Byłem na spotkaniu autorskim z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, które odbyło się pod patronatem SIW Znak i IPN. Sala, jak zawsze, nie pomieściła wszystkich chętnych. Warto było wysłuchać recenzentów - ks. prof. Józefa Mareckiego, mgr Ewy Zając i dr Filipa Musiała oraz red. Wojciecha Bonowicza najgłośniejszego przedsięwzięcia wydawniczego tego roku. Wreszcie nade wszystko warto było posłuchać autora.
Ks. prof. Józef Marecki przedstawił stan badań nad Kościołem katolickim w systemie komunistycznym, przywołując liczne tytuły opracowań naukowych, wąsko-specjalistycznych oraz popularno-naukowych. Do tych ostatnich zalicza się ksiażka ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. W bardzo przystępny sposób, z wielkim wyczuciem historycznym i językowym, autor opisał dzieje duchownych, żyjących w komunistycznej Polsce - tak charakteryzował publikację ks. Zaleskiego wykładowca PAT.
Pani Ewa Zając podkreśliła, że autor opracowania - wbrew przydawanej mu "gębie" - wystrzega się sensacji i dochowuje staranności w każdym opisywanym przypadku. Zwróciła uwagę na ostatni rozdział książki, w którym ks. Zaleski przedstawił i opisał problemy, z jakimi się spotkał podczas prowadzonych badań w archiwum IPN. Jest to swoisty instruktaż dla kolejnych badaczy i dziennikarzy, którzy od 15 marca wejdą do archiwów. Oby przeczytali przynajmniej ten rozdział ksiażki ks. Tadeusza. wtedy być może unikną wielu pułapek i manowców.
Ostatni z recenzentów - dr Filip Musiał - w bardzo klarowny i kompetenty sposób przedstawił zamysł kompozycyjny książki. Stwierdził, że najważniejsze są pierwsze cztery rozdziały. Podkreślił wręcz, że są osią tej publikacji. Przeciwstawił się tym samym medialnej interpretacji książki ks. Isakowicza-Zaleskiego, która ograniczyła się do nazwisk TW, występujących w rozdziale VII. Czego można sie spodziewać po lekturze w jeden dzień? Dr Musiał powiedział więc coś bardzo istotnego - ta książka nie jest o agentach w sutannach. To książka o chwale Kościoła katolickiego i jego zwycięstwie nad komunizmem i jego zbrojnym ramieniem - bezpieką.
Na końcu oddano głos autorowi, który umieścił swoją publikację we właściwym kontekście. Przywołał motto książki: "Niech Twój Kościół będzie żywym świadectwem prawdy i wolności, sprawiedliwości i pokoju, aby wszyscy ludzie otworzyli się na nadzieję nowego świata". Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - badacz i świadek poświęcił się dociekaniu prawdy. Dopominał się wolności badań naukowych. Oczyszczenie pamięci w Kościele traktuje jako elementarny wymóg sprawiedliwości. Dopiero po tym moralnym katharsis może nastąpic pokój i leczenie ran. Nie ma innej drogi - tłumaczy. I m.in. dzięki jego determinacji i niezłomności ten pogląd zyskuje sobie obywatelstwo w ramach Kościoła. Chociaż - trzeba zaraz dodać - ta publikacja nie zamyka okresu jednego z najwiekszych wstrząsów Kościoła polskiego po 1989 r. Na pewno jednak przerywa niezdrową "solidarność sutann" w ukrywaniu i zamazywaniu trudnej, a także paradoksalnie, chwalebnej przeszłości.
Ów badacz i świadek wiele wycierpał przed 89, angażując się w działalność opozycyjną. Kto wie, czy nie wycierpiał nawet więcej po 89 r. Dwa lata temu rozpoczął niezwykle trudną drogę przywrócenia imienia, godności i honoru bezimiennnym bohaterom naszej historii. Na dzisiejszym spotkaniu autor przypomniał starą, poczciwą łacińską maksymę: "Historia jest nauczycielką życia". Tym samym odpowiedział na pytanie po co i dla kogo właściwie napisał tę książkę. Dla młodych. Dla nas. Abyśmy nie dali sie uwikłać w paktowanie ze złem. I aby dostrzec, że w Kościele katolickim są ludzie niezłomni.
Osobną zupełnie sprawą jest odbiór tej książki przez media, duchowieństwo czy - pozwolę sobie wyróżnić - prezesa KAI. To temat na osobny post. Czekam na dalsze porywające interpretacje tej ksiażki, zwłaszcza ludzi, którzy nie raczyli przeczytać więcej niż 5 stron.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski przeszedł już do historii polskiego Kościoła. Dzisiaj niewielu jeszcze to rozumie. Pan Marcin Przeciszewski czy inni dziennikarze katoliccy (czy właściwiej rzecz ujmując, rzecznicy hierarchii) również. Medialne, redukujące odczytania oraz pretensje i oskarżenia pod adresem ks. Tadeusza to dla niego chleb powszedni.
Jak sam powiedział: "Dwóch rzeczy wierni nie akceptują u księży: materializmu i kłamstwa". Ubogi ksiądz z Radwanowic odkrył kawał prawdy o Kościele. I wśród sutann zawrzało.
Gdyby nie tacy księża jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski byłbym antyklerykałem.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)