Nastrój świątecznej błogości udzielił się premierowi Tuskowi. W świątecznym wywiadzie dla TVP zapowiedział kontynuację „ofensywy uśmiechu”, która doprowadziła już – jego zdaniem – do poprawy relacji z Rosją i Niemcami.
Przyjrzyjmy się faktom. Zniesienie rosyjskiego embarga na polskie mięso zostało wynegocjowane z Władimirem Putinem przez Angelę Merkel, a nie - Donalda Tuska. Ten ostatni - osiągnął podczas niedawnej wizyty w Berlinie tyle, że się o tym od Niemców dowiedział. Premier twierdzi jednak, że to zasługa „działalności dyplomatycznej” jego rządu. Tymczasem jedyną reakcją Moskwy na „gest dobrej woli” w postaci zaprzestania blokowania jej negocjacji z OECD był całkowity zakaz importu polskiego drobiu, podczas gdy większość państw objęła zakazem tylko te województwa, w których pojawiła się ptasia grypa.
Polska zablokowała negocjacje Rosji z UE nie z powodu mięsa, lecz wydzielania z Unii grupy państw, które nie zasługują na traktowanie na tych samych zasadach, co Belgia, Dania czy Luksemburg. Ta grupa – to nowe państwa członkowskie z Polską na czele. Rosja chciałaby dogadywać się z nimi osobno, bo jej siła w stosunkach dwustronnych z poszczególnymi członkami UE jest wielokrotnie większa. Embargo na mięso było tego przejawem.
Nowy polski rząd, godząc się na rozwiązanie tej sprawy w stosunkach dwustronnych, ale nie polsko – rosyjskich nawet, tylko niemiecko – rosyjskich – pokazuje niezrozumienie idei weta wobec mandatu negocjacyjnego, które było po to, żeby rozstrzygnąć spór na poziomie unijno – rosyjskim.
Podobna „poprawa” nastąpiła po ostatniej „ofensywie uśmiechu” w Berlinie. Donald Tusk usłyszał de facto nein we wszystkich sprawach, które chciał załatwić: przejęcia przez Niemcy odpowiedzialności za wypędzenia, zaprzestania budowy rury bałtyckiej i rezygnacji z upamiętnienia wypędzonych według koncepcji Eryki Steinbach. Wszystko w atmosferze serdeczności, przy obustronnych uśmiechach i bez gruboskórnego mówienia „tak” lub „nie”. Wszak „działalność dyplomatyczna” powinna stronić od egoizmu, „potrząsania szabelką” i „obrażania się”.
To jest postpolityka. Tu nie chodzi o zmienianie rzeczywistości, tylko jej ładne opisanie. Miejsce negocjacji zajmują manifestacje przyjaźni między przywódcami. Nie rządzi się, lecz administruje. Interesy poszczególnych państw zastąpił interes ogólnoludzki. Walka o realizację racji stanu jest zbędna – wystarczy przecież wytworzyć „dobrą atmosferę” i „docenić rolę wizerunku”.
Tyle tylko, ze za tą piękną szopką kryją się realne interesy i prawdziwi, mało sympatyczni gracze. Pociągają oni za sznurki pokazywanego w mediach obrazkowych teatrzyku marionetek. Uśmiechy Putina i Merkel osłaniają twardą politykę egoizmu narodowego. Uśmiech Tuska – maskuje brak wizji i „skolonizowaną mentalność”, posługując się określeniem Ewy Thompson.
Państwa narodowe i ich racje stanu wciąż istnieją, wbrew zapewnieniom nadpobudliwych lewicowych ideologów. Jeśli Donald Tusk o tym nie wie – tym gorzej dla niego, i, przede wszystkim, dla nas.
Święta Bożego Narodzenia powinny być czasem serdeczności, miłości i uśmiechu, ale nie wiary, że wartości te zastąpią prowadzenie polityki.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)