Robert Bothari Wołkiewicz Robert Bothari Wołkiewicz
58
BLOG

Wykasują, czy nie wykasują - słów parę na temat Kataryny

Robert Bothari Wołkiewicz Robert Bothari Wołkiewicz Polityka Obserwuj notkę 2

Zaczynam takim tytułem bo przeczytałem na dziennik.pl , że za posty, które bronią „Dziennika” można stracić na salonie24 konto. Piszę pod własnym nazwiskiem i nie zamierzam ukrywać swoich poglądów. Jak okażę się „niepoprawnym politycznie” - trudno.

Analizując całą sprawę nie za bardzo widzę tu zamach Dziennika na Katarynę. Raczej to z czego początkowo drwił Dziennik - z nagłego jej przestrachu przed utraceniem anonimowosci. Do tej pory Kataryna pisała bezpiecznie i wygodnie skryta. Zadeklarowała, że poda swoje dane na potrzeby rozprawy sądowej, ale to mogło wydawać się dalekie w czasie i mgliste. Nagle ta zasłona została uchylona, co mogło wytrącić ją z równowagi. Otrzymany SMS spowodował stan zagrożenia a w takim człowiek nie myśli zbyt jasno. Nie twierdzę tu, że Kataryna jest tchórzliwa, czy że ma się czego obawiać. Absolutnie w drugą stronę - to jest raczej coś nowego, co spowodowało że na moment sytuacja wymknęła się jej z pod kontroli. Była bardzo znaną i poczytną blogerką. O komentarze prosił ją nawet Dziennik i nagle, ktoś chce wleźć z butami w jej prywatność. Absolutnie nie dziwię się jej reakcji - czyli rzuceniu słuchawką, jak to napisała Marta Stremecka. Nie dziwię się też, że w takim a nie innym świetle spojrzała na SMSa od redakcji (który swoją drogą faktycznie konstruowany jest fatalnie). Poczuła się zagrożona, więc zaatakowała. Ostrym i ciętym językiem poruszyła całą blog sferę. Moim zdaniem było to zupełnie niepotrzebne, gdyż zamachu na nią nie było żadnego.

Żeby nie było - mam nadzieję, że Dziennik nie pospieszył się publikując informacje o rzekomym zarabianiu pieniędzy przez Katarynę w TVP. Jeżeli tak - to jest to ogromne ośmieszenie się z jego strony. Na tą chwilę mamy wersję Dziennika (zarabiała) i Kataryny (nie zarabiała) i nie mam żadnych danych, by ocenić kto mówi prawdę. Na dwoje babka wróżyła. Nie widzę żadnego powodu by ciąć się za którąkolwiek ze stron, gdy nie mam sensownych informacji. Natomiast potrafię sobie wyobrazić sytuacje, w której redaktor mając poszlaki pisze je jako pewnik nie sprawdziwszy z braku czasu dokładnie. Ja bym tu obstawiał jak 3:2 na korzyść Kataryny.

Czy blog może być anonimowy - ależ oczywiście, że tak! Ja akurat pisze pod własnymi danymi, ale całkowicie rozumiem osoby, które chcą ukryć własne nazwisko. Prawo polskie daje taką możliwość - jest to ich wybór. Marka jaką jest Kataryna została przez nią wyrobiona wcześniej setkami postów i komentarzy. Stała się czymś rozpoznawalnym i wiarygodnym. I wszystko jedno czy to nazwisko, czy nick. Gdy w gazecie czytam artykuł i nie znam dziennikarza, jest on dla mnie nierozpoznawalny. To identyczna sytuacja z nieznanym blogerem. Jeżeli bloger złamie prawo w swoich wypowiedziach, to tak samo jak dziennikarz odpowie przed sądem, bo na wniosek sądu każde forum ma obowiązek dane osobowe przekazać. Będzie to bardziej uciążliwe, ale też możliwe.

Co do zjeżdżania przez Dziennik blogerów - bzdura. Pozwolę sobie zacytować PS artykułu Roberta Krasowskiego „List otwarty do obrońców Kataryny”

„Przepraszam większość internautów za powyższy list. Oczywiście nie jest on skierowany do nich, a tylko do tej wąskiej i hałaśliwej grupy, która samozwańczo nadała ton polskiej sieci. Co do tytułu listu wyjaśniam, że nie kieruję go do wszystkich obrońców Kataryny. Wielu z nich to poważni blogerzy i forumowicze, którzy posługują się rzeczowymi argumentami. Spór dotyczy jedynie tej hałaśliwej grupki, która za chwilę zacznie mnie wyzywać od zdrajców, żydów, pedałów, komuchów i szwabów. Jak sądzę, wszyscy mamy ich dość.”

Szkoda trochę, że nie jest to wstęp do tego listu, wtedy było by to bardziej czytelne. Pan Krasowski odnosi się do „troli forumowych”, które znamy wszyscy i które jak mi się wydaje wszyscy blogerzy na poziomie „mają w głębokim poważaniu”. Ani mi w głowie postało przejmować się bluzgami i pomyjami wylewanymi w internecie. Niepotrzebnie pan Krasowski się tym przejął i napisał ten list. Winien raczej spokojnie i otwarcie dyskutować z tymi, którzy podają argumenty, pozostałych ignorować.

Na koniec - dla mnie cała sprawa, jest wynikiem totalnego niezrozumienia intencji drugiej strony. Ani redaktorzy dziennika nie pomyśleli o sytuacji drugiej strony i ze typową z racji zawodu delikatnością zrobili co zrobili. Ani Kataryna nie przemyślała sytuacji na chłodno. Bo ani jedna ani druga strona ze swoich działań nie odnosi żadnych bonusów. Tu musiały grać emocje, nerwy i błędy. Obie strony przegrywają, bo nie pomyślały chłodno, zamiast kłapać ozorem (czy klawiaturami).

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka