Bartłomiej Radziejewski Bartłomiej Radziejewski
41
BLOG

Prawa obywatela według Paradowskiej

Bartłomiej Radziejewski Bartłomiej Radziejewski Polityka Obserwuj notkę 13

Janina Paradowska jest niezadowolona z pracy Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego. Napisała o tym w najnowszej „Polityce”. Zarzuca mu realizowanie własnych celów politycznych kosztem wykonywania konstytucyjnych obowiązków. Świadczyć ma o tym m.in. jego postawa wobec problemu „aborcji”.

„Rzecznik własnej sprawy”, jak go nazywa, nieprzypadkowo - jej zdaniem – zapowiada zaskarżenie do Trybunału Konstytucyjnego ustawy o ochronie życia właśnie teraz. „O co więc chodziło? Tylko o podgrzanie atmosfery? Czy o szybkie budowanie własnej pozycji politycznej w momencie pewnej próżni po klęsce Pis i Jarosława Kaczyńskiego?” – pyta sugestywnie. I choć odpowiedzi udziela sama, powołując się na opinię prof. Zolla, twierdzącego, że ustawa jest nieprecyzyjna i należy ją zmienić, zawzięcie drąży dalej. Pomija przy tym międzynarodowy kontekst sprawy. Jest przecież sprzeczny z jej tezą.

Weteranka polskiej publicystyki dostrzega zło w naruszaniu „kruchego, z trudem wypracowanego konsensu w tej sprawie”, dodając, że „przez lata obowiązywanie ustawy nikt jednak tego problemu nie podnosił”. To nieprawda. Problem był, od czasu uchwalenia ustawy w roku 1993, poruszany wielokrotnie, zarówno przez lewicę, jak i prawicę, co trzykrotnie owocowało zmianą przepisów ustawy (w latach 1994, 1996, 1997). Czy redaktor Paradowska przystępuje do pisania bez elementarnej wiedzy o temacie? Czy może z premedytacją kłamie, żeby przeforsować z góry założoną tezę?

W sprawie „aborcji” nie ma żadnego konsensu. Jest tylko bublowata ustawa, którą próbowano zmienić, ale nie wyszło. Skoro konieczność doprecyzowania przepisów widzą ludzie tak różni, jak Zoll i Kochanowski, to można chyba zacząć mówić o konsensie, ale dotyczącym postulatu zmiany ustawy. W tej sytuacji skarga konstytucyjna Rzecznika Praw Obywatelskich wydaje się ze wszech miar uzasadniona. Nie dla Paradowskiej jednak. Precyzowanie przepisów, to – jej zdaniem – „niekończący się spór na lata, zapewne bez finału, czyli po prostu wojna dla wojny”. Zaiste, oryginalna to wizja państwa prawa.

„Pomysł Kochanowskiego brzmi jak prowokacja, ponury żart lub bezmyślne okrucieństwo” – cytuje Magdalenę Środę nasza analityczka. „Czy bezmyślne?” – dodaje, sugerując, że Rzecznik jest okrutny z premedytacją. Dowodem na to ma być prawdopodobieństwo wystąpienia przewidywanego przez Paradowską ciągu zdarzeń: skargi RPO, zakwestionowania ustawy przez Trybunał, niewykonania zaleceń Trybunału przez Sejm, faktycznej delegalizacji „aborcji”, a zatem - „ograniczenia praw kobiet”. Jest to podwójna demagogia. Po pierwsze: Paradowska stosuje tu tzw. „preparowanie konsekwencji”, czyli powołuje się na przewidywane skutki podjęcia danej decyzji. To zwyczajna gdybologia i przedstawianie własnego widzimisię jako konieczności historycznej. Po drugie: twierdzenie, że „aborcja” jest prawem kobiety jest niedorzeczne. Na gruncie polskiego prawa, dozwolone usunięcie ciąży jest bowiem możliwe tylko poprzez odstąpienie od wymierzenia kary za zabójstwo dziecka. O sprzeczności tych dywagacji z logiką i zdrowym rozsądkiem nie wspominając.

Wnioski? Prawa obywatela należy chronić przez zezwalanie na zabijanie potencjalnych obywateli, uchwalanie i obronę mętnych przepisów, bazowanie na fikcyjnych konsensach. Tak radzi Paradowska.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka