bilbo bilbo
3531
BLOG

Olimpijskie podwójne sedesy – wyjaśniam

bilbo bilbo Rozmaitości Obserwuj notkę 75

 


W świecie, a także w Polsce furorę robi zdjęcie podwójnych sedesów w olimpijskich hotelach w Soczi. Pierwsze zdjęcie opublikował jakiś zachodni korespondent, a teraz mnożą się one, plus oczywiście sążniste, mniej lub więcej złośliwe komentarze. Wszyscy komentujący to dziwo nie mogą pojąć po co i na co dwa sedesy obok siebie w jednej ubikacji. Niektórzy „znawcy” Rosji, którzy kiedyś byli Pociągiem Przyjaźni w Moskwie, opisywali ubikacje w tamtejszym głównym magazynie (taki ówczesny market), gdzie ubikacje dla klientów miały formę małych klitek lekko odgrodzonych dyktą i wahliwą kilkudziesięciocentymetrową przesłonką wejściową (lub nawet bez niej – gdy oderwana). Takie osoby chętnie tłumaczą: miały być pomiędzy sedesami przesłony ale czasu zabrakło i tak jak wiele innych niedokończonych instalacji poszło...

Jest jednak i drugie zdjęcie, gdzie muszla umywalni jest o ponad pół metra od kurka na wodę. To już coś tłumaczy: po prostu były plany i było wykonawstwo (były diengi i wodka) i to się tak trochę rozeszło – każdy wykonawca miał swój plan i na nim swoją lokalizację. Jeden zakładał wodociąg i kurek a drugi ławę przyścienną z umywalnią. To nawet wyglądało sensownie (?). Sam widziałem w PRL jak wybudowano przepust nad szosą (bo wpierw był przepust).  Potem, aby ukryć niedoróbkę, musiano nadsypać wiele metrów szosy, która stała się garbata. Podobnie było z płotem, takim solidnym cementowym, który bez mała zawisł w powietrzu, bo plantowanie terenu pod budowę fabryki się opóźniło, a płociarze swoje zrobili.

Nie są to poważne tłumaczenia. Dla mnie sprawa jest prosta i ją chętnie i bezpłatnie wyjaśniam:

Jak wiadomo istniało państwo, które nagminnie kopiowało wszystko co nowoczesne z Zachodu. Skopiowano samoloty, skopiowano bomby atomowe itd. itp. Teraz trzeba było szybko zbudować nowoczesny hotel i odpowiednio go wyposażyć. Stare przyzwyczajenia pozostały. Mamy plany wnętrza hotelu: tu okna, tu drzwi, tu tapczan tam stolik i teraz przestrzeń higieny osobistej. Co mówi projekt, na który spoglądamy i który za niewielkie lub żadne pieniądze zdobyliśmy i teraz go „adaptujemy”? Oczywiście wanna – skreślamy, wystarczy prysznic. Następnie sedes – konieczny. Obok jakiś taki sam sedes i gdzieś tam na planach napisano „Bidet”. Czort wie do czego to jest, ale ktoś bywały w świecie wyjaśnił – dobra niech te imperialistyczne Amerykanki mają. Niby wszystko w porządku. Czegoś jednak zabrakło: wyjaśnienia wykonawcom co mają założyć. Dla nich to były dwa identyczne z wyglądu (na planach) „ustrojstwa”. Założyli i po kłopocie.

Można jednak przyjąć drugą wersję wyjaśnienia: Miał być sedes i bidet, ale ten co zajmował się logistyką zliczył wg planu (rysunek schematyczny taki sam) i nie miał wątpliwości – zamówił same sedesy. To też zbyt duże uproszczenie: zamówił (w dużym nadmiarze) sedesy i bidety, ale u dostawcy bidetów nie było. Co zatem zrobić? Wykonawcy płacą za wykonaną robotę. Na podłodze są założone odpowiednie przewody. Postawić jeden sedes i rozgrzebane rury? Zakładamy to co mamy, a komisja i tak się nie zorientuje. (Taka normalka znana nam z PRL)

bilbo
O mnie bilbo

spokojny i wyrozumiały (lecz z ograniczeniami:dla głupoty i złych intencji

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (75)

Inne tematy w dziale Rozmaitości