Nie wiem czy to ja jestem bardziej wyczulony czy też tak właśnie wygląda odchodzenie pokolenia. Tak czy siak sporo ostatnio śmierci wokół. Co chwila słychać o odejściu kogoś istotnego.
Nie czuję się na siłach żeby oceniać dorobek naukowy zmarłego myśliciela. Niech zrobią to mądrzejsi ode mnie. Ja tylko przy okazji pozwolę sobie zauważyć pewną własciwą naszym szlaonym czasom prawidłowość.
Wykształciło się ostatnio coś na kształt politycznego hienizmu. Nikt nie umiera ot tak sobie. Wszyscy umieraja w kontekście. Człowiek istotny umiera jako cżłowiek tylko dla najbliższych. Dla reszty umiera albo jako święty albo jako zdrajca. Chwila jego śmierci stanowi ostatnio swgo rodzaju start hieniego wyścigu o to kto lepiej jego smierć wykorzysta. Czy Ci którym jego smierć jest na rękę bo natychmiast można postawić nowy warowny pomnik, czy ci którym jego smierć jest na rękę bo teraz będzie łatwiej go zgnoić i zyskać nową rytualną spluwaczkę. A Profesor obojętny politycznie nie był.
Hieny na start.
-------------------------------------------------------------------------------------------------

Inne tematy w dziale Rozmaitości