92 obserwujących
618 notek
890k odsłon
  4980   18

Zadajmy wreszcie to pytanie: po co Polsce Ukraina?

Konieczność jest zwykle silniejsza niż miłość.
Seneka Młodszy

image

W sierpniu 1923 r. podczas spotkania z wyborcami pewien poseł na Sejm RP powiedział: „Nadejdzie czas, kiedy wyrżniemy wszystkich Polaków, wszystkie majątki podpalimy, a reszta sama ucieknie”. Jak przepowiedział, tak się stało. Tymże „Wernyhorą” był Maksym Czuczmaj. Ukrainiec. O tego rodzaju nawoływaniach i zachętach oraz idących za nimi krok w krok czynach nie zapominam. Zbyt wiele łez, potu i krwi zapłaciliśmy, aby przechodzić nad takimi zdarzeniami do porządku dziennego. Co więcej, za wiele spośród wyrządzonych nam krzywd nie zadośćuczyniono, a nawet jednoznacznie nie przeproszono. To uwiera, powoduje niesmak, boli. I taki stan ducha nie jest li tylko moją osobistą dolegliwością, ale również  wielu, bardzo wielu, moich rodaków. Widać to doskonale po niektórych komentarzach dotyczących ostatnich wydarzeń na Ukrainie oraz będących ich pokłosiem działań podejmowanych przez władze i obywateli Rzeczypospolitej.

Pominę ludzi złej woli, zadaniowców i osoby parające się bojkotem rozumu. Szkoda na to gremium czasu. Jako prawdziwy problem postrzegam to, iż liczni Polacy, którym z pewnością na sercu leży los naszego narodu i państwa, przyłączają się do chóru krytyków zaangażowania Polski we wsparcie zmagającego się z moskiewską nawałą narodu ukraińskiego. Przyznam, że jest to dla mnie zaskoczenie. I to spore. Wprawdzie zdaję sobie sprawę z tego, iż współcześnie nikt przy zdrowym rozumie nie pragnie stać się celem bombardowań, dzielić się w ciemnej piwnicy jednym kartoflem na  czterech, gnić tygodniami w okopie lub stać ze związanymi rękoma pod lufami pijanych zbirów. To truizm. Z drugiej strony nie rozumiem jaką logiką posługują się ci, dla których wielki pożar sąsiedniej, czy nawet przylegającej do naszego domu,  posesji nie stanowi zagrożenia i nie jest sygnałem do włączenia się w akcję gaśniczą. Prawdę powiedziawszy nikt mi tego nie wyjaśnił, bo argumentacja polegająca na przypominaniu dramatu Rzezi Wołyńskiej albo uznaniu metody E. Kopacz, której plan w razie zagrożenia polegał na schowaniu się pod stołem, zupełnie do mnie nie trafiają. Zanim zatem znajdzie się ktoś, kto jasno, prawdziwie i w oparciu o fakty wyłuszczy własne przekonanie o nadmiernej aktywności Polski względem atakowanej ze wschodu Ukrainy, pozwolę sobie przedstawić moją opinię na ten temat.

Jestem głęboko przekonany, że wspieranie Ukrainy jest obecnie zgodne z naszą racją stanu. Ba! Uważam, że to nasz święty obowiązek. Powodów dostrzegam mnóstwo. Od gospodarczych, poprzez moralne i militarne, aż do politycznych. Jest jednak jedna przyczyna, która jawi się jako fundamentalna. A mianowicie – uwaga! - istnienie niepodległej Ukrainy daje państwu i narodowi polskiemu możliwości polityczne jakich skąpił nam los od prawie ośmiu stuleci i w znaczący sposób wzmacnia nasze bezpieczeństwo.

Zwykle nie pamiętamy, że przez niemal trzy wieki organizm polityczny ze stolicą w Kijowie był trwałym i uwzględnianym we wszelkich konfiguracjach politycznych podmiotem. Nasi przodkowie, w zależności od potrzeb, rywalizowali lub współpracowali z poddanymi władców Rusi Kijowskiej. Ponadto państwo ruskie stanowiło barierę utrudniającą dostęp do Odrowiśla falom dzikich stepowych koczowników. Co ważne: nigdy nie było dla nas egzystencjalnym zagrożeniem! Tak naprawdę dopiero upadek Kijowa zmienił nasze położenie geopolityczne na niekorzyść. Wiem, tak wiem. Zajęcie Rusi Czerwonej, potem unie w Krewie  i Lublinie… Szczyt potęgi Polski. To prawda, ale nie wolno nam zapominać, że zniknięcie Rusi Kijowskiej jako samodzielnego gracza na naszym kontynencie skutkowało również tym, że wysłani przez gospodarza Kremla Kozacy Amurscy poili swoje konie w wodach Wisły, a ich pruscy i austriaccy koledzy w Warcie i Sanie. Dużo by o tym  pisać.

Prócz tego, jest jeszcze coś… Krytycy nawołujący do tzw. opamiętania i stosowania się do zasad polityki realnej w odniesieniu do konfliktu ukraińsko-rosyjskiego sami zachowają się wbrew głoszonym postulatom. Jakby nie rozumieli tego co mówią i piszą. Dlaczego? Spójrzmy na kwestię cynicznie. Najbardziej jak to możliwe. Wręcz amoralnie… Przecież niepodległa Ukraina (nie za mocna, nie za słaba i – co niezwykle ważne – pozbawiona kajdan narzuconych jej przez oligarchów) już poprzez samo to, że istnieje, daje przyszłym kierownikom Rzeczypospolitej wyśmienite możliwości. Odgradza nas bowiem od moskiewskiego (nie mogącego wykorzystywać ukraińskiego potencjału, ale wciąż potężnego) kolosa i może stać się sojusznikiem także w rozgrywkach na innych polach. Na przykład jako uczestnik koalicji sprzeciwiającej się porozumieniu niemiecko-rosyjskiemu. To, w kontekście okazanej przez nas pomocy, wydaje się dość prawdopodobne. Gdyby jednak – co nie daj Boże - nad Dnieprem doszli do władzy zwolennicy hajdamaczyzny i skierowania gniewu ludu ruskiego przeciw Lachom, to przecież zawsze możemy wysłać gołębia z propozycją współpracy do… Moskwy. Ten ostatni wariant wydaje się na dziś nieprawdopodobnym, ale…  panta rhei kai ouden menei.

Kończę. Wzorem ludzi rozsądnych przypomnę tylko, że bez niepodległej Ukrainy utrzymanie naszej niepodległości będzie zadaniem niezwykle trudnym. Dlatego winniśmy wspierać Ukraińców. Mądrze.


PS Kolego @maur, jestem pewien, że gramy w jednej drużynie. Tylko na różnych pozycjach.

------------------------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Lubię to! Skomentuj344 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka