Na początku lipca rozgorzała dyskusja na temat zmian w ordynacji wyborczej i postanowienia o wprowadzeniu dwóch dni na wybory. Odezwały się głosy kwestionujące to novum jako niezgodne z konstytucją. Oczywiście posłowie i aktywiści partii rządzącej z niesmakiem i z drwiną odrzucali te głosy protestu. Do nich dołączyła się opozycja lewicowa (jest podejrzenie, że przygotowuje sobie grunt na udzial w koalicji rządzącej po nowych wyborach). Super prawnik wagi najcięższej, zaprawiony w bojach i tańcach na platformach, poseł Kalisz oczywiście musiał zabrać głos ex katedra i na poranku 5 lipca w TOK Fm uświadamiał prowadzącą program redaktor Wielowieyską, podkreślając swoją wysoką wiedzę prawniczą oraz konstytucyjną, że dwudniowe wybory nie są sprzeczne z Konstytucją. Wątpliwości rozstrzygnął dokonując "wykładni autentycznej".
Również w internecie blogerzy zaczęli się spierać *) oczywiście według klucza: "Kaczor przeciw to my za" . Nawet taki (nomen omen) GUARDIAN pouczał, że autorytet prawniczy posła Kalisza jest tak wysoki, że po jego poparciu dwóch dni wyborczych, jako zgodnych z konstytucją, jakiekolwiek głosy protesty są bezzasadne, a jego "wykładnia dla TK jest autentyczna i celościowa".
Jednak kierując się tym, co niektórzy nazwaliby "zdrowym chłopskim rozumem", czyli bez licencjonowanej wiedzy prawniczej, a będąc przekonanym, że konstytucję pisze się nie dla wysokosprawnych prawników, lecz dla wszystkich zainteresowanych obywateli, pozwoliłem sobie zawichrzyć, dając swoja wykładnię


Potem dni oczekiwania: zbiera się Wysoki Trybunał i radzi.... i tu (patrz na tytuł notki) na 15 sędziów ta prosta zasada z trudem się obroniła. Odrębne zdanie od wyroku miało 9 sędziów. Nie wszystkie pewnie dotyczyły akurat tych nieszczęsnych dwóch dni (były pewnie też inne zastrzeżenia na inne elementy ordynacji).