Jestem tata i bardzo mi z tym fajnie. Wparwdzie należę do ojców zajętych ale moje układy z synkiem mam nadzieję że świadczą najlepiej o tym, ze tatą nie jestem najgorszym. Oczywiście zawsze można być lepszym, i ja staram się wsłuchiwać i w to co mówi synek po to żeby nie miał poczucia że go nie rozumiem. Odnoszę wrażenie że w większości przypadków mi się udaje.
Dziś jest Dzień Ojca, dla mnie również pretekst do refleksji czy jestem ojcem wystarczajaco dobrym. Znakiem czasów jednak jest istotna różniaca pomiędzy kształtem Dnia Matki i Dnia Ojca. Dzień Matki obchodzimy niejako bezinteresownie. Wiadomo, matka to matka, jaka by nie była zawsze jest najlepsza. I dobrze. Ciekawe jednak, że podejście do dnia Ojca jest nieco inne. Dzień Ojca obchodzimy w jakimś celu. Dzień Ojca jest pretekstem do sprawdzania jakości ojcowstwa i wytknięcia ojcom błędów. Organizowane są konkursy na najlepszego tatę (czy ktoś słyszał o konkursach na najlepszą matkę w Dzień Matki?) co sugeruje, że poza ich zwycięzcami mamy do czynienia z mało obiecującą masą. Tworzy się "dakalogi ojcowstwa" takie jak w dzisiejszym "Dzienniku", ktore mają nam pomóc w szukaniu właściwych ścieżek naszej roli. Ogólnie Dzień Ojca jest dobrą okazją do powiedzenia ojcom "khm, khm, na wasze miano to dopiero zasłużycie jeśli a..b...c...). No ale takie są czasy. Kobiety mają aspirować do ról związanych z indywidualną realizacją a mężczyźni mają rozwijać empatię
I niech mi ktoś powie że nie jest to element matrarchatu:)
Inne tematy w dziale Polityka