Robert Bothari Wołkiewicz Robert Bothari Wołkiewicz
38
BLOG

Bunt lustracyjny - Czyli Polska moich dzieci.

Robert Bothari Wołkiewicz Robert Bothari Wołkiewicz Polityka Obserwuj notkę 3

Niestety znów nie ze swojej branży.

Czy można łamać prawo? Według Ulpiana: „Dura lex, sed lex. Czyli nie, niezależnie od tego czy prawo jest mądre, czy głupie. Prawo jest prawem i otwarte nawoływanie do jego łamania – jest jego psuciem. Takim pięknym przykładem, jakże polskiego „Sobiepaństwa” jest ostatni bunt lustracyjny. Drodzy dziennikarze i wszyscy inni, którzy pragniecie przyłączyć się do tego buntu, proszę o jedno: Nie niszczcie resztek poczucia poszanowania dla prawa w naszym kraju. Bo nam niedużo brakuje do stwierdzenia – nie podoba mi się ruch prawostronny. Od dziś jeżdżę jak w Anglii. Nie podoba się przepis prawny, to dążcie do jego zmiany, a nie buntujcie się. Tu jest za dużo strajków, a za mało pracy.

Urodziłem się w roku 1982, więc lustracja z przyczyn naturalnych nie dotyczy mnie bezpośrednio. Pośrednio – bardzo. Pewne zawody i funkcje: nauczyciel, dziennikarz, ksiądz, lekarz, polityk (proszę się nie śmiać), prawnik - opierają się na zaufaniu społecznym. Nie wyobrażam sobie pójść do spowiedzi do księdza donosiciela (a gdzie pewność, że ze spowiedzi coś nie wycieknie), słuchać historii z ust pracownika SB (tak, tak, a pod Grunwaldem pomógł nam Związek Radziecki). Przykłady można mnożyć. W takich zawodach lustracja powinna być pełna i obowiązkowa. To jednak pewna nierówność względem np. górników. Stąd moim zdaniem należy obowiązkowo zlustrować wszystkich. Uchwalona ostatnio ustawa lustracyjna robi pierwszy krok w tym kierunku. Do pełnego rozliczenia się z przeszłością.

Reakcja wielu osób przypomina mi stare przysłowie: uderz w stół, a nożyce się odezwą. Dziwię się dziennikarzom, którzy protestują przeciw takiej lustracji, bo kopią pod sobą dół. Przecież dobrze wiedzą, że nawet podejrzenie o donoszenie w ich zawodzie może podkopać wiarygodność. Czym jest wiarygodność dla dziennikarza, chyba mówić nie trzeba. Czy więc wszyscy, którzy są za buntem lustracyjnym byli donosicielami? Wątpię. To tylko kolejny przykład myślenia polskich elit – my jestem autorytetami, więc nas to nie dotyczy, to dla maluczkich. Wybaczcie – nie jesteście. Bo autorytetem mianują inni (samo mianowanie to ewidentna pycha) i w każdej chwili mogą cofnąć ten zaszczytny tytuł. Do tego nie jest on ani dożywotni ani dziedziczny. Na dokładkę demokracja to niestety władza ogółu. Nie mamy wymogów wykształcenia, czy majątku w głosowaniach, prawo ustanowione przez legalnie wybrane władze obowiązuje wszystkich. Więc dostosujcie się do zasad, o które sami walczyliście – do demokracji.

Już słyszę odpowiedź i narzekania: młodzi nie szanują starszych, nie mają autorytetów. Ależ mają. Tylko nie szukają ich wśród dziennikarzy, polityków, nauczycieli czy naukowców, a dookoła siebie. Wśród ludzi, których znają i którym ufają. Nasi mędrcy wpatrzeni w siebie, popełniają błąd wielu rodziców. Podkopują zaufanie dzieci do siebie nawzajem. I teraz zbierają śmietanką – młodzi im wszystkim nie ufają. Ujmę to tak: Salon obrzucał się odchodami, siedzi teraz w szambie po szyję i śmierdzi. Nie rozumiem, dlaczego mycie wzbudza taką niechęć i dlaczego mają pretensje do młodych, że się nie zbliżają.

Nie widzę żadnej różnicy między III i IV RP. To wszystko ten sam postkomunizm. Rządzą ludzie, którzy w komunizmie dorastali, żyli i uczyli się. Demokracji nie znają. Moje pokolenie, będzie żyło w postkomunizmie, czyli też jest skażone. Nadzieja w moich dzieciach, i w tym, że będą potrafiły stworzyć pomiędzy Bugiem i Odrą demokratyczny kraj. Parafrazując słowa piosenki Krzysztofa Daukszewicza: Ja was proszę panowie dziennikarzowie, byście się umyli i nie przeszkadzali. I nic więcej.

 PS. W przypadku posądzenia o prywatę informuję, że dzieci jeszcze nie mam, choć znam już ich matkę.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka