21 października w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" Jarosław Kaczyński powiedział:
>>Rozmawiałem ze znanym politykiem państwa sąsiadującego z Polską. Powiedziałem mu, iż śmierć mojego brata zmieniła sytuację polityczną w naszym kraju. On mi przerwał i stwierdził: "Proszę Pana, zmieniła w Europie. Odszedł wojownik"<<
Od ponad dwu tygodni ilekroć widzę Jarosława Kaczyńskiego za kazdym razem myślę o tej konstrukcji o tym wojowniku który odszedłw umyśle Prezesa.
Ta ciągle kołacząca mi sie w głowie wypowiedź była dla mnie w pewnym sensie objawieniem bo zasadniczo zmieniła moje postrzeganie osobowości Jarosława Kaczyńskiego.
Dotychczas myślałem o nim jak o chłopcu, który czuje się lepszy niż inni chłopcy, ale tej swojej lepszości nie jest pewien. Dlatego nigdy ale to nigdy z żadnymi innymi chłopcami nie wspópracuje, zawsze dąży do dominacji lub konfrontacji. Na swoim podwórku Jarosław Kaczyński może być tylko wodzem. Nawet ś.p. brat w chwili gdy został prezydentem meldował mu wykonanie zadania.
Oczywiście świat nie składa się z jednego tylko podwórka, podwórek na świecie jest wiele, ale tak jak Jarosław nie umie współpracować z chłopcami ze swego podwórka, tak samo nie umie nawiązać pracy z szefami z innych podwórek. W języku polityki nazywa sie to brakiem zdolnosci koalicyjnej. Permanentnym. Jarosław Kaczyński nie mogąc wprost pokonać chłopców z innych podwórek, deprecjonuje wartość tych obcych podwórek, odbiera im prawo do uczciwosci, patriotyzmu. On to kiedyś nawet powiedział wprost o Tusku "ze wychował sie na podwórku" w tym pogardliwym sensie ze wychowała go ulica, a on Jarosław - jak sie mozemy domyślać - jest dzieckiem salonu przepojonego tradycją patriotyczną, wartościami chrześcijańskimi, ostoi polskości i kultury.
W oczach Jarosława Kaczyńskiego ani koalicjanci (Lepper czy Giertych) ani przeciwnicy polityczni nie są nigdy partnerami. Są to ludzie którymi Jarosław Kaczyński naprawdę gardzi, a że los rzucił mu ich jak kłody pod nogi, on musi ich jakoś wykorzystać, użyć, ominąć, przemielić i zmiażdżyć w misji jaką los mu powierzył. I ma do tego prawo, bo oni są po prostu gorsi. Ma prawo podsłuchiwać ich, nagrywać, prowokować i kontrolować, on to po prostu musi z nimi robić, bo przez to że gorsi - ci inni - oni są niebezpieczni.
On, który nie ma żony, dziecka, prawa jazdy, motoru ani samochodu, on który nie bawi sie życiem - nie tańczy, nie jeździ na urlopy, nie pije i nie śpiewa, nie ogląda meczów, nie gra w karty, który ma tylko kota, który nie stroi się i nie dba o kasę, ba nawet nie ma konta, więc CZŁOWIEK KTÓRY W SUMIE NIE MA ŻADNYCH MĘSKICH CECH (z wymienionych), więc on własnie taki nijaki - głaszczący kota, NIGDY ALE TO NIGDY w żadnym innym mężczyźnie nie dostrzegł partnera.
Dlatego dotychczas myślałem o nim jako o zakompleksionym nastolatku, który nie musi nawet maskować swych dziecinnych kompleksów, bo nie jest ich nawet świadom. A utwierdzały mnie w tym przekonaniu niektóre jego zachowania pełne bezradności - rozpaczliwie bezdradne gesty w trakcie dymisji, albo w trakcie debaty z Komorowskim, gdy ten wręczył mu jakies kartki i papiery, Jarek nie wiedział co z nimi zrobic, wyglądał jak uczniak któremu zwrócono wypracowanie do poprawy. A jemu niestety tym razem zabrakło refleksu i zapomniał o Gabonie, o dyfuzji i tych wszystkich innym mądrych słowkach, które wplata gdy wyplata swoje pseudo teorie. Pewnie nigdy nie slyszał tego zwrotu, a ktore dla fachowców brzmią jak porno dla ubogich .
Oprócz tego jeszcze wspaniale straszy, gra na wszystkich narodowych , historycznych lękach, wyciska z nich wszystko, człeka z ulicy w biały dzień umie zmienić w degenerata o najgorszych intecjach ktory czai sie na każdego Polaka z osobna i wszystkich razem.
Tak go widziałem. Tak go widziałem do 21 października kiedy przeczytalem ze "Odszedł wojownik".
Po tych słowach, ktore - jak wspomniałem - jak mantra kołaczą mi sie w głowie ilekroc widzę Jarosława - postrzegłem go inaczej, zobaczylem jego inny wymiar.
I nie jest to wymiar mitomana. Mianowicie zobaczyłem w nim w końcu nie zarozumiałego, niekoleżeńskiego, mniej lub bardziej nadętego szefa podwórka lecz w końcu zobaczyłem w nim mojego własnego kochanego kolegę :
Bawimy się w Indian, kowboje nas okrążają, uciekamy przez labirynty skwerów, zakamarki oficyn, ale dopadają nas, bronimy się, jeszcze raz udało sie nam wyrwać z okrążenia. Przysięgamy sobie na toporek, na colta, na pióropusz, nie zdradzimy się , nie opuścimy, przysięgamy sobie "topór dla wrógów, serce dla przyjaciól" i skradamy się i atakujemy, odbijamy naszą ziemię, znów stawiamy wigwamy, polujemy na bizona , kręcimy cieciwy łuków. I znów nas atakują biali, źli , bezwzględni, obcy, którzy nie rozumieją nic, atakuje nas też zmierzch, nagle wypada obcy kowboj i strzela do mojego kolegi, właśnie w chwili gdy jego tato woła go do domu, kolega pada, jego ojciec stoi i patrzy jak wryty. I wtedy ja mówię do jego ojca "zginął prawdziwy i wielki wojownik".
Ojciec śmieje się, podrywa wojownika, otrzepuje z kurzu i idą razem na kolację. Jutro też bedziemy sie tak bawili.
I Jarosław Kaczyński też jutro bedzie nam kazał się bawić w Indian. Dobranoc Państwu.



Komentarze
Pokaż komentarze