Idzie Nowe, idzie Lepsze... a lepsze jest wrogiem dobrego, więc jasne jest, że Stare (choćby nawet było dobre) musi ustąpić Nowemu. Świat (a przynajmniej jego część judeo-chcreścijańska lub czysto chrześcijańska) zmaga się w konwulsyjnych drgawkach z nową naukową wiarą, jaką jest genderyzm i podobne ruchy społeczno-religijne. W kilku ostatnich dniach mieliśmy już w Polsce słowne i fizyczne starcia i zwarcia w walce o przekonania i o dominowanie w życiu społecznym oraz o skuteczne zmiany prawne. Wierzący tradycyjnie w Boga i w historycznie ugruntowane pryncypia zaczynją się bronić (chyba trochę nieudolnie) przed postępującymi w agresji atakami wyznawców nowej wiary – wiary naukowej! Ci ostatni (którzy chcą stać się pierwszymi) twierdzą, że nie wwierzą – że w nic nie wierzą. Nie jest to jednak prawda. Człowiek – jako zwierzę myślące – zawsze w coś wierzy. Niezależnie od tego co nazywamy religią, wierzymy w różne – czasem drobne, a czasem bardzo poważne sprawy. Jedni wierzą lub wierzyli w człowieka, jak na przykład Gustaw Morcinek („Ludzie są dobrzy”), Antoni Saint-Exupery („Mały Książe”), Maksym Gorki („Człowiek to brzmi dumnie”) itd.itp. Inni wierzą w naukę i różne jej odmiany („Wielki Wybuch\\’, Ewolucja) i są wreszcie tacy, którzy wierzą, że człowiek może sam o sobie stanowić i sam siebie określać i sam sobie wybierać płeć, upodobania seksualne czy sposoby i środki do odurzania się. I tu zaczyna się Genderyzm!
Przestało być modne hasło (które najtrafniej wyraził Majakowski): „jednostka niczym, jednostka bzdurą”. Teraz – tu i obecnie – jednostka chce być wszystkim, a przede wszystkim odwrócić dotychczasowy porządek rzeczy. Młodzi zawsze lubią się buntować i zawsze chcą czegoś nowego, świeżego, „lecz cały w tym ambaras”, że trudno jest wynaleźć coś nowego i sensownego. Wpierw odrzuca się to co stare i przeżyte – nieatrakcyjne, a tworzy się nowe z kompilacji starych lecz mniej znanych lub odrzucanych pomysłów i zachowań.
To nowe nie jest więc wcale takie nowe i dobrze potrafi się w nim znależć zarówno klasyk (już prawie na umarciu) Bauman i naprawdę młody chłopak w złotej sukience skaczący po podium wykładowym na wykładzie księdza profesora Pawła Bortkiewicza w proteście przeciwko krytycznej oceny genderyzmu. Dumnie i wyraziście ten chłopako-dziewczyna pokazał/a publicznie swój wybór płci (a może tylko maniery?). Zadziałał/a w imię genderyzmu, a przyklasnął mu obecny słuchacz-profesor i kilka prominentnych osób – wyznawców/czyń tegoż genderyzmu. Toczące się po różnych Salonach dysputy i dyskusje pro- i kontra-genderyczne nabierają rozmachu: nowe wydarzenia, nowe oburznia... i nie ważne, czy za przeszkadzanie w wygłaszaniu wykładu akademickiego, czy za ”brutalną akcję policji”. Ważne, aby być przeciw!
Niewątpliwym faktem jest, że z lewicowych i coraz bardziej w lewo skręcających poglądach tzw. Zachodu, korzystają różne marginalne dotychczas ruchy społeczne i nawet wyraziciele poglądów dotychczas uznawanych za dewiacje. Młodzi ludzie o niewyrobionych poglądach albo spaczonych wychowaniem komunistycznym, chętnie i gorliwie przystają do tych „nowinek”, a ponieważ jest ich dużo i często są bezrobotni lub nie mają określonego celu w życiu, masą, krzykiem i siłą wzmacniają tę modną lewicową lewackość i chyba skutecznie doprowadzą do jej przewagi.
Dzisiaj, publiczne skakanie po stole na uniwersyteckim wykładzie, umalowanego chłopaka w sukience wielu, nawet profesorom uniwersyteckim, nie przeszkadza, a paradowanie po ulicach i w obiektach publicznych staje się „normalką” i dużą szansą rozwojową.Wróćmy zatem do naszych baranów: tytułu notki.
Za paradowanie – nie publiczne – a we własnym mieszkaniu – w damskiej sukience senator Krzysztof Piesiewicz stracił 239 000 zł, bo gdyby ujawniono nagranie jego czynów byłby skompromitowany wobec wszelkich odmian Salonów opiniodawczych i władz. A przecież on był tylko prekursorem obecnych zachowań i wyborów seksualno-obyczajowych. Stał się ofiarą, bo wyszedł przed orkiestrę. Dziś powinien być (przynajmniej dla genderowców) symbolem nowego porządkowania świata. Został męczennikiem za swobodę przekonań i wyboru płci. Należy mu się pomnik. Apeluję do pań: prof. Magdaleny Środy, Kazimiery Szczuka, Wandy Nowickiej, Kingi Dunin – bo przecież kobiety potrafią być najbardziej skuteczne, gdy chcą – aby powołały komitet społeczny dla rehabilitacji senatora Krzysztofa Piesiewicza i zbiórki na jego rzecz utraconych 239 tys.zł. a ponadto upamiętnienia jego odważnego wyboru samostanowienia płciowego przez wystawienie odpowiedniego czynowi pomnika.
Wierzę (też czasem w coś wierzę), że pan senator dostanie odpowiednio wysoki order i zajmie należne mu miejsce i znajdzie odpowiednie poważanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)