Bartłomiej Radziejewski Bartłomiej Radziejewski
200
BLOG

Tak dla moratorium na zabijanie nienarodzonych

Bartłomiej Radziejewski Bartłomiej Radziejewski Polityka Obserwuj notkę 6

Redaktor naczelny włoskiego dziennika "Il Foglio" Giuliano Ferrara zainicjował międzynarodową dyskusję na temat moratorium Narodów Zjednoczonych na wykonywanie zabiegów przerywania ciąży.

Dziennikarz postuluje zaprzestanie zabijania nienarodzonych w niektórych tylko przypadkach (dokonywane ze względu na płeć dziecka, praktyki eugeniczne, bez „poważnego powodu”). Powołuje się na niedawne moratorium ONZ na karę śmierci, twierdząc, że analogiczna rezolucja względem „aborcji” powinna być „kolejnym krokiem”.

Międzynarodowa dyskusja na ten temat, trwająca od kilku dni, jest tłem zapowiedzi skargi konstytucyjnej polskiego Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego. Zwrócił on co prawda uwagę wyłącznie na aspekt prawny – nieprecyzyjność przepisów ustawy, ale dobór momentu wystąpienia wpisuje się we wspomniany kontekst międzynarodowy.

Popieram inicjatywę Ferrary, chociaż nie zgadzam się z jego argumentacją. Nie można zrównywać „aborcji” z karą śmierci. Pierwsza – jest zabijaniem niewinnych, druga – przestępców. Kwestie te są więc skrajnie odmienne etycznie, społecznie i logicznie.

Jestem też znacznie bardziej wrogi wobec samego zabijania nienarodzonych. Jest to zbrodnia przeciwko ludzkiemu życiu nie różniąca się niczym od morderstwa na człowieku dorosłym.

Zwolennicy „aborcji” używają zazwyczaj dwojakiego rodzaju argumentów: ochrony wolności oraz ochrony praw kobiet.

Zgodnie z pierwszym z nich, przyrodzona wolność jednostki obejmuje również prawo do swobodnego dysponowania własnym ciałem, którego częścią jest płód. Zakaz usuwania ciąży ogranicza więc wolność matki, ale też ojca – poprzez zmuszenie obojga do ponoszenia niekorzystnych konsekwencji bycia rodzicami. Akcentuje się zwłaszcza sytuacje zagrożenia zdrowia lub życia matki, kalectwa dziecka, „względy społeczne”.

Argument drugi jest powiązany z pierwszym i stanowi jego rewers. Wolność negatywna („od” nakazu dysponowania swoim ciałem w określony sposób) przechodzi tu w pozytywną („do” usuwania ciąży). „Aborcja” staje się obywatelskim atrybutem kobiety.

Metodologiczna granica między powyższymi argumentacjami jest, moim zdaniem, granicą także między umiarkowanymi i skrajnymi zwolennikami zabijania nienarodzonych. O ile popieranie pierwszej tezy może wynikać z niepełnego zrozumienia uwarunkowań etycznych stanowienia prawa, a niekiedy - z troski o wolność jednostki, to optowanie za „prawem do aborcji” świadczy o negacji wartości samego życia na rzecz jego jakości.

Jeśli uznajemy prawo do życia i przyrodzoną godność osoby ludzkiej za wartości fundamentalne – nie możemy popierać prawa do usuwania ciąży. Argument „wolnościowy” nie ma tu racji bytu przynajmniej z 2 powodów. Po pierwsze: wolność jest wtórna względem prawa do życia. Tylko pełne zabezpieczenie prawa do życia umożliwia realizację jakiejkolwiek wolności: osobistej, politycznej czy gospodarczej. Po drugie: argument ten jest sprzeczny z podstawową liberalną zasadą wolności, w myśl której „wolność twojej pięści musi być ograniczona bliskością mojego nosa”. Realizacja wolności od ingerowania w swobodne dysponowanie własnym ciałem jednostki narusza, w przypadku usunięcia ciąży, prawo do życia małej osoby, ciało to zamieszkującej.

W tym miejscu zwolennicy legalizacji „aborcji” mogą zaatakować argumentem, że to, co podlega usunięciu nie jest dzieckiem. Uważam taką postawę za przejaw epistemologicznej arogancji. Jak bowiem ustalić, kiedy urzeczywistnia się człowieczeństwo? Przy pomocy jakich kryteriów? Są to tylko spekulacje, poparte butnym przekonaniem o absolutnej władzy rozumu. Jedynym sposobem na zagwarantowanie możliwości urzeczywistnienia potencjału życia jest uznanie za nie tego, co to życie swoim istnieniem warunkuje i poprzedza. Jedyną pewną metodą uniknięcia piętna zbrodni jest nie zabijanie tego, co nie do końca określone.

Traktowanie płodu jako własności kobiety, części jej ciała czy nawet pasożyta (są takie interpretacje) – jest ciosem w naturalną godność osoby ludzkiej. Podmiotowość musi przysługiwać człowiekowi od chwili poczęcia. W przeciwnym razie – znikają gwarancje podmiotowości ludzkiej w ogóle; można przecież zawsze przesunąć granicę „osiągnięcia” człowieczeństwa.

Jedyne uzasadnienie dla zabicia nienarodzonego dziecka widzę w sytuacji, w której ciąża zagraża życiu matki. Prawo do życia dziecka narusza tu prawo do życia matki. Przyzwolenie na utratę życia już istniejącego wydaje mi się gorsze od odebrania życia dopiero się urzeczywistniającego, wschodzącego. W tym tragicznym dylemacie są tylko złe rozwiązania i – narzucona przez los – konieczność wyboru mniejszego zła. Mogę się mylić, ale uważam, że matce powinno przysługiwać pierwszeństwo ochrony w tej fatalnej, strasznej sytuacji.

Powyższy problem dotyczy jednak dylematu życie – życie i nie może być zrównywany z dylematami: życie – wolność, życie – własność czy życie – dobrobyt.

Rozmywanie prostej, mądrej i dobrej zasady ochrony życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej śmierci poprzez uprawomocnianie rozmaitych wyjątków i sytuacji szczególnych - to pełzająca dehumanizacja. Po przekroczeniu granicy zabójstwa niewinnego człowieka nie ma już istotnych kontrargumentów wobec „aborcji ze względów społecznych” ani „aborcji na życzenie”. Dalej jest eutanazja. Jeszcze dalej – obozy śmierci. To postmodernistyczne zapętlenie logiczne może przynieść skutki katastrofalne, skoro prawo do życia staje się wtórne wobec dobrego, zdrowego, wygodnego życia innych. Niepostrzeżenie znajdujemy się w świecie cywilizacji śmierci.

System prawny jest katalizatorem stanu ducha wspólnoty. Dlatego nie podzielam opinii tych, którzy wycofują się z codziennej walki o „zgniłe kompromisy” na forum parlamentów narodowych czy Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Niezależnie od jakości tych instytucji, dominujących w nich prądów intelektualnych i zwykłych trendów, opowiadam się za atakowaniem niesprawiedliwych rozwiązań, w imię, choćby najmniejszej, poprawy.

Popieram więc akcję Ferrary, pomimo licznych wad jego wywodu. Otwiera bowiem możliwość zbudowania międzynarodowej koalicji na rzecz ochrony życia, niezależnie od wyniku samego głosowania. Uchwalenie moratorium byłoby kolejnym krokiem na drodze do uświadomienia międzynarodowej opinii publicznej znaczenia kwestii ochrony życia.

Na gruncie polskim – popieram Janusza Kochanowskiego, gdy otwiera na nowo dyskusję o ochronie życia. Poprzednie nie przyniosły właściwych rezultatów.

Metodą rządzenia Platformy Obywatelskiej wydaje się być inicjowanie publicznych dyskusji i dowartościowywanie wszystkich stron sporu niepodejmowaniem decyzji bądź podejmowaniem decyzji pozornych, nic nie zmieniających (reforma służby zdrowia, finansów publicznych etc.). Można to wykorzystać, przekształcając spór o zabijanie nienarodzonych w poważną debatę, która przygotuje intelektualny grunt pod rzeczywiste zmiany w przyszłości, kiedy PO przestanie rządzić.

Droga do sprawiedliwego prawa i państwa wiedzie przez mękę sporu ze zwolennikami społeczeństwa permisywnego i afirmującej wygodę cywilizacji śmierci. Tej wojny nie uda się wygrać w jednej bitwie. Każde zwycięstwo jest jednak ważne. Jedna z potyczek właśnie się zaczęła.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka