Na łamach Salonu toczy się od pewnego czasu dyskusja na temat istoty Wszechświata i jego okolic. Szanowni w Salonie blogerzy –a poważne w realu osoby – o głębokiej wiedzy i sporej dozie śmiałej fantazji, spierają się o to, czyja wiara (?) w ludzki rozum jest ważniejsza. Oczywiście autentyczna, koncesjonowana wiara religijna nie ma dla nich żadnego znaczenia. Greccy filozofowie i różni chińscy czy inno-azjatyccy są owszem, czasem przywoływani w ramach pokazu erudycji. Higgs służy im swoimi poglądami i matematyczno-fizyczną wiedzą za podnóżek do wznoszenia JEDYNYCH, całkiem pewnych (lecz jakże różnych) TEORII. Pewnie zmęczyła ich: prymitywna i obskurancka polityka, rosnąca władza motłochu, nędza światowej gospodarki, dramatyzm krajowych katastrof. Korzystając więc z medialnego rozgłosu niektórych fizycznych rewelacji – a to: u Włochów neutrino szybsze od światła, a to: Nobel dla trzech Amerykanów za zmierzenie przyspieszającej się prędkości rozszerzania Wszechświata – wzbudzili w sobie sporo animuszu dla upublicznienia swoich (głęboko przemyślanych o matematyczno-fizyczno-filozoficznych ugruntowaniach) poglądów na podstawowe tematy: BYT, ŚWIADOMOŚĆ, ISTNIENIE, NICOŚĆ itd. itp. Wszechświaty zaczęły się u nich mnożyć jak króliczki Lejzorka. Ale: „Wszystko, cały Wieloświat pochodzi od jednej i tej samej cząstki elementarnej, która powstała w pierwszym akcie kreacji Wszystkiego - Wieloświata, z Nicości.” Współczesne autorytety fizyczno-filozoficzne coś tam, coś tam, przebąkują, że są istotniejsze sprawy niż pogoń za tajną cząsteczką Higgsa, że i Einstein się pewnie myli i te struny nie tak grają w skrzywionej czasoprzestrzeni, jak im to kiedyś wyliczono – że grać mają.
280
BLOG
CZY WSZECHŚWIAT UWIERZY WE MNIE?
Jak hasać, to hasać – i Salon wypełnia się rewolucyjnymi poglądami, rysunkami trójkątów w trójkątach (to o Wszechświatach-Wieloświatach; dlaczego nie kulach-matrioszkach? – nie wiadomo) porównań jeansowo-spodniowych (to o Wszechświecie) i o dziurach w nich, które coś ważą (!) odkryto też „dziesięcioświatowe WSZYSTKO”. Przywołano też „wieloświat od strony bytów maksymalnych opisywany dotychczas językiem filologicznym”. Każdy ma swoją jedyną TEORIĘ (nie hipotezę – broń B...!) . Dyskusja się toczy. Nikt się jeszcze nie bije. Kurtuazyjne ukłony się wymienia. A piana z pyska pewnie niedługo zacznie się toczyć (bo niby dlaczego ma to być kulturalny wyjątek w tym chamskim świecie?) . Może jednak u naszych uczonych blogerów gdzieś w ich podświadomości i nadświadomości tkwi jak drzazga poczucie grzeczności i dobrych manier. Dlatego, mimo że (jak pisze jeden z szanownych blogerów): „Ja tylko ten chaos zrozumiałem i ujawniam Wszystko - Jedno, Jedność, Wieloświat, w porządku. W ten sposób przyczyniam się do stworzenia Nowej Rzeczywistości w Wszystkim, do stworzenia innego, większego, lepszego Wszystkiego.” – dysputy toczą się na unikalnym nawet w Salonie przyjaznym poziomie.
Czas powiedzieć swoje:
Nie jestem uczony (wypadało by powiedzieć „a swoje wiem”) i mimo braku dostatecznej wiedzy intrygowało mnie to, że Wszechświat się rozszerza. Jest więc "COŚ" i to coś (czyli Wszechświat) się rozszerza... w co się rozszerza? W NIC czyli w PUSTKĘ albo inaczej w PRZESTRZEŃ. Stąd wniosek, że to, w co się Wszechświat rozszerza musiało istnieć jeszcze przed Wszechświatem. Czyli PRZSTRZEŃ była i jest przed Wszechświatem i tak być musi, bo w co by się ten biedny Wszechświat mógł rozszerzać? jak on to robi? W nieistniejące NIC? Czy w istniejące NIC? Nic nie rozumiem... i moje szczęście, że nie jestem uczony! Pewnym sensownym dla mnie wyjaśnieniem była nabyta wiedza, że istnieje współzależność między czasem a przestrzenią: czas zmienia się w przestrzeń – i odwrotnie. To jednak było mało, dałem wyraz mojej dezinformacji i zostałem pouczony: „...z tym, że światy wieloświata nie kurczą się i rozszerzają na przemian, tylko się symetrycznie, adekwatnie zależnie jeden od drugiego rozszerzają, jak Wszystko, ponieważ to jeden układ współrzędny. Jak się rozszerza to cały układ, a jak się kurczy, to cały układ” i: „Wszechświat nie jest skończony. Gdyby był skończony, to by go nie było. Wszystko co jest skończone obraca się w nicość. A wszechświat należy do Wszystkiego, a nie do nicości. Jeśli uczeni tak obliczyli, to oni są skończeni jako uczeni.” – No to całe szczęście, że nie jestem uczony. Tylko, że Wszechświat trwa więc był zaczęty, a wszystko co zaczęte musi kiedyś być skończone... Co z nieskończonością? TYLKO NICOŚĆ MOŻE BYĆ NIESKOŃCZONA (i chyba jest!).
Kosmologiczna dyskusja trwa – nie tylko w blogach salonowych. Najbardziej poważne pisma naukowe drukują najmądrzejsze myśli największych uczonych. Wypowiadają się fizycy, matematycy, filozofowie... Cały w tym ambaras, że wszystko to są hipotezy, które zmieniają się w miarę wzrostu światowej wiedzy. Nigdy jednak – moi drodzy – rozum ludzki nie będzie w stanie zrozumieć PRZYCZYNY POWSTANIA WSZECHŚWIATA/ÓW i BYTÓW NIESKOŃCZONYCH – i to jest moja TEORIA i przy niej pozostanę!
P.S.
Dlatego religie mają tę przewagę nad nauką, że wiarą zastąpiły domysły.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)