Rezygnacja Donalda Tuska z wyścigu do Pałacu Namiestnikowskigo otworzyła drogę do reelekcji Lecha Kaczyńskiego. Zwrot "otworzyła drogę" nie oznacza jednocześnie drugiej kadencji obecnego Prezydenta, ale szansę na taki rozwój wydarzeń znacząco zwiększyła. Notowania sondażowe głównych kandydatów wskazują na zbliżone poparcie dla Lecha Kaczyńskiego i kandydata PO co w polityce oznacza walkę na noże z zastosowaniem dowolnych metod. Cóż w tym dziwnego?
"Dowolne metody" obozu Prawa i Sprawiedliwości są powszechnie znane, często wykorzystywane a tym samym doprowadzone do perfekcji. Klasyczny zwrot "wiem, ale nie powiem" wszdł już na stałe do potocznego języka polskiego i na stałe został powiązany z polityką oblężonej twierdzy prowadzonej przez Jarosława Kaczyńskiego. Nie sądzę, aby politycy czy komentatorzy byli szczerze zdziwieni lub zszokowani słowami Prezesa PiS o tajnej wiedzy na temat szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Bardziej powinno dziwić dlaczego Jarosław Kaczyński nie poinformował prokuratury o swoich podejrzeniach? Mówimy o bliżej nieokreślonych informacjach, które stoją w sprzeczności z pełnieniem funkcji Prezydenta, więc można domniemywać że nie specjalnie służą szefowi MSZ, a tym samym Polsce. Pytanie czy bracia Kaczyńscy działają na szkodę obywateli zatajając ważkie informacje nie jest akademickie.
Co ciekawe - logika stwierdzenia "wiem, ale nie powiem" w połączeniu z "Donald Tusk będzie miał się z pyszna" (cytuję z pamięci, być może błędnie) oznacza albo ujawnienie tajemnicy państwowej, albo przeciek do mediów. Nie znajduję innej drogi którą Jarosław Kaczyński może ujawnić taką tajemnicę opinii publicznej, zwłaszcza że... o sprawie wie Donald Tusk. A więc źródło przecieku już jest ;)
Pytanie dokąd to wszystko zmierza jest dość naiwne w naszym pięknym kraju i pozostwię je tym wszystkim, którzy wierzą w działania polityków dla dobra ogółu. Ciekawsza jest kwestia skąd taka postawa braci Kaczyńskich się bierze. Postawa conajmniej daleka od klasycznej komunikacji polityk - społeczeństwo. PiS zbudowany jest na fundamentach patriotyzmu, katolicyzmu, ciągłego zagrożenia, spisków, agentów i całej menażerii zagrożeń rodem z dzieł Stalina. Coraz bardziej ciekawi mnie skąd taka postawa u dorosłych, wykształconych ludzi w demokratycznym państwie XXI-go wieku w centrum Europy.
"Przyczyn należy szukać u źródła. Inna metoda to absurd!" że pozwolę sobie zacytować mało znaną klasykę kina polskiego. Ale źródła, w tym przypadku życiorys rodziny Kaczyńskich, to dane bardzo skąpe. Lech Kaczyński, głowa państwa, jest postacią o której wiemy naprawdę niewiele. Nie martwi Was to? Podobnie wąską wiedzę mamy o Jarosławie Kaczyńskim, byłym premierze, prezesie największego ugrupowania opozycyjnego. Wiemy, że ich ojciec był w AK, odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari a zaraz po wojnie otrzymał posadę wykładowcy na Politechnice Warszawskiej (termodynamika) oraz spore mieszkanie na Żoliborzu (ulica Lisa-Kuli), w latach sześćdziesiątych bliźniaki występują w filmie (O dwóch takich co ukradli księżyc), w okresie stanu wojennego i późniejszym Jarosław Kaczyński nie jest internowany ani nie podlega zainteresowaniu służby bezpieczeństwa (chociaż był bliskim współpracownikiem Lecha Wałęsy, a więc wroga numer jeden tamtych lat). W wolnej Polsce Kaczyńscy z pasją i ogromnym zaangażowaniem zajęli się lustracją, ściganiem agentów, przegladaniem teczek, zbieraniem haków. To wszystko robią dla własnych interesów. Słowa "wiem, ale nie powiem" dość silnie podkreślają, że działalność Kaczyńskich nie ma na celu dobra publicznego. Pozostają więc motywy prywatne. Jakie to motywy?
Otóż jest taka postać, do której coraz bardziej wydaje mi się podobny Jarosław Kaczyński. Jej Ekscelencja z filmu Juliusza Machulskiego. Ale to tylko luźne skojarzenie. Bez głębszego uzasadnienia.
86
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (6)