Ręka się już trochę goi. Dzień Wypisu. To znaczy tak słyszałem od chirurga który mnie operował. Później od pielęgniarek, że to jescze nie dziś, później, że chyba jednak a później znowu że chyba nie. Co gorsza mają zamknąć oddział do remontu więc część z nas na gwałt wypisują a część przenoszą na inne oddziały. Bardzo chciałbym wierzyć że wypisują rzeczywiście tych którzy rzeczywiście powinni już wyjść.
Obudziłem się wcześnie i od razu poszedłem do pielęgniarek żeby zapytać co mam w związku z moim ew. dzisiejszym wypisem zrobić. Co załatwić, co dostarczyć, co przygotować. Odpowiedź standardowa - nie przeszkadzać, tu nie piekarnia, mamy czas do 19. Chodizłem tak jescze kilka razy za każdym razem wywołujac coraz większą irytację. W koncu zrezygnowany usiadłem w korytarzu.
Po kilku godzinach, ok. godziny 14 usłyszałem rozmowę pielęgniarek: nie zamawiałaś obiadów? To już nie mamy pacjentów? Włączyłem się do rozmowy - macie panie, ja jescze jestem i chetnie zjem obiad. To Pan jeszcze nie wypisany? - po tej odpowiedzi musiałem stłumić wzbierającą falę agresji. Nie, nie wypisany - odpowiedziałem najspokojniej jak umiałem. No to na co Pan czeka? NIP, REGON firmy, dokumenty Pan przygotowal? Rany Boskie, za chwile pozabijam te flądry - Przecież pytam od kilku godzin co mam przygotować - Nie, nie przygotowałem, a teraz Panie poczekają aż zadzwonię do firmy i przygotuję - Przecież tu jest wszystko napisane - mówią mi pokazując tablicę nad kontuarem - Gdyby mi ją Panie pokazały wtedy kiedy pytałem mielibyśmy to już z głowy, a ja nie czytam wszystkich plakatów na korytarzu, nie wiedziałem że taki mam obowiązek.
W końcu dostarczam niezbędne informacje i powstają dokumenty wypisowe. Nie widzę wśród nich skierowania na rehabilitację a ze słów Pani Rehabilitantki wynikało że ma być. A gdzie skierowanie na rehabilitację? - pytam. Odpowiedź - nie ma. Widzę że nie ma - jestem oceanem spokoju - ale miało być. Rozmowa na jego temat odbywała się w pań obecności. To niech Panu jakiś lekarz wypisze (na oddziale nie ma już lekarzy) - o tam, na sąsiednim oddziale widzę idzie doktor ...(nazwisko)... może Pan go złapie. Puściłem się w pogoń ze spuchniętą ręką na temblaku. Po drodze inna pielęgniarka krzyknęła - Proszę nie biegać po oddziale! Przepraszam - odpowiedziałem, zatrzymałem sie i straciłem z oczu lekarza. Na szczęście po powrocie znalazł się lekarz który wypisał mi to cholerne skierowanie. Skonczyliśmy wypełniać dokumenty i poszedłem zjeść jakiś obiad bo w szpitalu już go nie dostałem (tak było łatwiej).
Jem sobie nie tani choć prosty obiadek w szpitalnym barze i myślę. Może zajrzę do karty informacyjnej którą wypisały mi pielęgniarki zanim stąd wyjadę? Wyciagnąłem, patrzę a tam rządek leków do przyjmowania. A recepty żadnej nie mam. Dziwne. Więc wracam tym szpitalnym labiryntem z tobołami i bolącą ręką na oddział. Jescze nie zamknięty - ufff. Pokazuję kartę informacyjną i pytam - czy ja potrzbuję na to recepty? Pielęgniarka do mnie podchodzi (czuję alkohol?) rzuca okiem na karte i mówi - na paracetamol pan nie potrzbuje (audiencja skończona). Ale jestem uparty i pytam dalej - no tu jest znacznie więcej leków - a na inne? Odpowiedź brzmi (uwaga!) - jak pan ich nie będzie brał będzie pan zdrowszy. Bardzo smieszne, naprawdę śmieszne - a poważnie? A poważnie to nie trzeba tego brać. To po jaką gnidę żescie to wypisali?
Na szczęście znów ratuje mnie lekarz który mówi: nie no, trzeba chłopakowi wypisać. Pielęgniarka szepcze mu do ucha (słyszę tylko - ale doktorze...) Lekarz się upiera i każe przynieść recepty wypisuje mi leki i życzy powodzenia. Ja mu również. To już koniec? Mam nadzieję że wyremontują nie tylko BUDYNEK szpitala...
p.s. załozyłem sobie konto na twitterze:) mam zamiar wpisywac na nie tytuly i linki do nowych wpisow:) czy ktos moze jest na tyle w tej czarnej magii biegly zeby mi powiedziec co mam zamiescic na blogu zeby inni mogli sobie to moje konto subskrybowac?:)

Inne tematy w dziale Polityka