bilbo bilbo
645
BLOG

Skwieciński a Ziemkiewicz – dziennikarstwo

bilbo bilbo Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Skwieciński a Ziemkiewicz – co ma wiatrak do piernika? A ma! .... (o tem potem) ***)
 
Wysoki poziom, bardzo wysoki poziom polskiej publicystyki informacyjnej i opiniotwórczej przekroczył poziom naczynia (pucharu lub nocnika – zależy od postrzegania zawartości) i przelewa się, wprost leje się, szeroką (wonną lub cuchnącą – zależy ...j.w.) strugą po głowach czytelników, przenika i zatyka uszy, wlewa się do ust (ze smakiem lub odrazą... tak samo) i – co ciekawe – nie zawsze i nie wszędzie powoduje właściwe odruchy, czyli reakcje: zadowolenia i poparcia lub adekwatnego do stanowiska obserwatora – wstrętu i oburzenia. W większości publika (czytelnicy) łyka to bez oporu według klasycznego już powiedzenia: masy wszystko....
Nie byłoby wielkiego problemu, bo sztuka świadomego czytania nie jest aż tak bardzo rozpowszechniona, gdyby nie również powszechnie znane zjawisko, że kłamstwo i fałsz dostatecznie długo powtarzane stają się prawdą. Jedni szerzą fałsz, a drudzy mu ulegają. W publicystyce fałsz (w postaci świadomego kłamstwa lub nieodpowiedzialnego bełkotu) tworzony przez jednostkę, staje się groźny dopiero wtedy, gdy zostanie rozpowszechniony. Czyli: nie autor jest godny potępienia, tylko redakcja, która ten fałsz „puszcza w świat” i redaktorzy (poboczni), którzy w innych mediach poważnie nad nim „dyskutują”. Dla redaktora, który „chce przeżyć”, ważniejsza od prawdy w dyskusji jest ilość głosów, poziom adrenaliny uczestników, liczba kliknięć w internecie i co najważniejsze: zadowolenie tych co „sypną forsą” (aktualnie rządzący, wydawcy, reklamodawcy i....wiadomo). Autor, gdy jest przychylnie znany (czyli gdy zadawala jakąś część czytelników, słuchaczy lub innych celebrytów salonu) może pisać cokolwiek (nawet głupstwa i kalumnie) a i tak się go drukuje, zaprasza do telewizyjnych czy też radiowych dyskusji (casus: Kuczyński, Sadurski, Niesiołowski). Takich autorów, którzy nie szanują prawdy i czytelników widujemy (i niestety czytamy) nawet w – uważającej się za obiektywną i zrównoważoną – gazecie: „Rzeczpospolitej”.
 
 Ostatnio duże wzburzenie wzbudził artykuł Piotra Skwiecińskiego w dziale „opinie” tej gazety („Smoleńsk na czarno-biało” – 01/06 12). *) **)
 
Autor z zapałem atakuje profesora Biniendę (i to nie za jego ekspertyzę, lecz za postawę) – ma do tego prawo zgodnie ze swoimi sentymentami. Pisze wprawdzie bez sensu – ale też ma do tego prawo. Dlaczego jednak redakcja kwalifikuje te, podane z zawiłą logiką, enuncjacje do druku i skazuje czytelników na męki i stratę czasu oraz niepotrzebne emocje? Dlaczego musimy czytać i przyswajać (na życzenie redakcji) takie nagromadzenie fałszów i bzdur? Autor wpierw daje do zrozumienia, że nie bardzo mu odpowiada stanowisko Biniendy w sprawie katastrofy smoleńskiej, a wyniki badań profesora traktuje pobłażliwie jako rodzaj maniactwa, lecz ma mu za złe, że profesor wyręcza dziennikarzy i sam, w licznych spotkaniach upublicznia swoje tezy. Tak można zrozumieć, że: Binienda bredzi i swoimi niedorzecznymi wyliczeniami i symulacjami w sposób szkodliwy mąci ludziom w głowach.
 
Po takiej jednostonnie negatywnie ocenionej sylwetce profesora (w czym wtóruje autorowi redakcja gazety, umieszczając na ćwierć strony adekwatną ilustrację: Binienda z mikrofonem (!) w ręce), autor przechodzi do zainteresowania się działalnością naukowca przez wojskową prokuraturę. (Nam) wiadomo: profesor szkodzi państwu rozpowszechniając nieprawdziwe wieści, więc zajęła się nim prokuratura. Wzywa go na przesłuchanie, ale on kręci, unika i znika... Sprawa się rypła. Prokuratura robi dobrą minę do tej nieudanej gry. I spoko... Ale nie autorowi – nieobywatelską postawę Biniendy trzeba napiętnować, lecą słowa, frazy bez sensu i umiaru. Zdezorientowany czytelnik posuwając się (z trudem) w gąszczu zmiennych ocen (zły – naukowiec publicysta, dobra – prokuratura). Jest w końcu skłonny uznać „dobrze, że tego szkodnika, tę stonkę, diabli wzięli do jego Ameryki”. Aż tu ostatnie zdanie: „...choć profesor zachował się w sposób...mało poważny, to prokuratura wojskowa....powinna zaproponować Binendzie spotkanie na terenie Stanów Zjednoczonych....i ustalenie dalszej współpracy między prokuraturą a profesorem....” I po co było tracić czas na czytanie (i wyrabianie sobie opinii), jeżeli jednak ten profesor sobą coś reprezentuje (taki piękny rusycyzm!) i ma jakieś godne uwagi spostrzeżenia, którymi może rozproszyć wątpliwości prokuratury i nas?
Czy autor bredził bez sensu i sam sobie zaprzeczał? Czy redaktorzy obiektywnej i poważnej gazety czytali to?
I co...?
A może to ja bredzę, to mnie należy zamknąć do psychiatraka? Może? Jednak jak zamykać to, proszę, w towarzystwie. Taki jeden („toże” redaktor) Ziemkiewicz doszedł „na dniach” do dosyć podobnych ocen naszej publicystyki, by po wielu ujemnych przykładach zająć stanowisko:
„...To jest naprawdę tylko jeden z wielu, bardzo wielu przykładów. Można by streścić "dziennikarstwoIII RP" parafrazą z wiecznie żywego na salonach Marksa: "dziennikarze mają nie pokazywać rzeczywistość, ale ją zmieniać". Jak zmieniać? Wpływać zarówno na świadomość, jak i na podświadomość. Usuwać ludziom sprzed oczu to, co nieprzyjemneza to budować poczucie dumy i radości. Tak długo, oczywiście, jak długo władza potrzebuje dumy i radości. Jak "zapotrzebuje", żeby społeczeństwu "zabezpieczyć stracha" (jak to ujmował Kolega Kierownik), to wtedy się mu pokaże to, co na razie wstydliwie jest chowane....” ***)
Z dużą przykrością muszę się przyłączyć do opinii Rafała Ziemkiewicza:
„Lemingom, którzy pazurami trzymają się wpojonej im przez tę propagandę wizji świata, ubliżając, plując i dławiąc się nienawiścią, mogę tylko współczuć. Dużej części pracowników mediówteż, bo wiem, że wkręceni w tę maszynkę kłamstwa często manipulują, bo sami zostali zmanipulowani. Choć tu moje współczucie ma charakter warunkowy: czasu na stukniecie się w głowę, opamiętanie i pokutę jest coraz mniej.”***)
*) „Skwieciński rozjeżdża Binendę –  http://bilbo.poznan.salon24.pl/422817,skwiecinski-rozjezdza-biniende
***) http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz-mysli_nowoczesnego-endeka/news/odmawiam-miana,1804588
 
 
 
 
 
bilbo
O mnie bilbo

spokojny i wyrozumiały (lecz z ograniczeniami:dla głupoty i złych intencji

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości