Blog
niesłuszne poglady
Bogusław Chrabota
Bogusław Chrabota dziennikarz
0 obserwujących 124 notki 81005 odsłon
Bogusław Chrabota, 17 kwietnia 2007 r.

Przekleństwo telewizji. Esej.

Tym razem proponuję duży esej o przekleństwie telewizji. W druku ukaże się w majowym numerze dominikańskiego pisma "W drodze". Jest fragmentem większej całości, czyli cyklu tekstów eseistycznych o współczesnych mediach. Będzie zatem jeszcze o internecie, konwergencji etc. Dziś pierwsza część. W następnych dniach kolejne fragmenty. Aha, fakt, że to esej, niech was nie przeraża. Tekst jest dostatecznie polemiczny.

Gdyby Pan Bóg raz jeszcze miał stwarzać świat, jak długo by myślał, jakie argumenty przywołał , żeby rozstrzygnąć o stworzeniu telewizji?Od czego by zaczął, czy od spojrzenia gdzieś w głąb faveli San Paulo, gdzie w zbitych z blachy falistej domach, telewizja jest jedyną alternatywą dla ulicy? Czy do przemoczonych styczniową wilgocią domków na Podlasiu, gdzie ów kolorowy kalejdoskop banału jest jedynym oknem na świat? A może, zechciałby zajrzeć do dysertacji uczonych, którzy jednomyślnie właśnie telewizję winią za upadek obyczajów, kryzys rodziny i erozję tradycji; bo to przecież ona niesie wzorce tak różne od wszystkiego dotąd. Od świata, który jeszcze trzydzieści lat temu zamykał się w bezpiecznym horyzoncie domu i ulicy, a jedynym co niosło groźbę kosmopolityzmu były szmuglowane przez szczelne granice wyklęte książki i kolorowe gazety…

Miałby Bóg zatem dylemat. Musiałby nie tylko zadać wiele niełatwych pytań, ale i znaleźć na nie dobre odpowiedzi. Musiałby policzyć ilu jest takich, którzy zastygają przed plastikowym pudłem z ruchomymi obrazkami na wiele godzin dziennie z uporem, z jakim nigdy nie chcieli klękać przed ołtarzem, albo nie umieli skupiać się nad książką i gazetą? Czy wynoszą z tego więcej wzruszeń, dobra i pokory, czy też więcej arogancji, bezduszności i wyobcowania? Dla ilu ten zastępczy światek w plastikowym pudle stał się sensem i radością życia? Dla ilu przekleństwem?

Trudno dociec, jak zawsze w kwestii proporcji dobra i zła; jak zwykle w świecie ocen moralnych.Jeśli wszelkie stworzenie ma służyć moralnemu dobru, to co z robić z głupotą w telewizji, co z rozbuchaną erotyką, przemocą, gwałtownością? Czemu służą? Czy jakkolwiek służą dobru człowieka? A jeśli nie dobru, to jak mogą być częścią stworzenia? Nie wchodząc zbyt głęboko w teologię; zło wywodzi się z zaprzeczenia woli boskiej. Zaprzeczenie wynika z wolnej woli człowieka. Czyżby zatem to co złe w telewizji miało swoje źródło w złych skłonnościach człowieka w koniunkcji ze sferą jego wolności? Czyżby więc wolność i tu niosła groźną przestrzeń dla zła? Pytania jakby nie nowe. A jakie odpowiedzi?

Poszukajmy. Czy znajdziemy?Co może boleć w telewizji najmocniej? Bezwzględna statystyka. Świadomość, że telewizja nas obezwładnia, otumania, zajmuje w naszym świecie więcej miejsc, niż mamy na miłość, lekturę i myślenie. Przeciętny Amerykanin ogląda telewizję bez przerwy przez aż 56 dni rocznie. Jeszcze niedawno takie dane wprawiały Polaka w osłupienie. To przecież (przy założeniu, że śpimy nie mniej niż 8 godzin) niemal jedna czwarta naszego życia. To ponad trzy godziny, czterdzieści minut na dobę. A reszta? Praca, spacery, rozmowy z dziećmi? Jeszcze dziś bierze nas na pusty śmiech. Ale śmiech cichnie, zamienia się w przerażenie, gdy sięgamy do analogicznej statystyki w Polsce. Okazuje się, że nie jesteśmy gorsi. Z naszym wynikiem 3 godziny 42 minuty dziennie oglądamy telewizję w skali roku o pół dnia dłużej od Amerykanów…

Krzywe zwierciadło? Krzywe. A co w nim widzimy? Takich samych ludzi, jak tamci za oceanem, którzy jeszcze nie dawno byli dla nas niedobrym wzorcem konsumeryzmu. Do dziś jeszcze wysyłamy sobie Internetem ich obrazki, otyłych do przesady, brzydkich, rozlazłych. Hej! Jesteśmy tacy sami. Że jeszcze jemy mniej chipsów, pijemy mniej piwa i coli? Tylko chwilowo. Już dziś siedzimy dłużej od nich przed telewizorem. Powoli przyjmujemy ich obyczaje, także kulinarne. Za ile pokoleń będziemy tacy jak oni? Jedno, a może dwa? A może już jesteśmy tacy sami?

Jeśli do owych niemal czterech godzin przed telewizorem dodamy kolejne przed komputerem, to standardy są niemal te same. Stajemy się jak oni. Stajemy się nimi. Kto na tym cierpi? My sami? Na pewno. Rodzina? A jakże. Dzieci, dla których brak czasu. Życie duchowe, intelekt, bo nie mamy czasu czytać książek. Nasze zdrowie, bo nie mamy czasu na spacery, wysiłek fizyczny; a więc, giną w świecie telewizji prócz szarych komórek również nasze muskuły, drętwieją ścięgna od ciągłego siedzenia na fotelu. Zamieniamy się powoli dzięki telewizji w otłuszczone człowiecze bryły, bardziej niż w nowego, medialnie „wolnego” człowieka.

Nie lubię statystyki bo jest bezwzględna. Nie dostrzega subtelności, choćby takich, że w indywidualnym przypadku można godzić telewizję z wysiłkiem fizycznym: chodzę na spacery i oglądam tv. Czy to możliwe? W życiu tak. Ale nie w statystyce. Statystyka to wyklucza. Owe niemal cztery godziny oglądania telewizji, to nie-przeczytanie niemal czterdziestu stron książki, dwóch gazet, nie wzięcie udziału w czterech mszach świętych i rezygnacja z dziesięciokilometrowego spaceru po lesie. Można dalej przeliczać… Ten czas, to pięć połów trzech meczów piłkarskich, dwa pełna seanse w kinie. Dwa spektakle teatralne. Ile mogłyby by przynieść wartości? Codziennie. Ile nie przyniosły, bo wybraliśmy telewizję? Ale czy na pewno nie przyniosły?

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • nie liczy się tylko wartość słowa, ale umiejętność jego dotrzymywania to apropos pewnego...
  • @Krzysztof Leski Krzyś. XXI wiek. Legalność zaczyna nabierać standardu globalnego, podobnie...
  • @kanap Wtedy było. Dziś nie jest. Ideowo ludzie z kręgu KLD w końcu lat 80 byli...

Tematy w dziale