Podobnie jak w ostatnim "Wprost" panowie: Mazurek i Zalewski w swoim cotygodniowym cyklu zaliczyli Tomasza Lisa do kategorii "opozycja", tak ja zrobiłbym to samo po wysłuchaniu pytań zadawanych przez dziennikarzy po konferencji prasowej prokuratury.
Po ostrzelaniu wymiaru sprawiedliwości zarzutami o polityczne zatrzymanie Kornatowskiego (które to zarzuty miały jakieś racjonalne przesłanki) prokuratura zdecydowała się na odważny krok i wyjście na przeciw z dużą porcją dowodów w sprawie składania fałszywych zeznań przez pana Kornatowskiego, Kaczmarka i Netzla. Kto chciał zrozumieć, myślał o przedmiocie sprawy, kogo dręczyło zacietrzewienie wobec obecnej władzy przez cały czas myślał zapewne tylko o tym, jak wybić z rytmu prokuratorów, jak złapać na nich haka, jak wykazać niespójność i nierzetelność. Pech chciał, że akurat Ci z kategorii tych drugich zadawali pytania po konferencji.
Dziwnie patrzyło się na prok. Engelkinga, który napotykał się na ścianę obojętności i dezawuowania jego słów. Dziennikarz dyskutujący z nim zachowywał się jak polityk w programie publicystycznym. Ważne było, żeby mówić, na dalszy plan schodził sens zdań.
W sprawach o tak dużym kalibrze metoda, którą wczorajszego wieczora zaprezentowała prokuratura powinna okazać się pożądaną przez opinię publiczną, istotną ze względu na transparentność, przejrzystość postępowania. Zawzięci dziennikarze nie powinni deprecjonować tego typu posunięć tylko ze względu na to, że mają odmienne poglądy polityczne, bo tak krytykowana za totalitaryzm prokuratura może rzeczywiście zamknąć swoje dane na cztery spusty, w obawie przed wypaczaniem sensu ich działań przez niekoleżeńskie media.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)