Bondaryk się podał do dymisji ... i nie ma Bondaryka. Pół Polski się cieszy i strzelają korki szampanów, ale... drugie pół Polski patrzy po sobie ze zmieszaniem i pije wódkę w roztargnieniu. A trzecie pół Polski (to najmniejsze) patrzy, obserwuje i duma: z czego wy się cieszycie głupole i czego wam (tym drugim) nie w smak?
To było tak w PRL: co jakiś czas następowały zmiany w Biurze Politycznym (w końcu w kraju najwyższa lokalna władza) i wszyscy dywagowali, że może jakieś zmiany, że się polepszy, że będzie lżej. Wkrótce się przekonali - jak jest! Z uzyskanego doświadczenia powstała anegdota: "tak czy owak zawsze Zenon Nowak" (to był najbardziej obrzydliwy typ), a po każdej zmianie był tam znowu. I gdy przy którejś kolejnej zmianie wreszcie zniknął Zenon Nowak - wszyscy się cieszyli. Nie miało znaczenia, że jego miejsce zajął jeszcze bardziej obskurny, twardy gnój... ważne, że nie ma Zenona Nowaka. To był coś tak na miarę druha Borucha: niema druha....
Luuuudzieeee... cieszcie się, że macie rok z 13-tką może im to zaszkodzi i stanie się oczywiste, że: nie ma druha Bondaryka i jego kolesiów i innych generałów z szoferskiej gidii.*)... nie ma ich wszystkich...
*) http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/476132,tajemnice-szefa-bor


Komentarze
Pokaż komentarze (2)