Działania naszych władz wobec przejawów obywatelskiej ekscytacji są dwukierunkowe: dobrze - jeżeli popierają rząd i inne aktualne władze; źle, bardzo źle - jeżeli nie są po myśli władzy. Tak np. z tymi zniczami i kwiatami przed Pałacem Prezydenckim. Władzom się nie podoba, a ich reakcja z kolei nie podoba się obywatelom. Przykład: "Płomień na zniczu symbolizuje życie, które tak jak świeca z czasem wypala się i gaśnie. Obraz palących się zniczy wrzucanych łopatami na ciężarówkę to hańba dla Prezydent Warszawy, dla rządzącej w Polsce Platformy Obywatelskiej." (Bloger GRZECHG).
A co by zrobili Anglicy? Znany przykład: przez park zamiast po istniejących ścieżkach, ludzie chodzili nagminnie "na przełaj" . Władze miejskie zaczekały na opad śniegu, sfotografowały wydeptaną przełajową ścieżkę i najszybciej według tego wzorca wykonały nowe przejście - takie jakie ludziom się podoba.
Mamy kwiaty i znicze. Dokładnie wiemy, że określonego dnia, w określonym miejscu, z określonej okazji, pojawią znicze (które niestety zabrudzają płyty chodnikowe) oraz kwiaty (które szybko więdną i też są uciążliwe).
Gdybym był Anglikiem, to po analizie danych z przed roku umieściłbym estetyczną lecz prowizoryczną tablicę z napisem "Ku pamięci Ofiar Katastrofy w Smoleńsku" i na niej poniżej lub obok niej inną z mniejszymi literami "Tu składać kwiaty" i "Tu skladać znicze", przygotował odpowiednie miejsca z dobrą podkładką chroniącą fakturę chodnika. Następnie poprosiłbym harcerzy, aby w ramach obywatelskiego czynu dopilnowali zgrabnego układania dowodów pamięci i sukcesywnego usuwania wypalonych zniczy. Następnego dnia słuźby porządkowe przywróciły by "status quo ante".
Pani HGW - do sztambucha!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)