne strategie uwalniania się z esbeckiej sieci". Znamienne dla ewolucji Romana Graczyka (która przypomina znany przypadek odejścia z "GW" pisarza Jerzego Sosnowskiego) są słowa, które rozpoczynają jego książkę: "Zatopić w głębinach oceanu, zalać betonem, spalić. Przez całe lata proponowano w taki lub w podoby sposób rozwiązać problem materiałów archiwalnych pozostawionych przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa. Kto proponował? Nie polityczni ekscentrycy, bynajmniej, co byłoby zrozumiałe, jako że zdrowu rozsądek nie może mieć dla ekscentryków żadnego znaczenia. Osobliwością polskiego życia publicznego jest to, że tego rodzaju propozycje składały osoby w najwyższym stopniu opiniotwórcze". Taka zmiana myślenia musi cieszyć.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - do pewnego czasu znany tylko wąskim kręgom byłych opozycjonistów w Krakowie, jego parafianom polskim i ormiańskim oraz podopiecznym z Radwanowic - został wrzucony w historię. W pociągu jadącym do Gdańska na obchody 25-lecia powstania "Solidarności", w sierpniu 2005 r. dowiedział się od swoich kolegów o przerażającyh informacjach zawartych w teczkach w IPN. Jak pisze w przedmowie do swojej książki "Księżą wobec bezpieki: "Nigdy nie zamierzałem udać się do Instytutu Pamięci Narodowej, aby zapoznac się z aktami Służby Bezpieczeństwa, a tym bardziej z własną teczką. Uważałem, że po 1989 roku definitywnie zakończył się czas zmagania z systemem komunistycznym, a rozpoczął czas służenia Kościołowi i Ojczyźnie w całkiem inny sposób. Jednka akta te przyszły do mnie same". I tak zaczęła się przygoda badawcza księdza z Radwanowic. Przygoda, która momentami przypominała drogę krzyżową. "(...) dziękuję Bogu, że dał mi dość sił, abym w burzliwym okresie ostatniego półtora roku mógł wytrzymać wszystko, czego doświadczyłem" - pisze ks. Isakowicz-Zaleski.
Pamiętam, jak w pewnym krytycznym momencie na łamach "Dziennika" zaapelował do ks. Tadeusza o całkowite milczenie....Tomasz P. Terlikowski. Prosił go, aby nie dał się sprowokować kolejnym niesprawiedliwym i niezrozumiałym szykanom ze strony braci w kapłaństwie. Na szczęście ks. Tadeusz wytrzymał. A efekt jego wytężonej i niezłomnej pracy mam na biurku.
To trzecia publikacja, wydana przez "Znak", która zajmuje się tematem "oczyszczenia pamięci", czy tzw. lustracji. Publikacja tej książki to wydarzenie o wielkiej randze i znaczeniu symbolicznym. Wcześniejsze opracowania wyszły spod piór świeckich publicystów, historyków, dziennikarzy (warta wspomnienia jest najnowsza ksiażka Tomasza P. Terlikowskiego - "Odwaga prawdy. Spór o lustrację w polskim Kościele" - bardzo sprawnie napisane podsumowanie intensywnego sporu lustracyjnego, jaki toczy się od kwietnia 2005). Książka "Księża wobec bezpieki" to efekt badawczy szeregowego księdza, niezłomnego opozycjonisty, opiekuna osób niepełnosprawnych i duszpasterza Ormian, wreszcie ucznia wybitnego historyka Kościoła prof. Bolesława Kumora. Książka, która - zanim się jeszcze pojawiła - wywołała ogromen kontrowersje, choć sama kontrowersyjna nie jest. Chyba, że dobrze udokumentowane opracowanie historyka uznać za kontrowersję samą w sobie - co jest absurdalnym pomysłem, rzecz jasna. Rzut oka na strukturę książki pokazuje, że ks. Isakowiczowi-Zaleskiemu nie chodziło o gorszenie czy wywoływanie tanich skandali. Wręcz przeciwnie, kompozycja książki udowadnia, że jej autor położył nacisk na rzetelność, wiarygodność przedstawianych danych z akt IPN i - co chyba najważniejsze - to, co media rozpala do czerwoności, czyli nazwiska TW, są w rozdziale VII. Poprzedzony jest opisami czasu otwartej walki z Kościołem, działań operacyjnych wobec wybranych księży, doniesień na znanych duchownych (Macharski, Tischner, Blachnicki), sylwetek tych, którzy oparli się werbunkowi, pozornej współpracy oraz charakterystyki tych, którzy tę współprace zerwali. Ks. Isakowicz-Zaleski podkreśla, że takim własnie układem treści swojej publikacji chce nade wszystko "dostarczyć uzytecznych narzędzi wszystkim tym, którzy będą studiować archiwa IPN dotyczące Kościoła." I jak pisze dalej: "Równocześnie zależało mi na tym, aby w toczącą się dyskusję na temat tzw. lustracji duchowieństwa wprowadzić nieco porządku i ostudzić towarzyszące jej emocje".
Przeczekajmy medialną wrzawę wokół nowych nazwisk TW (myślę, że żądni krwi będą rozczarowani). I doceńmy, że Kościół w Polsce ma kapłana, który ratuje Jego reputację i wiarygodność. Przyjdzie czas, że ci wszyscy, którzy zamienili przygode badawczą pasjonata historii w drogę krzyżową, przeproszą i podziękują mu za rozbrojenie bomby, która tykała i czekała na saperów nieprzychylnych Kościołowi. Biskupi i księża! Dziękujcie ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu! Dziękujcie historykom IPN! Dziękujcie sojuszowi zaangażowanych świeckich - filozofom, historykom, pisarzom, dziennikarzom, publicystom, wydawcom i redaktorom! Ja Księdzu serdecznie dziękuję!
Uczeń prof. Kumora zapowiada kolejne publikacje. Oby nie były drogą przez mękę. Bo niewielu jest w Polsce księży, którzy z taką determinację walczą o dobre imię swojego Kościoła.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)