Dziękuję wszystkim, którzy skomentowali mój inauguracyjny post. I z godnie z życzeniami i własną ochotą zabieram się do roboty na własnym podwórku.
Kilka dni temu otrzymałem od przyjaciela smsa: „No i będziesz miał tą swoją atomówkę”. Szybkie przewertowanie zakupionych gazet oraz szperanie w internecie i ze smutkiem stwierdziłem ze chodzi mu o tą litewską. Dopiero po chwili się zbeształem i zacząłem myśleć pozytywnie. Co nam to da?
Po pierwsze płacimy tylko 25% kosztów przedsięwzięcia i jesteśmy zmuszeni wybudować most energetyczny. Most energetyczny, to metoda dywersyfikacji dostaw energii. Na Suwalszczyźnie mamy bardzo mało elektrowni. Prąd jest tam stosunkowo drogi, bo mamy wysokie koszty transportu energii ze śląska. Teraz spadną. Bo energię z Litwy będzie można skonsumować na miejscu.
Po drugie będziemy mieć gdzie wykształcić fachowców. Po rezygnacji z budowy elektrowni w Żarnowcu około 6000 specjalistów od energetyki jądrowej albo wyjechało z kraju, albo przekwalifikowało się. Aktualnie osób natychmiast zdolnych do pracy w elektrownii mamy w kraju może ze 20. Taki obiekt potrzebuje ich kilkadziesiąt razy więcej. Szkolenie musimy zacząć już teraz. Kursy operatorów reaktorów to miliony złotych. Taniej będzie można zrobić to w elektrowni, w której mamy udziały. Będziemy też mogli posłać tam naszych ludzi na praktyki i nawiążemy dobre kontakty z fachowcami z państw bałtyckich.
Wbrew temu, co twierdzą organizacje ekologiczne prąd z elektrowni jądrowych jest kilkakrotnie tańszy od wiatraków czy biomasy i o 20-30% tańszy niż w elektrowniach konwencjonalnych. I ten prąd będzie mógł w części za 10 lat trafić na Polski rynek. Nawet po dodaniu kosztów przesyłu zyskujemy na tym.
Mój przyjaciel ucieszył się z jeszcze jednego. Elektrownia stanie poza naszymi granicami. To nie dla nas jest zagrożeniem. Problem bezpieczeństwa obiektów jądrowych to częsta fobia w naszym społeczeństwie. Spotykam się z tym na każdym kroku. Była ona zrozumiała jeszcze 20 lat temu. Dziś atomówki są w 100% bezpieczne. Zmieniła się sama konstrukcja reaktorów. Wymogi stawiane przez instytucje międzynarodowe (np. IAEA) są teraz ogromne. Przez to i koszty budowy elektrownii atomowych są wysokie. Ja nie miałbym nic przeciwko wybudowaniu elektrownii atomowej 3 km od mojego domu (to minimalna odległość, w której można to zrobić), bo miałbym blisko do pracy.
Jest jeszcze jeden argument. Ta inwestycja może pomóc w przekonaniu społeczeństwa właśnie o bezpieczeństwie i jakości pracy w przemyśle atomowym. Wedle badań Pentoru dla PAA (www.paa.gov.pl, raport do ściągnięcia) 61% Polaków popiera budowę elektrowni atomowej. Tu zgadzam się po części z panią Magdaleną Zowsik z Greenpeace - konstrukcja pytań w badaniu jest stronnicza. Nie widziałem poprawnie przeprowadzonego sondażu z ostatniego roku. Inny Pentorowski z przed 2 lat podaje 51% zwolenników. W tym pytania też były wątpliwe. Poparcie dla budowy takiej elektrowni koło miejsca zamieszkania to tylko 48%, a 2 lata temu - 31%. Widać, że liczba zwolenników rośnie. Największym poparciem cieszą się atomówki u osób wykształconych i młodych. Kierunek jest prosty - edukować, edukować i jeszcze raz edukować! A „Nasza” elektrownia na Litwie może wydatnie w tym pomóc.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)