Jarosław Kaczyński popełnia poważny błąd, zgadzając się na zamianę Antoniego Macierewicza na Jacka Kurskiego w roli przedstawiciela PiS w komisji śledczej ds. nacisków na służby specjalne. Daje się tym samym wciągnąć w grę PO, zmierzającą do przekształcenia tej komisji w trybunał jej partyjnych interesów.
Powołanie powyższej komisji jest kolejnym aktem politycznej hucpy, przy pomocy której PO usiłuje przykryć impotencję intelektualną i niemoc decyzyjną rządu Donalda Tuska.
Idea komisji śledczej opiera się na kilku prostych i logicznych założeniach. Po pierwsze: jest to specjalny tryb śledczo – kontrolny. W konsekwencji, można się nim posługiwać wyłącznie w przypadku zaistnienia istotnych argumentów co do niemożności wyjaśnienia sprawy przez kompetentne organa państwa. Po drugie: przesłanka do powołania komisji musi być zobiektywizowana. Oznacza to, że muszą istnieć konkretne dowody lub poszlaki faktycznego zaistnienia patologii, która ma być badana. Podstawą nie mogą być więc wrażenia, opinie czy przekonania kogokolwiek. Po trzecie: komisja ma się zajmować jedną, konkretną sprawą. Nie może to być szereg mniej lub bardziej związanych ze sobą problemów, które z jakichś powodów ktoś zdecydował się połączyć – grozi to narażeniem komisji na realizację partykularnych, a nie państwowych, interesów. Po czwarte: kierowanie takim ciałem nie powinno znajdować się w gestii partii aktualnie rządzącej. W jaskrawy sposób przeczyłoby to głównemu celowi działania komisji: odkrywaniu prawdy, która ze względu na rozmaite naciski, układy, lobby nie mogła zostać ujawniona „zwykłą” drogą.
Przypomnijmy pełną nazwę: Komisja Śledcza do zbadania sprawy zarzutu nielegalnego wywierania wpływu przez członków Rady Ministrów, Komendanta Głównego Policji, Szefa CBA oraz Szefa ABW na funkcjonariuszy Policji, CBA oraz ABW, prokuratorów i osoby pełniące funkcje w organach wymiaru sprawiedliwości w celu wymuszenia przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków. Taka formuła komisji jest sprzeczna ze wszystkimi wyżej omówionymi przesłankami. Primo: nie pokuszono się o jakiekolwiek uzasadnienie rzekomej konieczności użycia trybu nadzwyczajnego. Secundo: podstawą zawartych w uchwale podejrzeń nie są fakty, lecz doniesienia medialne, w tym, przede wszystkim, rewelacje Janusza Kaczmarka, który nazajutrz po wyrzuceniu z pracy przepoczwarzył się z dumnego egzekutora prawa w ofiarę „państwa totalitarnego”. Tertio: zamiast jednej, konkretnej sprawy – mamy cały katalog dowolnie zestawionych kwestii związanych z działaniem różnych osób i instytucji w różnych okresach. Quarto: większość w komisji ma koalicja rządząca.
Po złamaniu wszystkich zasadniczych reguł powoływania komisji śledczej PO posunęła się jeszcze dalej: odrzuciła kandydaturę przedstawiciela największego klubu opozycyjnego, żądając wysunięcia innej. Jest to ingerencja w niezależność opozycji politycznej. Uzasadnienie Donalda Tuska, że Macierewicz znany jest z różnych rzeczy, ale na pewno nie z dochodzenia do prawdy i podobne argumenty jego podwładnych mają charakter czysto subiektywny, a nie - merytoryczny. Budzą zdumienie tym bardziej, że deficyt prawdomówności nie był przedmiotem troski Platformy w przypadku Jana Widackiego, podejrzanego o składanie fałszywych zeznań na korzyść szefa mafii pruszkowskiej.
Ciąg działań partii Tuska wpisuje się w pewną logikę. Chodzi o partyjną vendettę na PiS, wbrew duchowi i literze prawa. PO realizuje tym samym interesy oligarchii, która dawniej popierała lewicę, ale po jej kompromitacji i podziale zdecydowała się "zainwestować" w PO.
Macierewicz jest dla tego środowiska człowiekiem wyjątkowo niewygodnym. Będąc jedną z najlepiej rozeznanych w problematyce polskich służb specjalnych osób, pokazał w ciągu wieloletniej działalności całkowitą nieprzekupność i odporność na naciski. Nie wydaje się przy tym przejmować skutecznie przyprawioną mu przez propagandę III RP gębą „oszołoma” i „radykała”, mimo że ludzie, których wielokrotnie przewyższa intelektualnie kreowani są na autorytety. Tusk wie, że uczestnictwo Macierewicza w pracach komisji mogłoby oznaczać szybkie zdemaskowanie prawdziwych celów jej działania.
Dziwi natomiast reakcja Pis. Odpowiedzią na pozbawiony jakichkolwiek podstaw merytorycznych bojkot Macierewicza powinien być bojkot komisji. Wysunięcie kandydatury Kurskiego jest wodą na młyn dla Tuska: ten spec od marketingu politycznego i pijaru nie ma szans na przebicie się w upartyjnionym organie zdominowanym przez prawników. Brakuje mu stosownego przygotowania. Będzie natomiast łatwym celem ataków medialnych – za „dziadka z Wermachtu”, tezy o aferze billboardowej i inne zaszłości. Sprzyjające Platformie środki przekazu będą przedstawiać go jako polityka niepoważnego, rzucającego słowa na wiatr, nieodpowiedzialnego.
Jarosław Kaczyński nie skorzystał ze sposobności pokazania niekompetencji i brudnych intencji swoich adwersarzy. Nie bojkotując komisji wysyła do opinii publicznej sygnał, że uprawomocnia jej działanie. Kandydat, którego wydelegował, jest najgorszym z możliwych. Przygotujmy się więc na telewizyjne igrzyska, w których opozycja wystąpi w roli chrześcijan rzucanych lwom na pożarcie.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)