Kiedy byłem dzieckiem mielismy w naszej miejscowości księdza proboszcza. Ksiądz proboszcz nie był typem brata łaty. Był dostojnym wysokim i szczupłym panem, który całe życie jeździł na rowerze. Co bynajmniej nie odbierało mu dostojeństwa. Kiedy wchodził do mieszkania w czasie kolędy nawet pies przestawał szczekać. Po prostu czuło się, że wchodzi z Bogiem. Oczywiscie w Kościele instytucja tacy ale za komuny zapewne nie przynosiła kokosów. Za to plebania bardzo dbała o to żeby parafianie często dostawali tzw. dary, które za komuny były dla dzieciaków często jedyna okazją do spróbowania batonika z prawdziwej czekolady a nie wyrobu czekoladopodobnego którego resztki długo zeskrobywało się z podniebienia.
Na religię choc byliśmy dziećmi i nie bardzo rozumielismy otaczający nas świat chodzilismy w poczuciu uczestnictwa w czymś szczególnym choć nie przypominam sobie żeby ktoś kogoś jakoś specjalnie represjonował za to że nas tam posyłał.
Później spotykałem jeszcze różnych księży, i takich którzy byli mi przyjaciółmi i takich którzy wyzywali mnie od anarchistów i satanistów. Cóż, księża jak ludzie bywają różni a i ja z pewnościa nie byłem święty.
Dziś jednak kiedy czytam o przypadku księdza Stefana Maliczewskiego z Dretynia, który na odchodne powiedział wiernym że małymi nominałami datków na budowę plebanii podcierano się w toalecie, mam poczucie, że coś przemija, coś ulega dewaluacji. Od dawna mam wrażenie, że ludzie hierarchicznego Kośioła gubią gdzieś sens swojej pracy. Afery związane z pedofilią, odzyskiwaniem koscielnego mienia przez różnych podejrzanych pomagierów, nieumiejętność poradzenia sobie z esbecką przeszłością ludzi Kościoła, wrażenie, że bycie dziś księdzem to bardziej dobry biznes niż praca z powołania, sprawiają, że sam się zastanawiam po co nam taki Kościół?
Księże Proboszczu, może i dobrze, że Ksiadz tego nie dożył.
http://wiadomosci.onet.pl/2701,2000297,pomorze_kazanie_proboszcza_oburzylo_wiernych,wydarzenie_lokalne.html

Inne tematy w dziale Polityka