Ustąpienie Papieża Benedykta XVI stało się znakomitym pretekstem do wzmożenia walki z Kościołem Katolickim. Pochylając się z zatroskaniem nad biednymi opuszczonymi owieczkami Kościoła i niesamowitą „dezercją” Papieża wszyscy filozofowie i „filozofowie” lewackiej i ateistycznej strony (a także małe kundelki – jak ich nazwał ś.p. Prymas Glemp) przystąpili z zapałem do destrukcji Kościoła i Religii Katolickiej. Z pełnym udawanego zatroskania tonem zaczęli dywagacje nad tym, czy Papież zaparł się Boga i jak swoją decyzją zaszkodził Kościołowi i Religii Katolickiej (! SIC). Klasycznym przykładem jest głos Katarzyny Guczalskiej – naukowca z UJ doktora nauk filozoficznych (specjalistka w naukach G.W.F. Hegla), która po obszernych wywodach, na czołowym miejscu w Salonie24, stwierdza autorytatywnie:
„W perspektywie teologicznej mamy tu do czynienia z Piotrowym zaparciem się Boga; to szokujące wyznanie: papiestwo to zwykła funkcja, kościół to zwykła instytucja, którą się zarządza. Katolicy nie mają wyjścia: instytucja papiestwa musi zostać przemyślana na nowo.”
Osoba, z natury swej nauki, przeciwna Kościołowi – czyli walcząca z Kościołem i Religią Katolicką – śpieszy z pomocą i wskazówkami, jak mają się zachować wyznawcy Religii Katolickiej. Ten pośpiech i te drastyczne sformułowania dają jaskrawy dowód aktywnej postawy antyreligijnej. Autorkę zadowoli dopiero pełne potępienie Benedykta XVI przez dotychczasowych wiernych i wyciągnięcie konsekwencji z braku takiej reakcji u dostojników Kościoła, przez gremialne i publiczne odejście od niego. Autorka – jak wielu innych, jej podobnych – dochodzi do konkluzji:
„Papiestwo to administrowanie i polityka – nie mistyka. Okazuje się zatem, że retorycznie forsowane „zastępstwo” było jedynie czczym wymysłem, polityczną fikcją, którą dyskurs o „byciu zastępcą Chrystusa na Ziemi” miał jedynie umacniać. Ma to swoje daleko idące konsekwencje. Chrzest nie oznacza włączenia ludzi w Ciało Mistyczne Chrystusa, jakim miał być kościół katolicki, ponieważ jego zastępca nie jest wcale tą osobą, przez którą sam Chrystus w sposób widzialny rządzi na Ziemi.”
Takie sformułowanie ma rodzić przekonanie , że Kościół to tylko przedsiębiorstwo z siedzibą w Watykanie i że to przedsiębiorstwo ma zwykłego, usuwalnego prezesa i radę nadzorczą ... i – w związku ze swoją strukturą i znanymi w świecie świeckim obyczajami – z „przekrętami” i innymi nadużyciami finansowymi itd. itp. Autorka świetnie wpisała się do wielkiej akcji mającej na celu usunięcie Kościoła Katolickiego i Religii ze Świata, Europy i wreszcie Polski (dotychczasowej ostoi religijności i „przedmurza chrześcijaństwa”).
Zostawmy ciężko schorowanego Papieża z jego osobistym dylematem, czy demonstrować przed całym światem postępującą deprecjację fizyczną i kolejne zanikanie funkcji życiowych, czy też sprawić zawód sadystom z obozu antykościelnego i pozbawić ich radosnych dla nich widoków. Tenże obóz w swoim zacietrzewieniu sięga dalej: przytacza – jako dobry – przykład Jana Pawła II, że cierpiał publicznie do samej śmierci. JPIIbył młodym, zdrowym i silnym człowiekiem. Próbowano go zamordować. Uszedł z życiem i postanowił swoje cierpienia dać w ofierze jako świadectwo wiary i pokazać mordercom, że ducha mu nie złamali. Tego mu właśnie nie mogli darować znani przeciwnicy Kościoła. Wielokrotne wypowiedzi publiczne różnych urbanów i tym podobnych „ubolewały” nad kompromitacją papieża i kościoła. Wtedy byliby skłonni zapomnieć o obowiązującej posłudze „aż do śmierci” i wielkimi butlami szampana podkreślaliby swoje zwycięstwo.
Świat, w którym żyjemy, czyli właściwie część Świata (Północna Ameryka i Europa) znajduje się pod władaniem różnych odmian lewicy (często dla zmyłki nazywanymi liberałami) i będącymi pod destrukcyjnym wpływem ideologii i pieniędzy (dużych!) płynących ze Wschodu – jego wschodniej mafii. Ich celem głównym jest zlikwidować wpływy katolicyzmu i w końcu całej tej religii. Rozpętana przed prawie stu laty walka o panowanie nad Światem zaczęła się od walki z chrześcijaństwem. Ta działalność destrukcyjna dała pewne wyniki, lecz nie takie jakich oczekiwali jej inicjatorzy i ich następcy. Przyroda (i ludzkość) próżni nie znosi i ludzie zawsze będą w coś wierzyć (choćby zabobony). W tę próżnię szybko zaczęła się wciskać religia mahometańska.
Silna emigracja z krajów muzułmańskich do USA i Europy (szczególnie do Europy) ułatwiała jej zainstalowanie. Coraz więcej meczetów w Europie i strojów muzułmańskich na ulicach jest tego widocznym dowodem. Chyba nie zależy nam na tym, aby Europę i Polskę zalała religia mahometańska: aby zamiast 10-u przykazań nastąpiło prawo szariatu? Kultura europejska jest ściśle związana z chrześcijaństwem, a w tym z Kościołem Katolickim. Walka z religią u nas jest też walką z naszą kulturą. Podcinamy tę przysłowiową gałąź!
Dlatego wołam: Polacy opamiętajcie się!


Komentarze
Pokaż komentarze (5)