Dlaczego akurat do Mazurka? Wyjaśniam. (Dlaczego z armaty – wyjaśnię później.)
Otóż, nie dlatego, że jest on (lub być może) uważany w obozie poprawnych POlitycznie za odszczepieńca lub opozycjonistę i nie dlatego, że mi się nie podoba. Wprost przeciwnie: lubię czytać jego felietony, a jego wywiady dają mi chwile radości w trakcie czytania gazet. Mazurek potrafi celnie punktować głupotę i pozerstwo, a także dotknąć (już trochę delikatniej) zakłamania, hipokryzji i karierowiczostwa. Jest jednym z nielicznych dziennikarzy, którego – jak to ktoś określił – „da się czytać” .
Mazurek łatwo rozwala głupków i fanfaronów, co robi z upodobaniem. Natomiast , gdy takowi mu uciekli, bierze pod lupę „neutralnych” jak: artystów, śpiewaków i mniej znanych ogółowi osób „prawie celebrytów”. Czasami jednak przypomina chyba sobie, że ma kredyty do spłacenia i próbuje „spłacić długi” (czyli inaczej: pozostać w obiegu). Bierze wtedy pod nóż tzw. „opozycjonistów”. Czasem uda mu się ich pokroić, a czasem nie.
Nie tak dawno wziął na swoje barki trud (jak się okazało nadmierny i zamiar – dla niego – niewykonalny): pokonać Joannę Lichocką. Mazurek atakował, a pani Joanna wcale się nie broniła, po prostu mówiła swoje i to co mówiła, to była sama prawda, która też sama się obroniła. Mazurek musiał spasować, co mu niektórzy mieli bardzo za złe. W Salonie zaatakował go niewprost Marcin_KK . W zasadzie atakował Lichocką i jej wypowiedzi oraz działania, a nawet przypuszczalne zamierzenia w swojej notce: „Pogubiona red. Lichocka ?” (Ten znak zapytania, drogi Czytelniku, nie świadczy wcale o niepewności autora co do pogubienia się Lichockiej, ale o jego tchórzostwie: atakuje – bo musi, ale wie, że oberwie z drugiej strony – więc udaje niepewność.) Bloger próbował tanim kosztem i jednym strzałem ustrzelić dwie niepokorne ofiary (niepokorne – dla kogo?). Tak mi się wydaje, że nie bardzo mu się to udało. Salon jeszcze potrafi się bronić – ustami i klawiszami komentatorów. Lichocka została obroniona – a Mazurek? Mazurkowi się dostaje (chociaż to jedyny dający się czytać dla blogera dziennikarz): „No i mam. Tym razem Mazurek bierze na ‘tapetę’ panią redaktor Lichocką, i czyni to w swoim stylu jak najbardziej. Czyli bez taryfy ulgowej.” Tak dobrze się zaczęło... i wszystko się rozeszło. Teraz już „prawicowy” (o tyle, o ile) Marcin musi prostować i uzupełniać Mazurka, bo ten zawiódł go całkowicie. Zgadzam się z tym niby prawicowcem z blogu. Mazurek, mając do czynienia z kobietą i dziennikarką z klasą, powinien wyraźniej zdjąć kapelusz z głowy i niżej się pokłonić.
Tak to jest, Panie Redaktorze Mazurek: wobec głupków – jest się orłem, wobec farmazonów – jastrzębiem, a wobec kruchej Joasi – to już tylko .... I dlatego strzelam do Pana z armaty!
P.S.
Blogera Marcina_KK nie ruszam, bo to ziomol salonowy.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)