Pan redaktor Gniewomir Świechowski był łaskaw skrytykować ostatnio konserwatyzm w tekście pt. Konserwatywna futurologia. Użył do tego ciekawych i ważnych argumentów. Ponieważ czuję, że zaatakowano bliskie mi wartości i pozostało to bez adekwatnej odpowiedzi – ripostuję.
Zacznę od tego, na czym Gniewomir Świechowski skończył – zdefiniowaniem pojęcia. „Konserwatyzm czyli z łaciny "conservare" (zachowywać, ocalić, nietkniętym zostawić)” – pisze pan redaktor. Etymologiczna definicja konserwatyzmu, którą zaprezentował, jest anachroniczna. Już w XIX w. konserwatyzm przestał być prostą obroną status quo, a stał się – nurtem filozoficznym, bazującym na bardziej lub mniej precyzyjnie określonym katalogu wartości. Znalazły się w nim: tradycja, religia, wspólnota, doświadczenie i umiar. Obserwując bezeceństwa rewolucji francuskiej, odmówili konserwatyści zgody na gwałtowne zmiany i absolutyzację rozumu.
Koncentrując się na kwestiach obyczajowych, oskarżył Świechowski konserwatyzm o toczenie bitwy „o już stracone, a co ważniejsze niezbyt ważne ze strategicznego pt widzenia pozycje”, używając malowniczego porównania do bitwy pod Termopilami. Porównaniem tym – podciął gałąź, na której siedział, bo Termopile były kluczowym w wojnie spartańsko – perskiej miejscem. Taką jest i „bitwa” o obyczaje w „wojnie” liberałów z konserwatystami. Jeśli bowiem mężczyzna zdradza ukochaną, to jak można wierzyć w jego ślubowanie ojczyźnie?
Mój adwersarz spróbował zrelatywizować problem, odwołując się do argumentacji dwojakiej: że „konserwy”, niezależnie od racji, bitwy tej wygrać nie mogą i, że to kwestia wieku – podejście do seksu.
Co do pierwszej sprawy, strawestuję Gombrowicza – pytając: czy takiż Pan szalony, żeby przewidywać, co przyszłość przyniesie?
Drugi argument jest ciekawszy – oto jakieś potężne, rzekomo, umysły stoją za twierdzeniem, że człowiek im starszy, tym mniej liberalny. Natychmiast przypomniał mi się rok 1979 w Iranie, kiedy to brodaci studenci przeprowadzili islamską rewolucję, wyrzucając zdemoralizowanych starców – jak ocenili zwolenników szacha – na śmietnik historii. Konserwatywna kontrrewolucja zbiegła się z wejściem w dorosłość rekordowej liczby młodych. To reguła, a nie wyjątek. Czy w uznaniu dla faktów wycofa się Pan, Panie redaktorze, ze swojej tezy, czy może, śladem Hegla, skwituje, że skoro rzeczywistość nie pasuje do teorii, to „tym gorzej dla rzeczywistości”?
Dalej, napisał Świechowski, że w dobie globalizacji i rewolucji informacyjnej żyjemy. W związku z tym – niezbędne cechy nowoczesnego człowieka to kreatywność i refleksyjność. Zgoda, tylko w jaki sposób jest to sprzeczne z konserwatywnym światopoglądem? Ano w żaden, tyle, że redaktor błędnie – co wykazałem – sprowadza przeciwnika do jego skrajnej odmiany, odosobnionej mutacji, jaką jest postawa absolutyzująca porządek zastany. Prawdziwy konserwatyzm nie jest wrogi zmianom, a jedynie – rewolucjom. Nie sprzeciwia się nowym ideom, lecz – bezmyślnemu nowinkarstwu. Sprzyja postępowi, który idzie w parze z rozwojem, ale nie – pędowi donikąd.
„Konserwatywny ogląd świata po prostu przestaje się sprawdzać w realiach gospodarki rynkowej i społeczeństwa informacyjnego” – stwierdził Gniewomir Świechowski. Przypomnę, że społeczeństwo informacyjne (johoko shakai) wymyślili w latach 60 Japończycy – naród bardzo konserwatywny. Nie udało im się jednak zrealizować tego doniosłego projektu. Zrobili to konserwatywni Amerykanie, a swoje pięć groszy dorzucili konserwatywni Koreańczycy. Forpoczta racjonalistycznego postępu – Europa, pozostaje w tej dziedzinie marnym naśladowcą. Skraca się natomiast dystans dzielący czołowe potęgi od konserwatywnych (neokonfucjańsko) Chin i konserwatywnych (hinduistycznie) Indii. Laickie samochwalstwo okazuje się więc pustosłowiem podszyte.
Pojawiły się ostatnio głosy, że wiek XXI będzie wiekiem religii. Stwierdził to zresztą przeszło dekadę temu Samuel Huntington w słynnym „Zderzeniu cywilizacji”. Religia okazuje się dobrą odpowiedzią na problemy współczesnego człowieka: poczucie zagrożenia, niepewność, lęk, wypalenie. Jeśli to prawda – przyszłość należy do konserwatystów.
Przywołując przykład bitwy termopilskiej, zapomniał Gniewomir Świechowski, że „orędownicy słusznej sprawy” przegrali bitwę, ale wygrali wojnę.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)