No to pora zabrać się za odpowiadanie na kolejne zarzuty zielonych (tych od greenpeacu, bo są i normalniejsi) do energetyki jądrowej. W praktyce powtarzają się zawsze te same.
1. Nie znaleziono bezpiecznej metody przechowywania wypalonego paliwa, które jest niebezpieczne przez miliony lat.
2. Każda ilość promieniowania jonizującego jest szkodliwa, więc musimy je ograniczać tak samo jak CO2.
3. Elektrownie jądrowe wybuchają jak bomby i musimy się ich wystrzegać. Do tego ryzyka awarii nie unikniemy. A nawet jak są bezawaryjne to emitują promieniowanie (patrz punkt 2.)
4. Są nieekonomiczne i prąd jest z nich kilka razy droższy.
5. Zachód odwraca się od energetyki jądrowej (vide Niemcy), więc to musi być złe.
6. Terroryści mogli przecież uderzyć nie w WTO a w elektrownie jądrową, a to byłby kataklizm.
7. Pluton z elektrowni jądrowych może być wykorzystywany do celów militarnych.
Ku rozpaczy zielonych naukowcy nie chcą się z nimi zgodzić w żadnym z tych punktów.
1. W Afryce już kilkanaście lat temu odkryto naturalny reaktor Oklo. Kilkadziesiąt metrów pod ziemią w żyle rudy uranu, nastąpiło takie jej zgęszczenie, że rozpoczęły się reakcje jądrowe. W normalnym reaktorze, po jakimś czasie nastąpiłoby „zatrucie” rdzenia produktami rozpadu, które są bardzo łase na neutrony, co spowalnia reakcję. Na szczęście przepływała tamtędy żyła wodna, która wypłukiwała je i wlewała do solankowej groty. Ten reaktor działał przez kilkaset milionów lat, a na powierzchni planety nie było nawet śladu jego promieniowania i nie wybuchł. Wszystkie odpadkowe, wysokoaktywne produkty rozczepienia (czyli odpady radioaktywne) leżą do tej pory w grocie. Nie dostały się do żadnego zewnętrznego obiegu. Dzięki odkryciu i zbadaniu tego reaktora wiemy juz jak zabezpieczyć nasze odpady. Pominąć można już nawet jakiej jakości pojemniki są produkowane i wymagane przez prawo do przewozu i magazynowania odpadów. (odporność na kwasy i zasady, konieczność wytrzymania pod wodą słoną i słodką setek lat, upadek z 60m na beton itd. To wszystko rzecz jasna bez rozszczelnienia).
2. Blaga lub błąd. Do każdego polaka rocznie dociera 3,5 mSv promieniowania jonizującego. Pracownik zakładu jądrowego może otrzymywać bezkarnie (chodzi mi o karę prawną) 20 mSv, a są na świecie miejsca, gdzie ludzie otrzymują kilka razy więcej i żyją bez żadnych wykrywalnych problemów zdrowotnych. Niebezpieczne są duże dawki promieniowania podawane w krótkim czasie. W środowisku naturalnym znajdziemy multum promieniowania, ale nigdzie nie jest ono niebezpieczne dla człowieka.
3. Elektrownia jądrowa nie jest w stanie wybuchnąć tak jak bomba. Są to zupełnie inne konstrukcje. Żeby zaszła reakcja niekontrolowana i pełna (jak w bombie, żeby to miało sens) potrzebujemy całej masy specjalnych warunków. To właśnie jest trudność skonstruowania bomby atomowej i dlatego tylko bardzo zaawansowane gospodarczo kraje są w stanie ją skonstruować. Polska nie była by tera w stanie tego dokonać. Eletrownia czarnobylska nie wybuchła. Tam było rozszczelnienie i uwolnienie pary (od biedy to można nazwać wybuchem, ale chemicznym) oraz gazów promieniotwórczych. Jeżeli chodzi o ryzyko awarii - to owszem, istnieje jak w każdym przemyśle. Jednak takie jak czarnobylska już nie pracują i takich awarii nie będzie. Stały się fizycznie niemożliwie z czysto fizycznych powodów - zmieniono konstrukcję reaktorów. Liczba zabezpiecznień jest ogromna, a wymagania techniczne wyższe są jedynie w przemyśle kosmicznym. Od 1986 roku (kiedy to fizycy nauczyli się bardzo dużo) w przemyśle jądrowym nie zginął nikt i nie udowodniono żadnych negatywnych dla zdrowia skutków pracy w nim. Do tego poza elektrownię nie jest uwalniane promieniowania jonizujące. Nawet wody wypuszczany z elektrowni mają tylko do 10 Bq / litr, podczas gdy woda morska ma 400 Bq/litr.
4. Argument ten jest zależny od sposobów liczenia. Należy pamiętać, że koszt pracy elektrowni jądrowej, to głównie inwestycja (około 80% kosztów) oraz wyłączenie (około 15%). Tylko 5% to bieżąca praca. Inwestycja opiera się na kredytach, bo inaczej ciężko jest o środki nawet największym firmom. I to koszt kredytu jest podstawowym kryterium. Do tego ważny jest czas działania elektrowni. Przeszło 95% dostaje od nadzoru jądrowego zezwolenia na pracę powyżej 50 lat. Jednak budżet układa się na 30. Gdy policzymy drogi kredyt i 30 lat pracy, to koszt prądu wychodzi 2x wyższy niż z konwencjonalnych (węglowych) elektrowni, co nadal jest 3x tańsze od „wiatraków”. Gdy weźmiemy drogi kredyt i 60 lat działalności, to najpierw mamy prąd w cenie 2x wyższej, a potem za połowę ceny „węglówek”. Firma może to po dogadaniu się z bankami ujednolicić. Gdy trafi nam się tani kredyt (w obliczu kryzysu może być ciężko, to fakt) i 60 lat działania, to mamy prąd za tyle samo co konwencjonalne przez 30 lat i kolejne 30 lat czystego zysku dla producenta. Jak dodamy do ceny prądu z elektrowni konwencjonalnych, koszty handlu zezwoleniami emisyjnymi, to zmienia się to jeszcze bardziej na korzyść „atomówek”.
5. Zachód właśnie wrócił do atomówek z uwagi na ceny ropy, gazu i węgla. Najlepiej widać to na przykładzie Niemiec, gdzie rząd odwołał wyłączanie reaktorów i po cichu spekuluje się o budowie kolejnych. Pomijam już że wschód (Australia, Rosja, Chiny, Japonia) nigdy z „atomu” nie schodził.
6. Uderzenie w „atomówkę” byłoby nieskuteczne, z uwagi na okrywający ją płaszcz ochrony biologicznej. Mówiąc wprost - elektrownia atomowa to wielki betonowy bunkier. Lepszy efekt miałoby uderzenie w zakłady przerabiania chloru. Robiono nawet testy w USA „zrzucając” na kopułę reaktorową samoloty z demobilu - efekt był żaden. Gdyby to było takie dla terrorystów super, to by to zrobili. Oni nie wybierali WTO na chybił trafił.
7. Nie może. Tylko jeden z izotopów plutonu się do tego nadaje i potrzeba do jego produkcji specyficznych reaktorów. Wojsko ma takie, a energetyczne się do tego nie nadają. Nawet czarnobylska elektrownia, choć była swoistym miksem możliwości (i przez to była tak awaryjna) nie była w stanie zasilać rosyjskiej armii w pluton zbrojeniowy, przy okazji produkcji energii elektrycznej. Mogła jedynie być na taką przestawiona.
Czekam na pytania. Chętnie porozpisuję się szczegółowo, albo zajmę tu innym tematem.
PS. Proszę nie oczekiwać, że nazwę członków greenpace, czy innych organizacji popularnie nazywanych ekologicznymi - ekologami. Ekolog to naukowiec zajmujący się środowiskiem naturalnym i jego przemianami. To czym zajmują się osoby walczące o dobro naszej planety, to nie jest ekologia. W najgorszych wypadkach, można to nazwać ekoterroryzmem. Uznaję słowo „zielony” za najlepszy możliwy i nie obraźliwy kompromis i będę nim obdarzał właśnie osoby, które troszczą się o środowisko naturalne i pozostawienie naszym potomkom jak największej ilości zasobów.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)