Na wstępie chyba wypada mi przeprosić salon.24 i administrację za tytuł poprzedniego posta, czyli „Wykasują czy nie wykasują ...” Na szczęście w swojej wyjaśnił, że kasowano konta, które ujawniały imię i nazwisko Katarzyny. Tego oczywiście w artykułach na dziennik.pl nie było, a tylko stamtąd czerpałem informacje. Spokojnie dopisuje więc kolejna pozycję do listy dezinformacji zastosowanych przez dziennikarzy tego pisma. Moderatorów salonu - przepraszam.
Sprawa druga, którą wiele osób już zauważyło - drodzy dziennikarze (Michalski, Krasowski i wielu innych) zupełnie nie rozumieją internetu. Nie rozróżniają zwykłych trolli forumowych od blogerów. Jest jednak w tym co piszą ziarenko prawdy. Poczytnym blogerom przydarzają się wpadki i przegięcia, szczególnie w komentarzach do postów innych. Jest to objaw zbytniej bezkarności i poczucia bezpieczeństwa. Zawsze to jednak godzi w „markę” jaką jest nick danego blogera. Sam przestałem czytać kilka osób właśnie ze względu na język. Tak samo jak lekceważę blogi, których autorzy co drugi wpis zarzucają komuś żydomasonizm, próbę zawładnięcia światem, czy inne spiski. Czytam to, co wydaje mi się inteligentne. To jest właśnie marka. Taką na salonie maja kataryna, galopujący major czy T-73. Mało obchodzi mnie kim są w rzeczywistości i kto im płaci (choć wątpię czy akurat za blogowanie). Tak jak i mało mnie obchodzi jakie mają poglądy - czy lewicowe, czy prawicowe, czy też jakiekolwiek inne. Byle pisali rozsądnie, bo to za argumenty, fakty i język oceniam. Dokładnie tak samo oceniam dziennikarzy. Dla mnie Robert Krasowski jest tak samo dobrym podpisem jak kataryna. Przeczytam kilka artykułów każdego i będę czytał tego, kto pisze celniej, ładniej i prawdziwej. Gdy ktoś zawiedzie mnie w którejś z tych kategorii - będę czytał rzadziej, a może i w ogóle. Takie są prawa rynku czytelniczego / prasowego.
Niestety - tu właśnie dziennikarze się ośmieszyli. Mijanie się z faktami przez Dziennik w artykułach prasowych i internetowych, oraz wyraźne niezrozumienie blogsfery powoduje, że tracą w moich oczach bardzo dużo. Redakcja miała u mnie znaczny kredyt zaufania, który straciła. Dawniej zakładałem z dużym prawdopodobieństwem, że to co przeczytam na łamach gazety jest prawdą. Był to jedyny dziennik na którym wyrabiałem sobie opinie o wielu sprawach (tak, przyznaje się bez bicia, że uległem szumowi informacyjnemu). Teraz marka będzie mi się kojarzyła ze sprawą kataryny. Będę się po artykule zastanawiał - czemu służy publikacja, które informacje zmanipulowano i tak dalej. Nie, żebym wcześniej był bezkrytyczny - ale zastanawiałem się tylko nad sprawami, gdzie coś mi nie grało. Teraz będę musiał przesiewać większość. Szkoda.
Żeby nie było - społeczność blogowa też już straciła u mnie trochę. Nagonka na Dziennik jest aż niesmaczna. I nie mówię tu o trollach i inwektywach, tylko właśnie o elitach. Odczytywanie każdego zdania dziennikarzy jako ataku i wyciąganie z niego wszystkiego co najgorsze, to właśnie manipulowanie informacją. Szum jest nieproporcjonalny do wydarzenia. Ofensywa blogerów - tak samo. Nadal uważam, że SMS do kataryny nie był szantażem, a po prostu błędem młodej dziennikarki, zdenerwowanej nagłym „zerwaniem kontaktu” przez katarynę. To kataryna zrobiła z tego szantaż i rozdmuchała sprawę. Po co? Tak jak pisałem poprzedni - zapewne z nerwów.
Proponuję więc usiąść na spokojnie i uwzględniając czynnik ludzki, jeszcze raz przeanalizować sprawę.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)