tak kolejny zidiociały dziennikarz zrelacjonuje (być może) wyrok na Katarzynę Waśniewską, jeżeli opinia biegłego i oskarżenie zostaną potwierdzone.
Od dłuższego czasu prześladuje mnie występujące we wszystkich (lub prawie wszystkich) publikatorach określenie „mama Madzi” :
Mama Madzi w areszcie (Urze); pamięta mama Madzi. Policja (Gazeta Wyborcza); Policja, Rutkowski i mama Madzi.; i wideo o mama Madzi gazeta; jak mama Madzi w bikini na koniu nie widziałem od lat. O co chodzi?" – napisał o artykule "SuperEkspresu" Konrad Piasecki." itd.
Rozumiem, że w telewizji, gdy owa dzisiejsza celebrytka wygłaszała swój apel do porywaczy, wzruszony redaktor chcąc podkreślić tragizm sytuacji użył określenia „mama Madzi”. Wtedy było ono na miejscu i ocieplało wizerunek zrozpaczonej matki. Mogło to zdrobnienie funkcjonować przez kilka dni – aż KW nie przyznała się do ukrycia zwłok dziecka. Od tej pory (wybaczcie szanowni panowie i panie dziennikarze) dalsze używanie tego zwrotu świadczy co najmniej o infantylności (aż do bezmyślności lub partactwa zawodowego). Jeżeli będziemy godzić się na takie pomiatanie polskim językiem i eskalację określeń, których dziennikarz nie rozumie – nie wyczuwa – lub którymi czasem nieodpowiedzialnie próbuje ironizować, to sami – my, odbiorcy – także zidiociejemy .
Jeszcze trochę, a będziemy czytali: „30-latek XY zabił tatusia nożem i pokroił jego ciało, a następnie zgwałcił mamusię i udusił ją poduszką. Sąd skazał wyrodnego synka na dożywocie” i.... łykniemy to bez sprzeciwu.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)