W tle Wielkiej Polskiej Polityki uskuteczniającej swoje jałowe spektakle takie jak wczorajsza próba odwołania Ministra Rostowskiego albo chocholi taniec wokół ustawy medialnej (swoją drogą dziwie się tym komentatorom, którzy konfliktogenne postępowanie PO w tym zakresie nazywają dziwnym. Oczywiste wydaje mi się że w związku z brakami budżetowymi Tusk chce żeby prezydent ustawę zawetował a rząd nie musiał wydawać tych ośmiuset milionów na TV, której w gruncie rzeczy nie potrzebuje. Niech publiczna utrzymuje się z abonamentu, którego ściągalność w związku z obietnicami jego likwidacji spadnie zapewne niebawem do zera) dzieją się rzeczy być może na razie mniejszego kalibru ale o znaczeniu potencjalnie niebagatelnym. Paweł Piskorski próbuje wrócić do aktywnej polityki.
Czy to dobrze czy źle? Nie wiem, jakąś wielką sympatia nigdy do niego nie pałałem a w związku z tym, że ciągle nie wiem na ile oskarżenia o dziwne machinacje finansowe są prawdziwe a na ile są elementem zwalczania potencjalnie groźnego konkurenta do centrowo-liberalnego elektoratu, nadal nie pałam.
Za to wydaje mi się, że choć pozornie wydaje się to absurdalne taką sympatią powinien pałać do Piskorskiego PiS. A przynajmniej powinien mu po cichutku ale gorąco kibicować. Wprawdzie jak napisałem pozornie wydaje się to absurdem (w końcu PO Piskorski opuścił w dużym stopniu w wyniku nacisku PiS na wymuszenie konsekwencji wykrycia "układu warszawskiego") jednak czy tak jest w rzeczywistości? W końcu SD jest dziś potencjalnym konkurentem PO, który ma jakieś szanse na to by ją osłabić a nic tak nie zbliża jak wspólny wróg (czego potwierdzeniem jest chociażby niski poziom stresu jaki wywołuje w PO obecnosć Libertasu w TVP). A Tusk i dla Jarosława i dla Pawła, choć z róznych powodów, jest wrogiem zaprzysięgłym. Na miejscu PiS pomagałbym SD roznosić ulotki
Powiem więcej. Potencjalnie dopiero ale jednak istotna pozycja nowej formacji Piskorskiego może być jedną szansą PiS na rządzenie. PiS nie am dziś zdolności koalicyjnej. Po przeróżnych doswiadczeniach jego sojuszników nikt już do szerokiej piersi Jarosława przytulony zostać nie zechce nawet jeśli wygra on wybory. A Piskorski w mniej czy bardziej jawnym sojuszu z parią opozycyjną może stanowić drugą szansę na realizację swego rodzaju nowego POPiSu czyli sojuszu partii realnego budżetu z partią bezpieczeństwa również socjalnego.
Tu i ówdzie pojawiaja się głosy jakoby PiS w związku z brakiem potencjalnego koalicjanta powinien wesprzeć jakąś inicjatywę własnych dysydentów żeby sobie takiego koalicjanta stworzyć. moim zdaniem to głosy bezsensowne o tyle, że taki potencjalny koalicjant odwoływałby się do tego samego elektoratu co PiS i tym samym elektoratem partie musiałyby się dzielić.
Co innego Piskorski. On odwołuje sie do innego segmentu wyborców i dla PiS nie stanowi konkurencji.
Same zalety. I nie sądze że wpadłem na to jako jedyny.
Inne tematy w dziale Polityka