Książka ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego "Księża wobec bezpieki" jest obecnie poddawana krytycznemu osądowi czytelników. Ich szczególną kategorię stanowią redaktorzy naczelni mediów katolickich. Możemy się już zapoznać z trzema ważnymi wypowiedziami: ks. Adama Bonieckiego w „Tygodniku Powszechnym”, ks. Marka Gancarczyka w „Gościu Niedzielnym” oraz red. Zbigniewa Nosowskiego w wywiadzie udzielonym KAI.
Redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” w tekście „Najnowsza historia i stara dialektyka” przypomina przebieg wydarzeń, związanych z drogą ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego od czasu przekroczenia progu archiwum IPN w październiku 2005 roku do opublikowania owoców rocznej pracy. Ks. Boniecki przedstawia swoją ocenę publikacji ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego pod sam koniec swojego wywodu, w którym – co warto podkreślić – nie podważa wiarygodności dokumentów SB zarchiwizowanych w IPN – jak to mają wciąż w zwyczaju niektórzy duchowni. Jak sam pisze: „Zebrany przez księdza Zaleskiego materiał jest ogromny. Badania zasobów archiwalnych IPN mają do siebie i to, że w miarę ich prowadzenia materiał się nie zawężą, lecz poszerza. Pisząc o jakichś faktach na podstawie posiadanych dokumentów trzeba się liczyć z tym, że znajdą się nowe, które rzucą na sprawę inne światło.” Ogrom materiału oraz niekompletność poszczególnych dokumentów nie prowadzi jednak ks. Bonieckiego do wyciągania wniosku, że akta SB są niewiarygodne, kłamliwe i przedstawiają fałszywy obraz rzeczywistości. Generalna ocena publikacji jest pozytywna, ale pod koniec swojego artykułu redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” dzieli się swoimi poważnymi wątpliwościami: „Trudno odpowiedzieć, czy i do czego ta książka jest potrzebna. Po jej lekturze z całego serca wolałem, żeby jej nie było.” I dalej sam siebie pyta: „Książki, czy tego, co opisuje? To się nakłada i miesza, a ogólne wrażenie jest przygnębiające.” Pomimo wyraźnego tonu aprobaty i akceptacji dla działalności ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego daje się wyczuć w tych słowach pewną trudno zrozumiałą nieufność co do intencji autora książki „Księża wobec bezpieki”. Ks. Boniecki dzieli się rozterkami, które nie towarzyszyły mu w tak oczywisty sposób przy okazji pojawienia się rok temu książki Marka Lasoty „Donos na Wojtyłę”, z którą obecne opracowanie ks. Zaleskiego siłą rzeczy jest porównywane. Swoim obszernym omówieniem i interpretacją książki ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego redaktor naczelny „TP” udowadnia rzecz bardzo istotną – że przeczytał jego książkę. Nie jest to praktyka powszechna wśród licznego grona dyżurnych krytyków księdza Zaleskiego i jego publikacji. W najnowszym numerze „Gościa Niedzielnego” – najpoczytniejszego czasopisma katolickiego w Polsce, które dociera do grubo ponad 100 tyś czytelników – możemy zapoznać się z recenzją dzieła krakowskiego duchownego pióra redaktora naczelnego ks. Marka Gancarczyka. Bardzo szanuję wiedzę i dorobek ks. Gancarczyka (polecam jego niezwykle błyskotliwy ranking mediów w branżowym piśmie Press). Musi imponować profesjonalizacja i dynamika pisma, którym kieruje - dla wielu słabo zorientowanych wciąż kojarzącym się z gazetką parafialną rozdawaną pod kościołem. Tym bardziej jednak uderza i razi sposób, w jaki redaktor naczelny „GN” rozprawia się z osobą ks. Isakowicza-Zaleskiego i jego książką. W tekście „Przecieranie ścieżki” ks. Marek Gancarczyk poddaje publikację krakowskiego duchownego miażdżącej krytyce. Docenia wysiłek księdza Zaleskiego, ale zaraz dodaje, że wynik jest poznawczo mierny i nie wnosi nic nowego, a także niewiele wyjaśnia. „Rodzą się pytania natury moralnej i warsztatowej, które powinny być stawiane przy okazji pisania takich monografii.” – pisze i przechodzi do ataku. „Jakie moralne prawo ma ks. Zaleski, aby stawiać swoim współbraciom, często bardzo zasłużonym kapłanom, zarzut współpracy z komunistyczną bezpieką?” – pyta dramatycznym tonem ks. Gancarczyk i kontynuuje – „Z jego książki przebija głębokie przekonanie, że tylko on może w sposób uczciwy i konsekwentny przeprowadzić rozrachunek z przeszłością.” Działalność ks. Zaleskiego ocenia negatywnie określając go sędzią, który dysponując wiedzą pochodzącą z podejrzanych – bo pisanych po to, aby zniszczyć Kościół i duchownych – akt SB feruje łatwe oceny, dzieląc ludzi na dobrych i złych, czystych i uwikłanych w brudną grę z bezpieką. Trudno o bardziej krzywdzący zarzut. Tym bardziej po ocenie redaktora tomu Wojciecha Bonowicza – którego trudno podejrzewać o brak profesjonalizmu – w której wyraźnie podkreślił rzetelność, obiektywizm i powściągliwość w wyrażaniu kategorycznych sądów wartościujących oraz wielkiej ostrożności autora książki tam, gdzie dokumenty nie dawały pewności co do wiarygodnej oceny takiego czy innego duchownego.
Ks. Gancarczyk, zaznaczając, że dzięki postawie ks. Zaleskiego wiele już zrobiono w sprawie uwikłania niektórych duchownych we współpracę z komunistycznym aparatem, przypomina, że przecież powołano już Komisję „Pamięć i Troska”, „która ma za zadanie ustosunkowanie się do problemu współpracy księży z bezpieką”. Nie wiem, dlaczego naczelny „GN” przeciwstawia sobie dwie różne, choć powołane z tą samą myślą, inicjatywy. Zresztą trzeba pamiętać o chronologii i odmiennym charakterze działalności niezależnego badacza i komisji o charakterze duszpasterskim. To publiczne wystąpienia ks. Zaleskiego wytworzyły swoistą presję na hierarchię archidiecezji krakowskiej, która nie mogła już milczeć i udawać, że nic się nie dzieje. Poza tym Komisja „Pamięć i Troska” miała na celu – jak tłumaczył niezmordowanie jej przewodniczący, bp Jan Szkodoń – wypracowanie kryteriów teologiczno-moralnych, wedle których oceniano przypadki uwikłania duchowieństwa we współpracę z SB. Dlatego jej członkowie nie prowadzili badań w archiwach IPN. Od tego byli wyznaczeni historycy PAT, którzy w wielu wypowiedziach dla mediów nie kryli swojego braku zainteresowania tego typu aktywnością badawczą, tłumacząc się brakiem czasu i innymi ważniejszymi zajęciami.
Kolejnym zarzutem stawianym ks. Zaleskiemu przez naczelnego „GN” jest zarzut poważnych braków warsztatowych, które rzekomo dyskredytują autora jako badacza. „Największą słabością tej książki są jej niedostatki warsztatowe. O braku profesjonalizmu świadczy pominięcie w pracy o ambicjach naukowych i w całości opartej na źródłach historycznych przypisów. Z lektury książki wynika także, że autor nie zna pojęcia „krytyka źródeł”, podstawowego w warsztacie historyka.” Dotychczasowa krytyka dotyczyła przede wszystkim postawy moralnej ks. Zaleskiego. Tym razem ks. Gancarczyk stawia autorowi opracowania „Księża wobec bezpieki” niezwykle ciężki do przyjęcia dla historyka zarzut. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski jest historykiem z wykształcenia. Pracę magisterską bronił u najwybitniejszego polskiego historyka Kościoła katolickiego prof. Bolesława Kumora. Z powodu odmowy wydania paszportu ks. Zaleski nie mógł kontynuować pracy badawczej za granicą. Jest więc historykiem z wykształcenia.
Jego praca spełnia wszelkie standardy tego typu opracowań historycznych – co poświadczyli w publicznych wypowiedziach recenzenci książki z IPN i PAT oraz dr hab. Antoni Dudek i prof. Jan Żaryn. Brak przypisów autor książki wyjaśnia w przedmowie: „ Zebrawszy obszerny materiał zdecydowałem się na przygotowanie opracowania, które postanowiłem sporządzić w dwóch wersjach. Pierwsza z nich, opatrzona przypisami, będzie w przyszłości broniona jako praca naukowa; druga, którą tu prezentuję, ma charakter popularno-naukowy.” To, co miało skompromitować ks. Isakowicza-Zaleskiego jako profesjonalnego badacza-historyka - czyli mocny zarzut braków warsztatowych w pracy naukowej – niestety kompromituje dziennikarza, który stawia tak mocne i kategoryczne zarzuty, nie dopełniając swoich warsztatowych obowiązków – przeczytania krytykowanej książki, a przynajmniej przedmowy, posłowia i co ważniejszych rozdziałów. Uniknął by wtedy tak absurdalnych ocen, które mają na celu zdyskredytowanie owoców pracy autora opracowania „Księża wobec bezpieki”. Sugerowanie ks. Zaleskiemu ślepego zaufania dokumentom SB wpisuje się w dominujący wśród wielu duchownych ton krytyki, której celem jest totalna dezawuacja akt SB, znajdujących się w zasobach archiwalnych IPN. Dalsze zarzuty są konsekwencją przyjętej przez ks. Gancarczyka strategii podważenia wiarygodności samego autora, jego kompetencji (Marcin Przeciszewski, prezes KAI, uznał ostatnio, że ta książka udowadnia, iż projekt badawczy przerósł możliwości krakowskiego duchownego) oraz wartości poznawczej jego książki. „Czytając książkę „Księża wobec bezpieki”, można wielokrotnie odnieść wrażenie, że ks. Zaleski wierzy we wszystko, co przez lata napisali funkcjonariusze SB. Nie próbuje przeprowadzić weryfikacji tych dokumentów, choćby przez ich konfrontację z dokumentami znajdującymi się w kościelnych archiwach albo w innych archiwach państwowych. Nie stawia cytowanym przez siebie dokumentom pytań, albo czyni to bardzo rzadko. Chętnie natomiast zestawia dokumenty SB z życiorysami poszczególnych księży. Otrzymujemy w ten sposób kuriozalną mieszankę faktów, tworzoną przez szczegóły z biografii duchownego i przytaczane w tym kontekście informacje z zapisów SB.” Konfrontacji badanych akt ks. Zaleski nie mógł przeprowadzić, gdyż jako niezależny badacz nie miał dostępu do archiwów kościelnych. Sam o tym wyraźnie pisze w przedmowie: „ Tak jak i inni niezależni badacze, nie mogłem korzystać z archiwów kościelnych, które z założenia nie udostępniają teczek personalnych osób żyjących lub niedawno zmarłych. Dlatego przeprowadziłem szereg wywiadów z żyjącymi świadkami tamtych wydarzeń, w tym także z wieloma duchownymi. (…) prawie wszyscy prosili o zachowanie anonimowości. Podobnie było z duchownymi, z którymi konsultowałem opisy poszczególnych sylwetek księży.” Ks. Zaleski korzystał z wielu różnych źródeł (też je szczegółowo wymienia w przedmowie). Jako, że od 1975 roku archidiecezja krakowska odpowiadała czterem województwom w podziale administracyjnym kraju, dokonał kwerendy w archiwach IPN w Krakowie i Katowicach, gdzie są zgromadzone akta z tych dwóch miast oraz Nowego Sącza i Bielska-Białej. To podważa inny z kolei zarzut postawiony przez Marcina Przeciszewskiego w programie „Z refleksem” w TVP 1 o przekroczenie granic projektu badawczego, który miał dotyczyć archidiecezji krakowskiej. Jak rozumiem, red. Przeciszewski utożsamił dzisiejszy teren archidiecezji z obszarem małopolski. Najwyraźniej także nie sięgnął do przedmowy krytykowanej przez siebie książki. Ks. Marek Gancarczyk oskarża ks. Zaleskiego o złą wolę w opisywaniu przypadku bp. Wiktora Skorca, który w książce znajduje się w rozdziale „Współpracownicy”. Abp Damian Zimoń ocenił to jako zniesławienie tarnowskiego biskupa. Czytając recenzję ks. Gancarczyka nie mogę oprzeć się przekonaniu, że jest ona napisana tak, jakby była na zamówienie hierarchów, którzy za wszelką cenę chcą zdyskredytować działalność takich ludzi jak ks. Isakowicz-Zaleski, mając mu za złe, że jako duchowny występuję przeciwko swoim braciom w kapłaństwie. Dziwić musi tak kategoryczna krytyka, żeby nie powiedzieć potępienie niezłomnego księdza. Jak nie można już zatrzymać procesu oczyszczenia pamięci, który jest bardzo bolesny, to próbuje się podważyć wiarygodność autora i zakwestionować jego naukowe kompetencje. I robi się to, nie przeczytawszy jego książki, która jest przedmiotem takiego ataku. Nie świadczy to dobrze o krytykujących. Ale czytelnicy „Gościa Niedzielnego” nie będą tego weryfikować. Trudno się nie zgodzić z opinią ks. Adama Bonieckiego: „ Dobrego sposobu uporania się z tamtą przeszłością nie ma. Próba podjęta przez księdza Isakowicza-Zaleskiego z miłości do Kościoła nie ma precedensu. Jeśli pisanie jej musiało go wiele kosztować, to oby starczyło mu sił na to, co nastąpi teraz.” „Z całą pokorą i świadomością swojej ułomności przedstawiam niniejszą publikację pod osąd czytelników, wierząc, że będzie to ocena merytoryczna. Z góry dziękuję za wszelkie uwagi i opinie. Szczególnie zależy mi na tym, aby z publikacją tą zapoznali się ludzie młodzi, zarówno świeccy, jak – zwłaszcza – klerycy i księża. Mam bowiem nadzieję, że owa skromna praca badawcza pozwoli im lepiej zrozumieć moralne wybory, jakich musiało ustawicznie dokonywać poprzednie pokolenie, żyjące w systemie totalitarnym. A także pozwoli im na określenie własnych postaw życiowych, gdy w innej rzeczywistości – również niełatwej i skomplikowanej – będą musieli wybierać między odwagą a konformizmem, między ewangeliczną służbą a karierowiczostwem i materializmem, między solidarnością a egoizmem, a przede wszystkim między trudną prawdą, a łatwym przemilczeniem i jeszcze łatwiejszym kłamstwem.” - napisał w posłowiu do swojej książki ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Czytając takie recenzje, jak ks. Gancarczyka, trzeba przyznać, że wiara krakowskiego duchownego musi być naprawdę niezachwiana.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)